Internet nie zniszczył biur matrymonialnych. "Najlepiej wydane 2 tysiące w życiu"

Wiele osób zaskakuje fakt, że takie biura jeszcze istnieją. Wydawałoby się, że w czasach, gdy dostępnych jest tyle portali randkowych, mało kto korzysta z tego typu usług. Biura matrymonialne nadal jednak działają i nic nie wskazuje na to, by miało to ulec zmianie.

W samej Warszawie jest ich kilkanaście, a w każdym mieście wojewódzkim co najmniej kilka. Oprócz tych "tradycyjnych" są też takie skierowane do konkretnych grup. Przykładowo, biura dla singli z "wyższych sfer", dla katolików, czy dla osób LGBT+. 

Zobacz wideo "Oszust z Tindera" wzbudza wielkie emocje:

Maciek*, który skorzystał z usług biura matrymonialnego siedem lat temu, podkreśla, że w tamtych czasach Tinder w naszym kraju dopiero raczkował i kojarzył się głównie z niezobowiązującymi znajomościami. - Po latach wiem, że wiele związków zaczęło się dzięki tej aplikacji. Wtedy jednak panowało przekonanie, przynajmniej wśród moich znajomych, że ludzie umawiają się tam na seks. A ja szukałem stabilizacji - tłumaczy w rozmowie z kobieta.gazeta.pl.

Mimo że nasz rozmówca z usług biura matrymonialnego był zadowolony, ostatecznie nie znalazł tam drugiej połówki. - Spotkałem się z trzema paniami. Było miło, jednak między nami nie zaiskrzyło, a ja nie chciałem robić niczego na siłę - mówi. - Po kilku miesiącach zrezygnowałem z tych usług, gdyż poznałem moją obecną partnerkę. Uważam jednak, że jeżeli ktoś szuka kogoś na stałe, to bardzo fajna opcja i warto spróbować - dodaje. 

Najlepiej wydane 2 tys. w życiu

Zazwyczaj klient biura, zanim znajdzie się w bazie, przechodzi etap weryfikacji. Następnie konsultant dobiera mu propozycje na podstawie wywiadu lub kwestionariusza. Do klienta należy wybór, czy chce poznać zaproponowaną osobę. Jeśli tak, pracownik biura umawia ich na spotkanie. Są też agencje matrymonialne, które działają jak portale internetowe. Wówczas pomoc konsultanta w czasie umawiania nie jest już potrzebna. 

Taka usługa nie jest oczywiście darmowa. W zależności od biura musimy zapłacić za nią od kilkuset złotych do nawet kilkunastu tysięcy. Marzena, 35-latka z Warszawy, swojego męża poznała właśnie w ten sposób. I co ciekawe, był on pierwszą osobą, z którą spotkała się dzięki jednej z warszawskich agencji matrymonialnych. Jak podkreśla, były to najlepiej wydane 2 tysiące złotych w jej życiu.

- Miałam wtedy 29 lat. Dużo pracowałam, nie chodziłam już na imprezy do klubów. Doświadczyłam też kilku nieudanych randek z Tindera. Raz na przykład zdarzył mi się rasista i antysemita, innym razem pan, który był w szoku, że szukam na tej aplikacji poważnego związku i myślał, że umówiliśmy się na seks. Przez to bardzo zraziłam się do aplikacji randkowych. Dlatego też za namową siostry postanowiłam spróbować czegoś zupełnie innego - wyjaśnia.

Od początku wiadomo, o co nam chodzi

Jak podkreśla Marzena, biura matrymonialne mają wiele zalet. Przede wszystkim nie ma tam osób, które szukają relacji bez zobowiązań. Płacą za usługę, więc na ogół podchodzą do sprawy poważnie. 

- Chciałam oszczędzić sobie czasu i rozczarowania. Poza tym jestem dość nieśmiała przy pierwszym kontakcie i nie potrafię okazać zainteresowania drugą osobą. Tutaj takiego problemu nie ma, bo od początku wiadomo, o co nam chodzi - zaznacza.

"Żadna z przedstawionych propozycji mnie nie ujęła"

Natomiast 29-letnia Maja nie podziela entuzjazmu naszej poprzedniej rozmówczyni. Podobnie jak ona skorzystała z usług jednego z warszawskich biur matrymonialnych. Kosztowało ją to ponad 2 tysiące złotych. - Sama się dziwię z obecnej perspektywy, że wydałam na to tyle kasy - mówi.

Maja, podobnie jak Marzena, była rozczarowana internetowymi portalami randkowymi. Dlatego też zdecydowała się na ten krok. Mimo że wykupiła usługę na pół roku, ostatecznie nie doszło do ani jednego spotkania.

- Żadna z przedstawionych propozycji mnie nie ujęła. Miałam wręcz wrażenie, że pani prowadząca agencję próbuje mnie umówić na siłę. Dodam, że panowie za członkostwo płacili więcej, więc presja z ich strony, aby agencja spełniła oczekiwania, była spora. Ostatecznie z nikim się nie spotkałam - zdradza.

Doszło też do pewnej dziwnej sytuacji. - Jeden z kandydatów, którego opis mnie nie przekonał i zupełnie nie podobał mi się fizycznie, był mi proponowany kilkukrotnie. Pani z biura strasznie zależało, abym się z nim spotkała, mimo że już za pierwszym razem wyraźnie podkreśliłam, że nie jestem zainteresowana. Podejrzewam, że mężczyzna ten wywierał presję na niej, bo sporo zapłacił. W pewnym momencie miałam wręcz wrażenie, że tym spotkaniem miałabym zrobić przysługę pani właścicielce, bo będzie miała w końcu temu panu kogo zaproponować - zaznacza.

Jednak pomimo rozczarowania, nasza rozmówczyni zauważa także plusy usługi. - To, że za pomoc biura się płaci, ma taką zaletę, że odsiewa się osoby, które chcą podejść do tego "na poważnie" od tych, które chcą się tylko zabawić. Inaczej traktujemy coś, w co inwestujemy swój czas czy pieniądze - mówi Maja.

- Szczęściu trzeba czasem pomóc, ale jeśli nie uda nam się poznać partnera, to też nie trzeba robić z tego dramatu, tylko podejść do tego z dystansem, a nawet z uśmiechem. Warto szukać, agencja jest jedną z możliwości - podsumowuje.

*Imiona bohaterów na ich prośbę zostały zmienione.

Wasze historie i opinie są dla nas ważne. Czekamy na Wasze listy i komentarze. Piszcie do nas na adres: kobieta@agora.pl lub edziecko@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Internet nie zniszczył biur matrymonialnych. "Najlepiej wydane 2 tysiące w życiu"
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl