Ksiądz szczerze o kolędzie: Czujemy, kiedy przyjmowani jesteśmy, "bo babci byłoby przykro"

Coraz więcej parafii decyduje się, by podczas kolędy odwiedzić tylko tych mieszkańców, którzy wyrazili chęć, składając deklarację. - Dawniej ksiądz pukał do drzwi i przyjmował go każdy. Teraz pyta wcześniej, czy chcemy. To pokazuje skalę upadku - napisał na Facebooku radny z Krakowa. - Nawet ksiądz potrafi wyczuć, że jest intruzem - mówi "Gazecie Wyborczej" ksiądz spod Krakowa.

Więcej podobnych tematów znajdziesz na Gazeta.pl

Zobacz wideo Dlaczego Boże Narodzenie obchodzimy akurat 25 grudnia?

Co roku po świętach Bożego Narodzenia księża ruszają z tradycyjną wizytą duszpasterską, odwiedzając wiernych w ich domach. W ostatnim czasie część księży decyduje udać się jedynie do parafian, którzy czekają na ich wizytę i wypełnili wcześniej odpowiednią deklarację, a nie jak przed laty, pukając od drzwi do drzwi. - Wyciągnąłem dziś ze skrzynki pocztowej. Dawniej ksiądz pukał do drzwi i przyjmował go każdy. Teraz pyta wcześniej, czy chcemy. To pokazuje skalę upadku, przynajmniej w dużych miastach" - napisał na Facebooku Łukasz Wantuch, jeden z krakowskich radnych, udostępniając również zdjęcie deklaracji.

Facebook screenshotKsiądz podaje "menu" tego, co chciałby zjeść podczas kolędy. "Proszę przyjechać po mnie autem"

"Ksiądz od progu czuje, czy jest mile widzianym, oczekiwanym gościem"

To właśnie pandemia i obawa przed tego typu spotkaniami spowodowały, że w wielu polskich parafiach wizyty duchownych odbywały się wyłącznie po wyrażeniu chęci i wcześniejszym zapisie. Okazuje się jednak, że nawet po zniesieniu obostrzeń, niektórzy księża postanowili pozostać przy tej praktyce. Jaki jest tego powód? 

Nietrzeźwy ksiądz prowadził ceremonię pogrzebowąPijany ksiądz jąkał się, chwiał i upadł na grób podczas pogrzebu. "Szok"

Raz słyszę, że byłem za krótko, drugi raz, że się rozsiadłem i za bardzo wypytywałem, że się wtrącam. Ksiądz od progu czuje, czy jest mile widzianym, oczekiwanym gościem, czy raczej chcą mieć mnie z głowy. Jak wieje chłodem, siedzą sztywno i odpowiadają mi monosylabami, to nie przeciągam wizyty. Nawet ksiądz potrafi wyczuć, że jest intruzem. Czujemy, kiedy przyjmowani jesteśmy z obowiązku, bo "co ludzie powiedzą" albo "bo babci byłoby przykro". A ile się człowiek nasłucha plot, kłamstw, oszczerstw i kalumnii

- powiedział "Gazecie Wyborczej" ksiądz spod Krakowa.

Wasze historie są dla nas ważne. Czekamy na listy i komentarze. Piszcie do nas na adres: kobieta@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy.

Więcej o: