Aż 80 proc. Polek padło ofiarą molestowania. "Mówi się nam, że histeryzujemy, że nic wielkiego się nie stało, że to były końskie zaloty"

84 procent kobiet w Polsce doświadczyło molestowania w miejscu publicznym. 86 procent badanych natomiast nie wie, jak zareagować będąc świadkami takiego naruszania czyichś granic. Co stanowi ogromny problem społeczny, ponieważ 79 procent osób, które doświadczyły molestowania uważa, że to właśnie reakcja osób z zewnątrz im pomogła. - Nie ma nawet takiego społecznego poczucia, że to kobiety są w przeważającej większości ofiarami. Kiedy o tym mówimy, bardzo często nasz głos jest ignorowany - mówi ekspertka.
Zobacz wideo Policja zatrzymała 34-latka, który przez lata molestował seksualnie nieletnie córki swojej partnerki.

Dane te znamy dzięki badaniu przeprowadzonym przez Ipsos na zlecenie  L'Oréal Paris. Marka wraz z Fundacją Right To Be zorganizowały światową kampanię "STAND UP - sprzeciw się molestowaniu w przestrzeni publicznej". W Polsce partnerami akcji jest Centrum Praw Kobiet. Redakcja "Wysokich Obcasów" z kolei, która także jest partnerem tej kampanii, zorganizowała akcję partnerką "Stop molestowaniu w miejscach publicznych".

Ofiary molestowania bardzo często czują się bezradne. Nie otrzymują pomocy z zewnątrz, a w Polsce niestety bardzo często nie mogą nawet liczyć na pomoc ze strony organów ścigania.

Marcelina ZawadzkaMarcelina Zawadzka doświadczyła molestowania. "Mężczyzna złapał mnie za miejsce intymne"

- Nie jestem zdziwiona wynikami tych badań. To jest pokłosie normalizacji takich zachowań - komentuje w rozmowie z kobieta.gazeta.pl Kamila Ferenc, adwokatka związana z Fudancji Przeciwko Kulturze Gwałtu im. Margarete Hodgkinson i związana z FEDERĄ - Fundacją na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. - W polskiej przestrzeni przestrzeni publicznej po pierwsze nie reagujemy, po drugie przyzwalamy bardzo często na molestowanie. Te liczby są bardzo wysokie. Nie przenika to do świadomości społecznej, nie ma takiego zdecydowanego buntu społecznego czy oporu - dodaje.

Nie ma nawet takiego społecznego poczucia, że to kobiety są w przeważającej większości ofiarami. Kiedy o tym mówimy, bardzo często nasz głos jest ignorowany. Mówi się nam, że histeryzujemy, że jesteśmy 'zbyt emocjonalne', że 'przesadzamy'. Że 'nic wielkiego się nie stało', że to były 'końskie zaloty'

- mówi. Za to - jak dodaje - jest umniejszanie potrzeb i emocji ofiar, a usprawiedliwianie sprawców napaści.

No i przede wszystkim sprawianie, że przemoc ma być niewidzialna: czyli nikt nie reaguje i wszyscy mówią, że 'nic się nie stało'. Zaleca się ofiarom, żeby zacisnęły zęby, o wszystkim zapomniały i poszły do przodu

- kontynuuje nasza rozmówczyni.

Prawniczka podkreśla, że przez taką postawę społeczną, ogromny problem pojawia się już na samym etapie zgłoszenia przestępstwa. Mianowicie dlatego, że ofiary molestowania po prostu nie chcą go zgłaszać policji. W swojej praktyce zawodowej bardzo często się z tym spotyka.

W wyniku całej tej narracji społecznej uważa się, że nie ma po co, że nikt się tym nie zajmie. Widzimy przypadki, w których policja, prokuratura czy nawet sądy ignorują wręcz przypadki zgwałcenia, ignoruję bardziej brutalną przemoc. Dochodzi np. do umorzenia sprawy lub wymierzenia sprawcy bardzo niskiej kary

- wyjaśnia.

Osobie pokrzywdzonej rzadko kiedy się dowierza, raczej się twierdzi, że coś 'źle zapamiętała', że 'przesadza', że 'źle zinterpretowała', albo że sama była temu winna - że dążyła do 'flirtu', i że właśnie był to flirt, a nie jednostronna przemoc seksualna i naruszenie granic

- podkreśla Kamila Ferenc.

Metoda 5D. Jak ją zastosować? Prawniczka tłumaczy

Dlatego tak ważne jest, by to zmienić, by zmienić świadomość społeczną w tym zakresie. Z pomocą przychodzi opracowana przez markę  L'Oréal Paris i Fundację Right To Be tzw. metoda 5D - dekoncentruj, dołącz innych, dokumentuj, dojdź do głosu, daj wsparcie. Dzięki takiemu nazewnictwu łatwo ją zapamiętać.

- Dekoncentrowanie to próba odwrócenia uwagi napastnika czymkolwiek. Można do niego podejść, ale nie nawiązywać do sytuacji, którą się w danej chwili obserwuje, tylko np. zapytać o drogę, godzinę itp. Albo wykonać czynność, która odwróci jego uwagę, np. poprzez zrobienie hałasu - tłumaczy prawniczka.

Magda Mołek opowiedziała o nieprzyjemnej sytuacji, której doświadczyła, gdy była nastolatką.Magda Mołek doświadczyła molestowania. "Wymierzył mi siarczysty policzek"

Kolejna zasada "dołącz innych" oznacza wysłanie kogoś do sprawcy molestowania. Może to być menadżer danej przestrzeni, albo - jeśli sytuacja ma miejsce w pojeździe komunikacji miejskiej - np. kierowca autobusu. Chodzi po prostu o kogoś, kto w pewien sposób zarządza lub administruje danym miejscem. - I powinien mieć, przynajmniej w założeniu, jakiś minimalny wpływ lub autorytet w oczach napastnika - zaznacza ekspertka.

"Wyjmij telefon, nagraj sprawcę"

Bardzo ważnym aspektem jest dokumentowanie - które może posłużyć jako dowód w sprawie sądowej. 

- Czyli nagrywanie całej sytuacji, żeby było wiadomo kto, gdzie, kiedy i co zrobił. Bo to jest zawsze najtrudniejsze w sytuacji ofiar molestowania. Często jest to 'słowo przeciwko słowu', kiedy pomimo pozytywnych opinii biegłych, nadal nie wierzy się kobietom. Potrzebne są wtedy inne dowody. Więc po prostu: wyjmij telefon, nagraj sprawcę

- radzi prawniczka.

Ważne jest jednak, aby przy dokumentowaniu takiej sytuacji nagrywanie nie było naszą jedyną czynnością. Warto zaangażować osoby z zewnątrz, zwrócić jednocześnie ich uwagę na to, co się dzieje.

Dojście do głosu i dawanie wsparcia

W kolejnym kroku, którym jest "dojście do głosu" należy zareagować i zwrócić się wprost do sprawcy przemocy komunikując mu, że jego zachowanie jest nieakceptowalne. Zażądać od niego, by natychmiast przestał robić to, co robi.

Ostatni etap to danie wsparcia osobie doświadczającej molestowania - chodzi o to, by np. zaproponować jej pomoc, pokierować ją do prawnika lub psychologa, zaoferować swoją obecność podczas zgłaszania sprawy policji.

Pamiętajmy, że zgłaszanie czegoś takiego to nie jest obowiązek ofiary. To ona decyduje, z czym się czuje komfortowo

- podkreśla adwokatka.

Trenerka z Centrum Praw Kobiet: te 84 procent absolutnie się potwierdza w praktyce

O tym, jak wygląda szkolenia z metody 5D opowiada w rozmowie z kobieta.gazeta.pl trenerka i kierowniczka programu pomocowego w Fundacja Centrum Praw Kobiet Katarzyna Łagowska.

Na początku akcji, przez tydzień uczyłyśmy się, jak poprowadzić takie 60-minutowe szkolenie. Przedstawiamy wtedy metodę 5D, ale też rozmawiamy z uczestnikami szkolenia o problemie molestowania w przestrzeni publicznej. Mam już kilka takich szkoleń za sobą i muszę jasno powiedzieć: te 84 procent absolutnie się potwierdza w praktyce

- mówi nam trenerka autorskiego programu Fundacji Right To Be. 

Kiedy rozmawiam z tymi osobami podczas szkoleń dowiaduję się, że każda z nich doświadczyła molestowania w przestrzeni publicznej, w różnych formach: od takich wydawałoby się 'nieszkodliwych' (tylko z nazwy, a które bardzo głęboko w człowieku siedzą), aż do takich skrajnych wręcz aktów przemocy seksualnej

- relacjonuje.

- Nasze szkolenia zakładają interakcję, ponieważ zależy nam na komunikacji grupy. Zapraszamy wszystkich bez względu na wiek, i kobiety i mężczyzn. Warto, ponieważ tam w pigułce otrzymuje się bardzo konkretne wskazówki, jak zachować się jako świadek przemocy i jak sobie poradzić, jeżeli to nas ona dotyczy - mówi Łagowska.

W wieku 10 lat została zgwałcona. W wieku 10 lat została zgwałcona. "Moja historia stała się moją siłą"

- Oprócz części wykładowej - podczas której trenerka prezentuje poszczególne elementy metody 5D - szkolenia mocno skoncentrowane są na tym, żeby grupa dzieliła się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. I na koniec są praktyczne ćwiczenia, podczas których osoby mogą sobie tę wiedzę przećwiczyć na różnych technikach i scenariuszach - dodaje trenerka.

Na szkolenia z metody 5D można zapisać poprzez Facebooka Centrum Praw Kobiet i inne media społecznościowe organizacji.

Więcej o: