Anna Wendzikowska o mobbingu: Poznajcie skalę problemu. "Może komuś uratowałaś życie"

Wstrząsający wpis Anny Wendzikowskiej o mobbingu i manipulacji, jakich doświadczała przez lata pracy w TVN, uruchomił lawinę wyznań innych osób związanych z firmą. "Tych wiadomości z 'wewnątrz' są dziesiątki" - napisała była dziennikarka stacji. Wiele wyznań, które otrzymała, opublikowała na InstaStories - dbając o bezpieczeństwo i anonimowość swoich obserwatorów.
Zobacz wideo Anna Wendzikowska o mężczyznach niskiego wzrostu. "Mówiłam, dlaczego Tom Cruise mnie nie przekonuje jako bożyszcze Hollywood"

Nie milkną echa po poruszającym wyznaniu byłej dziennikarki "Dzień Dobry TVN" Anny Wendzikowskiej, która poinformowała, że po latach współpracy odchodzi ze stacji.

Jedna z prowadzących "Dzień Dobry TVN" opublikowała obszerny wpis na Instagramie, w którym przyznała, że stosowano wobec niej mobbing, co doprowadziło ją na skraj załamania psychicznego.

Ania Wendzikowska zachwyciła figurą w krótkiej sukience. 'Nogi jak marzenie' (zdjęcie ilustracyjne)Wendzikowska w modnej koszuli w kratę. Ten krój pasuje do każdej figury

Dziennikarka napisała również, że codziennie bała się o swoją pozycję w firmie i była okłamywana przez współpracowników odnośnie wyników oglądalności programu z jej udziałem.

Byłam poniżana, gnębiona, codziennie drżałam o pracę. Niby "gwiazda z telewizji", a ja byłam traktowana, jak dziewczynka z podstawówki, którą co chwilę bije się po łapkach za każde niedociągnięcie. Tak naprawdę byłam w swoim schemacie niewidzialności, niedocenienia, ciągłego udowadniania swojej wartości. Ale o tym później. Kiedy zdjęto z anteny moje wejścia w studio, usłyszałam: "sorry Anka, nie oglądasz się". Pomyślałam cóż, trudno, chodzi o dobro programu

- napisała.

Ale coś mnie tknęło i sprawdziłam wyniki oglądalności z ostatnich tygodni. W momencie mojego wyjścia wykres oglądalności pikował w górę. Wtedy usłyszałam, że oglądalność nie jest najważniejsza 

- dodała.

Anna Wendzikowska relacjonowała też, że była wielokrotnie traktowana gorzej od innych i nie mogła liczyć na pomoc oraz wsparcie, których potrzebowała przy pracy, np. przy montowaniu materiałów.

Anna Wendzikowska o mobbingu i realiach pracy w TVN. Zewsząd płyną słowa wsparcia. "To mteriał na książkę"

"Prosiłam o pomoc, żebym nie musiała sama montować materiałów, żebym nie musiała robić tłumaczeń sama. Albo, żebym przynajmniej mogła robić montaż z domu zdalnie. Nie wyrabiałam się ze wszystkim przy dzieciakach. Usłyszałam: nikt tu nie ma specjalnych praw. Ja chyba miałam 'specjalne prawa', ale takie represyjne - czytamy w jej oświadczeniu.

Jeśli mój materiał nie był gotowy na 48 godzin przed emisją, z nagranym tłumaczeniem, podpisami, to spadał z emisji, a ja nie dostawałam pieniędzy. Dla porównania inni reporterzy kończyli swoje materiały w ostatniej chwili, czasami późno w nocy, tuż przed porannym programem. Czy to mobbing? Teraz wiem, że tak. Takich sytuacji były dziesiątki, jeśli nie setki. To materiał na książkę, a nie na post 

- opisywała.

Wtedy sądziłam, że to, co mi się przytrafia, to moja wina, że jestem zła, nieudolna, trudna, że może, jeśli bardziej się postaram, to wszystko będzie pięknie, a problem zniknie. Nie znikał, było coraz gorzej. Na zewnątrz wyglądało to tak pięknie. "O co ci chodzi? Byłaś na Oscarach". I tym bardziej czułam, że nie mogę nic powiedzieć. Byłam w błędnym kole

- napisała Anna Wendzikowska.

"Bałam się, że urodzę w samolocie"

Wstrząsający jest również ten fragment wpisu, w którym wyznaje, że będąc w zaawansowanej ciąży musiała polecieć służbowo do Los Angeles.

Nikt nie wie, że poleciałam na wywiad do Los Angeles trzy tygodnie przed porodem. Musiałam dostać pisemną zgodę od lekarza. Cały lot siedziałam jak na szpilkach. Bałam się, że urodzę w samolocie. Nikt nie wie, że poleciałam na jedną noc do Filadelfii, zostawiając dziecko z nianią, kiedy miało dwa tygodnie. Wiele osób wie natomiast, że wróciłam do pracy sześć dni po porodzie. Nie wiedzieliście, jak bardzo bałam się, że ciąża będzie idealnym przykładem, żeby się mnie pozbyć. A ja potrzebowałam tej pracy, a przynajmniej wtedy, w burzy hormonów, tak właśnie myślałam. Bo byłam sama i miała dwójkę dzieci na utrzymaniu...

- czytamy.

Trwałam w tym, bo myślałam, że nie mam wyjścia. Będę miła, będę profesjonalna, będę robić wszystko na 100 proc., jak mi zabiorą jeden czy drugi wywiad, zatrudnią kolejną i kolejną osobę do robienia mojej roboty, choć i tak jest jej coraz mniej, to będę patrzeć w drugą stronę. Znalazłam sobie ciche, w miarę spokojne miejsce i zaakceptowałam rzeczywistość

- brzmi dalsza część wpisu gwiazdy.

Wpis Wendzikowskiej szeroko komentowany jest przez internautów i osoby z show biznesu. Dziennikarka otrzymała wiele słów wsparcia, za które podziękowała na InstaStories.

Dziękuję wam za ogrom ciepłych słów i wsparcia, które popłynęło do mnie prosto z waszych serc. Czuję to! Dziękuję, że dzieliliście się ze mną swoimi historiami. Przekopuję się przez wiadomości, staram się odpowiadać od razu przynajmniej na te, które są z prośbą o pomoc

- czytamy w jej podziękowaniach.

Jest komentarz TVN

Pod wpisem Anny Wendzikowskiej - jakiś czas po publikacji - pojawił się komentarz przedstawicieli stacji. 

Aniu, twój wpis poruszył bardzo wiele osób. W redakcji "DD TVN" zdarzały się niestety zachowania, które nie powinny były mieć miejsca w dobrze zarządzanej, przyjaznej firmie, jaką chcemy, żeby był TVN. Po otrzymaniu twojego listu wprowadziliśmy sporo zmian organizacyjnych i personalnych. Przytoczone przez ciebie sytuacje nie powinny były się nigdy zdarzyć i zrobimy wszystko, żeby się nie powtórzyły

- stwierdzono.

"Poznajcie skalę problemu"

Poruszający i niezwykle ważny wpis Anny Wendzikowskiej zapoczątkował lawinę wiadomości, którzy zaczęli dziennikarce wysyłać byli i obecni pracownicy TVN. Prezenterka udostępniła wiele z nich relacji na Insta Story podkreślając, że dba o bezpieczeństwo swoich obserwatorów i nie ujawnia ich wrażliwych danych. "A teraz poznajcie skalę problemu" - napisała.

"Tych wiadomości z 'wewnątrz' są dziesiątki..." - czytamy w relacji Anny Wendzikowskiej.

Wiadomości od byłych i obecnych pracowników TVN do Anny WendzikowskiejWiadomości od byłych i obecnych pracowników TVN do Anny Wendzikowskiej @aniawendzikowska/Instagram

Obserwujący dziennikarkę podzielili się własnymi doświadczeniami, obok których bardzo ciężko przejść obojętnie.

Dziękuję za ostatni post i prawdę, którą napisałaś. W tej firmie traci się swoją pewność siebie, wiarę we własne możliwości, a przede wszystkim siebie. Nerwica, lęk i strach, że w każdej chwili stracę pracę (...) Ta praca to było wielkie marzenie. Nigdy nie spodziewałam się, że przez te kilka lat wyleję tyle łez i doprowadzę się do tak fatalnego stanu psychicznego. (...). W ciszy obserwuję, co przynoszą kolejne miesiące i walczę ze sobą, by uwolnić się z tej toksycznej relacji z firmą

- pisze jedna z osób.

Wiadomości od byłych i obecnych pracowników TVN do Anny WendzikowskiejWiadomości od byłych i obecnych pracowników TVN do Anny Wendzikowskiej @aniawendzikowska/Instagram

"Czytając pani tekst przypomniały mi się praktyki, które były praktykowane przez przełożonych. Też tego nie wytrzymałem i odszedłem. Wmawiano mi rzeczy, których nie popełniałem. Mobbing i mikstura manipulacji w jednym" - napisał kolejny obserwator w prywatnej wiadomości do byłej pracownicy stacji.

Byli i obecni pracownicy TVN zalali Annę Wendzikowską wiadomościami. "Może komuś uratowałaś życie"

Przerażające są też wieści od zatrudnionych w stacji kobiet, które spotkały konsekwencje z powodu ciąży.

Usłyszałam, że nie konsultowałam swojej ciąży. Sprawę zgłosiłam, ale to ja zostałam bez pracy (...). Bądź z siebie dumna! Może komuś uratowałaś swoją decyzją życie

- stwierdziła jedna z nich.

Rok temu to samo powiedziałam o TVN-ie, jak odeszłam po tym, jak mnie potraktowano po latach pracy gdy byłam w zagrożonej ciąży

- czytamy w kolejnej relacji.

W następnej zacytowanej wiadomości autor opisuje realia pracy, z którymi musi się mierzyć. "Jedziemy (...) do Berlina o 4 rano, żeby bez snu, bez hotelu wracać, i to w nocy, przez centrum Poznania, żeby tam zrzucić materiał w oddziale TVN, żeby - gdy dojedziemy do Warszawy już był zgrany - bo zmontować musisz go na rano... (...) Ja również odszedłem (...)".

"Bezradność i depresja"

"Każdy ma w tym miejscu swoją historię i swoje przejścia. Myślałam, że tylko ze mną jest coś nie tak" - wyznaje jeden z obserwatorów. "Ja też tak miałam co chwilę. Bezradność, depresja, niskie poczucie wartości" - dodaje kolejny.

Ania Wendzikowska (zdjęcie ilustracyjne)"Mam 41 lat i zmarszczki...". Wendzikowska szczerze o kompleksach

"Tak długo to wytrzymywałyśmy, bo to było wysublimowane, białych rękawiczkach" - pojawia się w następnej opublikowanej przez prezenterkę wiadomości.

"Jeszcze się waham i nie mam w sobie tyle siły i odwagi, ale pojawił się już zalążek (...). Czytam i płaczę bo jestem w tej samej sytuacji (...) Przetarłaś szlak, czas na nas, czas na resztę" - pisze kolejna osoba w wiadomości skierowanej do Anny Wendzikowskiej.

Więcej o: