Osoby niepełnosprawne mają życie seksualne, intymne i rodzinne. A my często nie jesteśmy na to gotowi

- Czy do osoby niewidzącej możemy powiedzieć "do widzenia? Czy do osoby, która jeździ na wózku, możemy powiedzieć "chodź, idziemy"? Ludzie, którzy mają wyższy poziom wrażliwości, będą mieli z tym nie lada problem - mówi Helena Szczuka z fundacji Avalon.

Reżyserski debiut Jana Macierewicza, "Skołowani", wejdzie do kin już 14 kwietnia. Film, w którym w głównych bohaterów wcielili się Agnieszka Grochowska i Michał Czernecki, porusza wiele ważnych wątków. Jest lekki i humorystyczny, ale jednocześnie poruszający. Jak pani by go opisała?

To jest film o miłości nieoczywistej, która rodzi się pomimo tych pierwszych, również nieoczywistych ocen. Takiej, która pojawia się pomiędzy dwójką ludzi, których na pierwszy rzut oka nic nie łączy. Mają zupełnie różne osobowości, są w innych sytuacjach życiowych i mają inny poziom sprawności fizycznej. Maks - główny bohater - jest osobą pełnosprawną, która w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności zaczyna udawać, że porusza się na wózku. Mamy też drugą główną bohaterkę Julię, która rzeczywiście porusza się na wózku, bo miała wypadek. To uczucie zaczyna się rodzić w najmniej sprzyjających warunkach, ale w końcu - jak to w filmach - miłość zwycięża i otwiera ich na siebie.

Zobacz wideo Wywiad z Agnieszką Grochowską, aktorką grającą w filmie "Skołowani"

Główny bohater to przecież podrywacz i manipulant!

Tak, on jest okropny! (śmiech). Zaangażowaliśmy się w ten film jako Fundacja Avalon, ponieważ stanowi on novum. W polskich mediach zazwyczaj temat niepełnosprawności przedstawia się albo "na smutno",  albo w formie dokumentu. W tym przypadku mamy do czynienia z zupełnie inną soczewką, dość nowym ujęciem.

Tak, albo to jest dokument, albo coś idącego w kierunku dramatu, melodramatu. Przedstawienie bardzo trudnej sytuacji, wówczas osoba doświadczająca niepełnosprawności wyzwala w na uczucie żalu, litości. Albo odwrotnie - jest superbohaterem, który nas ma wzruszyć czy zachwycić.

Czy film Jana Macierewicza ma szansę nieco zmienić ten kierunek?

Fundacja Avalon zdecydowała się na partnerstwo społeczne filmu, ponieważ zależy nam na tym, że osoby z niepełnosprawnościami w filmach i mediach pojawiały się właśnie nie tylko ze względu na problemy, które ich dotyczą. Chcielibyśmy również, żeby te osoby po prostu pojawiały się też w sposób znormalizowany, czyli jako ludzie, którzy mają zestaw swoich cech osobowości, prowadzą ciekawe życie, mają inspirujące osiągnięcia. Żeby nie pojawiały się tam tylko ze względu na swoją niepełnosprawność.

Na tym zależałoby nam najmocniej. A humor rzeczywiście jest tym narzędziem, które pomaga trochę odczarować, złagodzić daną kwestię, i wprowadzić do dyskusji osoby, które np. nie umieją o niepełnosprawności mówić. Takie, którym w głowach kłębią się pytania - co można powiedzieć, a czego nie? Czy do osoby niewidzącej możemy powiedzieć "do widzenia"? Czy do osoby, która jeździ na wózku, możemy powiedzieć "chodź, idziemy"? Tak należy starać się to normalizować. Ludzie, którzy mają wyższy poziom wrażliwości, będą mieli z tym nie lada problem. Ci, którzy empatycznie podchodzą do drugiego człowieka, mogą się zanadto krygować z tym, czy wypada np. śmiać się z niektórych historii ukazanych w filmie. W naszej ocenie jednak film ten spełnia swoją funkcję. Choć z pewnością znajdą się osoby, które będą go krytykować. Dla jednych te granice nie zostaną przekroczone, drudzy mogą czuć się urażeni - jesteśmy tego świadomi. I wręcz otwarci na dyskusję o tym, co nam wolno, co wypada.

W filmie poruszono też coś, co w przestrzeni publicznej często jest wręcz niewidzialne. Relacje i seksualność osób z niepełnosprawnościami.

To jest ogromne tabu, niestety. Jeżeli w filmach wątek miłości w ogóle pojawia się w odniesieniu do osoby z niepełnosprawnością, to zazwyczaj jest to para, gdzie jedna z tych osób ulega wypadkowi i zaczyna się cała historia o przezwyciężaniu trudności. Albo też mamy przedstawioną historię opiekuna osoby niepełnosprawnej, pojawia się miłość, relacja, która jest w kontrze do całego świata. Przychodzą straszliwe przeciwności losu, które te osoby muszą pokonać. W skrócie - taki wyciskacz łez.

Czyli zawsze musi to być jakaś walka.

Albo ze sobą, albo z otoczeniem, albo z chorobą, albo z niepełnosprawnością. W filmie "Skołowani" mamy historię miłosną, w której nie ma uczuć związanych z żalem czy też litością nad główną bohaterką. W pewnym momencie po prostu zapominamy o jej niepełnosprawności. Bo ona jest, po prostu, fajną osobą! Czarującą, piękną, interesującą, ma ciekawe zainteresowania, wrażliwą osobowość, realizuje się w życiu. Nasz bohater zakochuje się więc w niej jako w człowieku, niezależnie od tego, czy ona porusza się na wózku, czy nie.

W naszej Fundacji Avalon prowadzimy Projekt Sekson, który poświęcony jest seksualności i rodzicielstwu osób z niepełnosprawnością ruchową i w ramach tego projektu prowadziliśmy w zeszłym roku kampanię "Pełnosprawni w miłości", dofinansowaną z Państwowego Funduszu Rehabilitacyjnego Osób z Niepełnosprawnościami. W kampanii tej przybliżaliśmy sylwetki trojga bohaterów, którzy są właśnie w relacjach miłosnych, małżeńskich, partnerskich i rodzicielskich. To były osoby w bardzo zróżnicowanych sytuacjach życiowych. Staraliśmy się pokazać pełne spektrum, choć to też dużo powiedziane, bo na podstawie trójki bohaterów nie jesteśmy w stanie opowiedzieć każdej historii każdego z osobna. Ale mamy też projekt "Pełnosprawni w miłości" w formie wideo-fotograficznej. Za pomocą tego projektu opowiadamy historie osób doświadczających niepełnosprawności w różnych aspektach, które jednocześnie mają swoja życie intymne i rodzinne.

My, jako społeczeństwo, często nie jesteśmy na to gotowi. W ogóle seksualność w Polsce jest albo w dużej mierze tabuizowana, albo sprowadzona do postaci prześmiewczej, zwulgaryzowanej. W naszej przestrzeni publicznej mamy problem ze znalezieniem tego złotego środka - żebyśmy nie mówili o niej w sposób tylko medyczny, prześmiewczy albo sekretny. Chodzi o to, żebyśmy mówili wprost. I my staramy się to zmienić.

Mimo że ta historia ukazana w "Skołowanych" jest w wielu aspektach mocno przerysowana, zabieg ten jest niezbędny, by ukazać pewne niuanse, żeby można było wywołać w widzu emocje - by móc się wzruszyć czy po prostu pośmiać. Ale tak naprawdę tkwi w tym wszystkim głębokie przesłanie: żeby nie oceniać książki po okładce, a dokładnie ludzi po okładce, bo niepełnosprawność może być jednym z elementów tej okładki.

Zdarza się też nadmiar wrażliwości, jeśli można tak to nazwać. Czasami tak bardzo staramy się nie popełnić błędu, że zaczynamy obchodzić się z osobą z niepełnosprawnością jak z jajkiem. Robimy to nawet podświadomie.

Tak! Dobrze, że pani o tym wspomniała, ponieważ częścią naszej misji jest normalizacja postrzegania niepełnosprawności. Oczywiście wiadomo, są pewne cechy, które od razu rzucą nam się w oczy. Na przykład jeśli przyszłabym na spotkanie z panią w różowym kostiumie kąpielowym, na pewno zostałabym zapamiętana, ponieważ się wyróżniałam. Osoba poruszająca się na wózku jest dla większości społeczeństwa osobą wyróżniają się. Niepełnosprawność ciekawi ludzi, ale to, że ktoś jest zaintrygowany, nie upoważnia do złego zachowania, gapienia się, obmawiania. Ludzie często nie mają styczności z osobami doświadczającymi niepełnosprawności i brak obycia nie oznacza koniecznie złej woli. I to łączy się z drugim elementem naszej misji, którym jest większa aktywizacja osób z niepełnosprawnościami w społeczeństwie - żeby uczestniczyły w życiu towarzyskim, kulturalnym, zawodowym, miłosnym, sportowym, społecznym. Tak, żeby po pierwsze aktywizowały same siebie, ale też żeby społeczeństwo miało z nimi większy kontakt. Bo tylko tak jesteśmy w stanie normalizować te relacje.

Wróćmy na chwilę do kwestii języka. Domyślam się, że nie ma na to uniwersalnej odpowiedzi, ale jeśli dana osoba ma rzeczywiście problem z tym, jak zwracać się do osoby doświadczającej niepełnosprawności - głowi się nad tym, co jej wolno, a czego nie - to tak najprościej: co powinna zrobić?

Zaskoczę panią, bo taka odpowiedź jest. Jak mawia prezes Fundacji Avalon Sebastian Luty, jeśli nie wiesz, jak się zachować, zachowuj się normalnie. Rzeczywiście, jeśli osobie z niepełnosprawnością wzroku pokażemy coś palcem i powiemy "o, tutaj", to się nie zrozumiemy. Ale nie ma już nic złego w tym, żeby powiedzieć jej "do widzenia" albo "do zobaczenia", bo przecież to są zwroty przyjęte w powszechnym użyciu i w żaden sposób nie obrażają. Tak samo jak w przypadku osoby poruszającej się na wózku - nie spotkałam się jeszcze z taką sytuacją, żeby taka osoba poczuła się urażona tym, że ktoś powie do niej "chodźmy na kawę" albo "chodźmy do kina".

Ważne, żeby mieć tę wrażliwość, ale też ważne, żebyśmy z nią nie przesadzali. Faktycznie ludzie często nie wiedzą, jak się zachować. Nasz główny bohater Maks jest dobrym tego przykładem, ale Julia bardzo dobrze go nakierowuje.

Na koniec chciałabym zapytać, z jakimi odczuciami film może pozostawić widzów.

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że ten film wywołał we mnie naprawdę bardzo dużo emocji. I dlatego też w tym przypadku odchodzimy trochę od tego sformułowania, które się nasuwa - czyli komedia romantyczna. Rzeczywiście, jest to komedia, ale raczej nie romantyczna. Komedia z dużym ładunkiem społecznym, ukrytym.

Podczas seansu przeszłam przez bardzo różne emocje i odczucia. "Skołowani" wywołują wiele refleksji, ale i dużo śmiechu. W niektórych momentach też zastanawiałam się, czy powinnam się śmiać. To dobre uczucie, bo jest wynikiem refleksji. Bardzo podobało mi się to, że osobę z niepełnosprawnością przedstawiono tam w sposób normalnym, ze wszystkimi jej cechami negatywnymi i pozytywnymi. Bo osoba z niepełnosprawnością jest człowiekiem takim jak my. Może być niemiła, wredna, opryskliwa albo wręcz przeciwnie - przemiła i bardzo życzliwa.

Więcej o: