Wzruszający list kobiety, której działaczka pomogła w aborcji. "To nie był wyraz empatii. Lekarki i lekarze zawiedli"

Poruszający list, która napisała Ania, wysłały naszej redakcji działaczki Aborcyjnego Dream Teamu. Kobieta podziękowała Justynie Wydrzyńskiej za pomoc w uzyskaniu dostępu do aborcji farmakologicznej, z której finalnie i tak nie mogła skorzystać. "Pani Justyno, dziękuję pani za to, że w najtrudniejszym momencie mojego życia pani jako jedyna z nielicznych udzieliła mi pomocy" - pisze Anna.
Zobacz wideo Zobacz wideo: Thun: W Sejmie mamy w większości mężczyzn i to oni by decydowali o aborcji

Justynie Wydrzyńskiej, działacze pro-choice z Aborcyjnego Dream Teamu wytoczono proces w związku z tym, że podczas obowiązującego w trakcie pandemii lockdownu pomogła jednej z potrzebujących kobiet w uzyskaniu dostępu do aborcji, przekazując jej pigułki wczesnoporonne.

Ostatecznie kobieta tabletek nie wzięła, ponieważ jej były partner zawiadomił policję, która je skonfiskowała. Ciąży nie donosiła, ponieważ poroniła kilka dni później.

To, że działaczka pomaga kobietom dochodzić swoich praw, nie jest tajemnicą i otwarcie informuje o tym w sieci. 

Nie jest tajemnicą, że pomagam w aborcjach. To, co robię jest dobre. Nie namawiam nikogo do aborcji. Informuję o tym, co pisze na swoich strona WHO

- mówiła na jednej z rozpraw Wydrzyńska. Osoba, której pomogła, była ofiarą przemocy domowej. - Nie żałuję (...). Ta kobieta była w strasznej sytuacji - mówiła z kolei w rozmowie z "Wysokimi Obcasami".

Ania dziękuje Justynie za pomoc w uzyskaniu tabletek poronnych. "Ile jest warte życie ludzkie?"

W poniedziałek 6 marca br. otrzymaliśmy na naszą skrzynkę wiadomość od działaczek Aborcyjnego Dream Teamu. Napisała do nich kobieta określana jako Anna (imię zmienione), której Justyna Wydrzyńska przekazała tabletki aborcyjne w czasie pandemii. Anna zeznaje także przed sądem w procesie aktywistki.

 

Kobieta we wzruszających słowach podziękowała działaczce za okazaną pomoc, poświęcenie, wsparcie i zaangażowanie. Poniżej publikujemy jej list, który został dołączony do akt w sprawie sądowej.

Ja od wielu dni wyobrażałam sobie ten moment, kiedy przyjdzie mi stanąć przed panią i spojrzeć pani prosto w oczy. Zastanawiałam się, jak powinnam się zachować, a przede wszystkim, co powinnam powiedzieć. Jakich słów użyć, aby były one adekwatne do sytuacji

- pisze Ania w poruszającym liście.

I muszę przyznać, że nie udało mi się znaleźć takich słów. No bo ile jest warte życie ludzkie? A moje życie ile jest warte? Czy ono w ogóle przedstawia jakąś obiektywną wartość? Ja nie potrafię udzielić odpowiedzi na te pytania. Ale mogę powiedzieć jedno. Ja chce żyć i mam dla kogo żyć

- dodaje.

"To nie był wyraz empatii. To był wyraz człowieczeństwa"

"Dlatego uznałam, że w tej sytuacji najlepiej będzie użyć tego zwykłego słowa "dziękuję". Ja przepraszam, ale lepszego słowa naprawdę nie udało mi się znaleźć" - czytamy.

Pani Justyno, dziękuję pani za to, że w najtrudniejszym momencie mojego życia, kiedy osoby najbliższe, bliskie, a także lekarki i lekarze - zawiedli, pani jako jedyna z nielicznych udzieliła mi pomocy

- pisze Anna.

Dalej wspomina, że czytając różne wywiady z Justyną Wydrzyńską natknęła się na jej wypowiedź o "wyrazie empatii". "Przepraszam, ale nie zgodzę się z panią" - skonstatowała.

Nie. To nie był wyraz empatii. To był wyraz człowieczeństwa. Bo w sytuacji, gdy osoby, na których ciążył moralny, a na części z nich także prawny obowiązek udzielenie mi pomocy, stały z boku umywając ręce, a pani podała mi swoją dłoń. To naprawdę wielka rzecz. I ja tego pani gratuluję

- podkreśla.

Dalej zaznacza, ze pomimo iż od opisywanych wydarzeń minęły trzy lata, nadal najbardziej wzruszają ją słowa działaczki o tym, że zrobiłaby to jeszcze raz. "Ja czuję, że te słowa zostały skierowane do mnie i dziękuję za nie. To są jedne z najważniejszych słów, jakie ja kiedykolwiek w życiu usłyszałam od drugiego człowieka. Dziękuję" - puentuje.

Pierwsza taka sprawa w Polsce

Proces toczący się w sprawie Justyny Wydrzyńskiej to pierwsza tego typu sprawa w Polsce, w której oskarżoną jest aktywistka, a nie osoba z rodziny lub lekarz. Należy podkreślić, że działaczkę wspiera bardzo wiele środowisk i instytucji, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Jak wskazuje portal Oko.press, list w obronie Wydrzyńskiej napisały już cztery specjalne sprawozdawczynie Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw praw człowieka i posłanki Renew Europe - partii w Parlamencie Europejskim.

W sprawie Justyny Wydrzyńskiej odbyło się już kilka rozpraw, sąd nadal nie wydał wyroku. Najbliższa odbędzie się już za niecały tydzień, 14 marca. Na ten dzień planowana jest także pikieta solidarnościowa. "Widzimy się w Warszawskim sądzie przy Poligonowej 3, by wraz z Anią, Justyną i innymi działaczkami aborcyjnymi wspierać się na ostatniej rozprawie" - informują działaczki.

Justynie Wydrzyńskiej może grozić do trzech lat pozbawienia wolności.

Przypomnijmy, że po tym, jak Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej zdelegalizował aborcję z powodu ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu, organizacje tyakie jak Aborcyjny Dream Team czy Aborcja bez Granic stanowią jedyne wsparcie dla kobiet, które znalazły się w krytycznej sytuacji. Ich działaczki służą informacją na temat tego, gdzie bezpiecznie i legalnie można poddać się zabiegowi, czuwają i instruują w zakresie farmakologicznej aborcji oraz oferują pomoc w organizacji wyjazdów za granicę w celu przeprowadzenia terminacji ciąży.

Źródła: Aborcyjny Dream Team/gazeta.pl/oko.press/Wysokie Obcasy

Więcej o: