Gypsy Rose była dorosła, ale wyglądała jak dziecko. To wina matki, która wmówiła jej chorobę i głodziła

Ta historia wydarzyła się naprawdę, choć wiele osób uważa, że jest to wręcz niemożliwe, by przez lata nikt nie zauważył, że coś jest nie tak w tej rodzinie. Dee Dee Blanchard opiekowała się schorowaną córką Gypsy, która jeździła na wózku inwalidzkim. Tak przynajmniej wszystkim wmawiała, bo po latach okazało się, że Gypsy jest zupełnie zdrowa.

W 2015 roku tą sprawą żyły całe Stany Zjednoczone. W mediach pojawiła się informacja o Gypsy Rose, która wspólnie ze swoim chłopakiem zamordowała własną matkę. Nicholas Godejohn dźgnął Dee Dee Blanchard 17 razy. Gdy z zimną krwią mordował kobietę, jej córka siedziała w łazience z zatkanymi uszami. Wielu z was pomyśli, że to, czego dopuściła się para, jest okropne i zasługuje na największą pogardę, ale kiedy poznacie całą historię, prawdopodobnie podejdziecie do tej sprawy zupełnie inaczej. 

Nieuleczalnie chora Gypsy Rose

Dee Dee Blanchard urodziła córkę 27 lipca 1991 roku. Ojciec dziewczynki nie uczestniczył w jej życiu, choć w późniejszych latach się z nią kontaktował. Z relacji bliskich wynika, że Gypsy Rose przyszła na świat nieco wcześniej niż było to zaplanowane, co mogło wpłynąć na rozwój jej mózgu, ale poza tym nie miała znanych problemów zdrowotnych. Dee Dee jednak od samego początku twierdziła, że jej córka cierpi na bezdech senny. Żadne badania jednak tego nie potwierdziły. Chęć kontroli oraz troska o córkę sprawiła, że przez lata wmawiała jej, że choruje na białaczkę, dystrofię mięśni, ma alergię na cukier i jest opóźniona w rozwoju.

Zastanawiacie się pewnie, jak to możliwe, że lekarze zgadzali się na leczenie dziewczyny. Otóż Dee Dee potrafiła nimi świetnie manipulować. Gypsy poruszała się na wózku inwalidzkim, chociaż potrafiła chodzić. Kobieta podawała córce leki zwiotczające mięśnie, tak by jej choroba wglądała na "prawdziwą". Każdy, kto poznał tę rodzinę, podziwiał Dee Dee jak dobrą i wytrwałą jest matką.

Pierwszą operację, jaką pamiętam, było zainstalowanie gastrostomii, czyli wykonanie przetoki w żołądku i umieszczenie w niej rurki, przez którą byłam karmiona. Rurkę co pół roku zmieniano, a wtedy cierpiałam, bo robiono to bez znieczulenia.

– opowiada w dokumencie "Kochana mamusia nie żyje" Gypsy.

W domu niecodzienny obrazek stanowiła szafa z lekami, którymi karmiła córkę. Przypominała dobrze wyposażoną aptekę. Gypsy łykała codziennie pełne miseczki rozgniecionych tabletek. Prócz tego dostawała pigułki na przeczyszczenie, przeciwlękowe, antydepresyjne,  czy nasenne.

Z czasem sytuacja zaczynała się robić niebezpieczna. Sąsiedzi zaczynali podejrzewać, że Gypsy jest źle traktowana. Wtedy jej matka organizowała natychmiastową przeprowadzkę do innego miasta, gdzie kolejne osoby były wciągane w serię kłamstw. W ten sposób przez kilkanaście lat Blachard oszukiwała nie tylko społeczeństwo, ale również własne dziecko, wmawiając córce, że jest nieuleczalnie chora. 

Niektóre praktyki jej matki były naprawdę przerażające. Dee Dee leczyła ślinianki córki botoksem. Z pomocą znieczulenia miejscowego sprawiała, że jej dziąsła drętwiały przed wizytami lekarskimi. Wtedy śliniła się najbardziej, a o to przecież chodziło, by wyglądało na chorą. Z czasem Gypsy zaczęły wypadać zęby. Z bezzębną buzią, ogoloną głową, na wózku, śliniąca się Gypsy wyglądała na naprawdę śmiertelnie chorą, budziła współczucie, jakiego potrzebowała Dee Dee. 

Jeffrey Dahmer w 1978Mordował i zjadał swoje ofiary. Ludzie nie dowierzają, że ta historia zdarzyła się naprawdę

Fundacje, pieniądze, sfałszowane akty urodzenia 

Dee Dee i Gypsy przeprowadziły się do nowego, różowego domu z rampą dla wózków inwalidzkich i wanną z hydromasażem, jaki wybudowała dla nich fundacja Habitat For Humanity, organizująca mieszkania dla bezdomnych. Kobiety straciły dom w Luizjanie po przejściu huraganu Katrina i tułały się po wynajętych mieszkaniach. Później zamieszkały w Springfield, w Missouri. Chwilę przed przeprowadzką Gypsy została uhonorowana przez Oley Foundation tytułem Dziecka Roku, (za odwagę, z jaką znosi cierpienie), co przyniosło także wsparcie finansowe organizacji charytatywnych.

Dee Dee bardzo zależało na pieniądzach. Sama nie pracowała, a dzięki chorobie córki mogła liczyć na wsparcie organizacji charytatywnych i ludzi z dobrym sercem. Te wszystkie kłamstwa i oszustwa sprawdzały się do momentu, gdy Gypsy zaczęła dojrzewać. W pewnym momencie dziewczynka, a tak właściwie już kobieta odkryła prawdę, o tym ile ma lat. 

Jej matka regularnie fałszowała akty urodzenia i zaniżała wiek swojej córki. Choć Gypsy miała już 22 lata, to matka wmawiała jej, że ma 18 lat, a wyglądem przypominała 13-latkę (była bardzo chuda i miała ogoloną głowę). 

Jesteś gotowy zabić moją matkę?

Kiedy Gypsy dojrzewała, zaczęli ją też interesować mężczyźni. Dziewczyna poznała Nicholas'a Godejohn'a za pośrednictwem jednego z portali internetowych. Do pierwszego spotkania na żywo doszło, kiedy dziewczyna była w kinie z matką. Właśnie tam chciała przedstawić jej swojego chłopaka. Niestety to się nie udało. Tego dnia Gypsy zaprowadziła jednak mężczyznę do łazienki, gdzie doszło między nimi do pierwszego zbliżenia seksualnego. Od tego momentu oboje kontaktowali się ze sobą jedynie przez internet. 

W pewnym momencie para zaczęła planować morderstwo Dee Dee. W 2015 roku Godejohn przyjechał do miasta, w którym mieszkała Gypsy. W środku nocy, jak zwykle, gdy matka spała, Gypsy wstała z wózka inwalidzkiego i otworzyła drzwi, by Godejohn wszedł do domu. Dee Dee Blanchard spała mocno. Chłopak dźgnął ją śmiertelnie nożem aż 17 razy. Jej córka słuchała z łazienki krzyki matki.

Gypsy, Gypsy, ratuj mnie, gdzie jesteś?!

- wołała

Ta jednak zatkała uszy rękami. Tuż po morderstwie para uprawiła seks

14-latka zmarła w niejasnych okolicznościach. Ojciec przez 30 lat próbował dorwać mordercę. Ostatecznie go porwałJego córka zmarła w niejasnych okolicznościach. Porwał mordercę, by poniósł karę

Chcieli zatuszować zbrodnię na Facebooku. Nie udało się 

Warto dodać, że Dee Dee i Gypsy prowadziły jeden profil na Facebooku. Zakochani chcieli zrzucić winę na kogoś innego, dlatego zamieścili kilka wpisów w mediach społecznościowych. Posty sugerowały, że morderca kobiety zgwałcił także jej córkę. Wiadomości miały pomóc policji znaleźć ciało matki i oczyścić sprawców z podejrzeń. Sąsiedzi na początku pomyśleli, że profil kobiety został zhakowany, jednak każdy kolejny wpis dawał im do myślenia. W końcu wezwali odpowiednie służby. Policja po wejściu do domu znalazła ciało Blanchard.

Funkcjonariusze szybko ustalili, że za morderstwem stoją Gypsy i jej chłopak Nicholas. Kiedy parę aresztowano, lokalny szeryf przekazał informację: że "rzeczy nie zawsze są tym, czym się wydają".  W mediach pokazano całą prawdę o rodzinie Blanchard. Gypsy nigdy nie była chora, zawsze była w stanie samodzielnie chodzić, a jej matka kazała jej udawać, by wyłudzić pieniądze od innych. Używała przy tym przemocy fizycznej oraz psychicznej. W pełni kontrolowała poczynania swojej córki. Ludzie, którzy przez lata pomagali rodzinie, po raz pierwszy zobaczyli absolutnie zdrową dziewczynę, kiedy ta weszła o własnych siłach na salę sądową.

22 lutego 2019 r. mężczyzna został skazany na dożywocie. Gypsy po tym, jak podpisała umowę o przyznaniu się do winy, została skazana na dziesięć lat pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. 

Uznano również, że Dee Dee Blanchard cierpiała na zastępczy zespół Münchhausena. To zaburzenie psychiczne z grupy zaburzeń pozorowanych, występujące zazwyczaj u rodziców lub opiekunów dzieci, polegające na wywoływaniu u bliskiej, zależnej osoby objawów zaburzeń somatycznych, w celu umotywowania poddania tej osoby zabiegom diagnostycznym lub leczniczym. Działania te mogą być ryzykowne dla zdrowia lub życia dziecka i nie mają na celu uzyskania korzyści materialnych. 

Porwał ją i gwałcił pięć razy dziennie. Zapewniał, że będzie ją więził latami. PrzetrwałaPorwał ją i gwałcił pięć razy dziennie. Zapewniał, że będzie więził latami

Wasze historie i opinie są dla nas ważne. Czekamy na Wasze listy i komentarze. Piszcie do nas na adres: kobieta@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy.

Więcej o: