Henna z trzynastu jaj

Przed zamówieniem nowych stołów proszę stolarzy o zmierzenie pedikiurzystek, żeby potem zmieściły się pod biurkiem

Olejek z drzewa sandałowego i miód - połączenie tych składników pozwoliło Shahnaz Husain zawojować świat. Shabase to nazwa pierwszego kremu, który rozszedł się na pniu i zapoczątkował długą listę ziołowych kosmetyków z pochodzącym od imienia autorki przedrostkiem 'Sha'. Siła Shatoników, Shamaseczek, Shapeelingów polegała na tym, że składały się wyłącznie z naturalnych składników. - Na Zachodzie funkcjonuje zasada 'Pokryj i zamaluj', indyjska brzmi: 'Dbaj i lecz' - tłumaczy Shahnaz, która w latach 60. jako młoda dziewczyna przez siedem lat szkoliła się w laboratoriach Heleny Rubinstein, Estée Lauder i L'Oréal. - Napatrzyłam się na efekty uboczne używania syntetyków w farbach do włosów, kremach rozjaśniających skórę czy nawet maskarach. Gdy wróciłam do Indii, zaczęłam szukać rozwiązań w naturze. Nie było to trudne, ponieważ Indie mają bogate tradycje w dziedzinie medycyny naturalnej. - Zdałam sobie sprawę, że kobiety w Indiach znają mnóstwo naturalnych sposobów pielęgnacji piękna. Kurkuma, która jest obecnie podstawą wielu kremów, połączona z sokiem z cytryny od zawsze była wykorzystywana jako środek bakteriobójczy i zmiękczający skórę. Henna to doskonała alternatywa dla farbowania włosów preparatami, które zawierają środki chemiczne. Poza tym zapobiega wypadaniu włosów i pomaga w leczeniu łupieżu. Większość tych domowych sposobów ma źródło w ajurwedzie - medycynie starożytnych Indii - dodaje Husain, która jest nazywana indyjską Heleną Rubinstein.

Wiedza i życie

Ajurweda powstała 5 tys. lat temu i w dosłownym tłumaczeniu oznacza wiedzę o życiu (z sanskrytu: we- da - wiedza, ayur - życie). To system medycyny holistycznej, która nie tylko leczy, ale również zapobiega chorobom. To również system filozoficzny, zgodnie z którym człowiek składa się z trzech rodzajów energii (dośa): vaty - powietrza, kafy - wody, i pitty - ognia. Zdrowie w tym ujęciu rozumiane jest jako harmonijne współgranie tych trzech elementów. Na podstawie budowy ciała, metabolizmu i wrażliwości na określone choroby można ustalić kompozycję dośa w organizmie. Gdy już ją poznamy, ajurweda podpowie nam, czego należy się wystrzegać, jak dopasować sobie dietę, styl życia, ćwiczenia, masaże. Lekarstwa ajurwedyjskie oparte na naturalnych składnikach potrafią wyleczyć wiele schorzeń. Shahnaz w swoich kosmetykach wykorzystała te receptury, które dotyczą skóry.

Białka jem, żółtka wcieram

Ulubiony slogan Shahnaz brzmi: 'Sprzedaję cywilizację w słoiku'. Na opakowaniach ostrzega: 'To jest ajurwedyjskie lekarstwo, a nie kosmetyk'. - Piękno to nie tylko to, co widać na zewnątrz. Bez zdrowego organizmu piękno jest niemożliwe - powtarza w wywiadach oraz w dwóch napisanych przez siebie książkach. - Skóra i włosy są zewnętrznymi barometrami wewnętrznego stanu ciała. Odpowiednia dieta, medytacja i relaks to codzienne obowiązki. Shahnaz chętnie opowiada o tym, jak sama je wypełnia. - Rano zawsze piję dwie szklanki gorącej wody z sokiem z cytryny i kaszmirskim miodem. Potem przez dwie godziny oddaję się medytacji i jodze. Po ćwiczeniach o 10.30 piję szklankę soku z papai i jem dwa gotowane jajka, ale tylko białka. Żółtek nie wyrzucam, używam ich do pielęgnacji włosów. Przepis na hennę Shahnaz brzmi jak przepis na wysokobiałkowy koktajl: 13 jajek, kubek tłustego jogurtu, jedna cytryna, cztery łyżeczki stołowe świeżo zmielonej kawy, do tego cztery kubki olejku Shalock i henna. Taką kurację stosuje dwa razy w tygodniu.

Mogolska księżniczka

Shahnaz pochodzi z tradycyjnej muzułmańskiej rodziny. Dziadek od strony ojca był Mogołem pochodzącym z Samarkandy. Ojciec - indyjskim ministrem sprawiedliwości. Rodzina od strony matki ma korzenie w afgańskiej rodzinie królewskiej. 'Jestem mogolską księżniczką' - kwituje Shahnaz. Gdy miała 14 lat, mama pokazała jej zdjęcie przyszłego męża. Rok później odbył się ślub, a dwa lata później Shahnaz urodziła pierwsze dziecko. - Córkę urodziłam tak wcześnie, że w zasadzie wychowywałyśmy się razem, jak siostry. Chodziłyśmy nawet do tej samej szkoły kosmetologicznej w Londynie, ja do seniorów, Nelofar do juniorów, razem odrabiałyśmy prace domowe - opowiada Shahnaz. Zanim jednak zaczęła się uczyć i pracować, spędziła kilka lat, zajmując się domem i dzieckiem. - Uratowało mnie to, że mój mąż dyplomata dużo podróżował, oraz wsparcie i pomoc taty, który był dla mnie jak bóg. To on pożyczył mi tysiąc dolarów, które pozwoliły mi na otwarcie salonu urody.

Kremy na pustynię

Dziś Shaprodukty można kupić w 120 krajach, między innymi w londyńskim Harrodsie, paryskich Galeries Lafayette i japońskim Seibu. Shahnaz otworzyła też szkoły kształcące przyszłe 'terapeutki piękna', jak mówi o sobie i swoich pracownicach. W 1984 roku zbudowała Shamute, oddział szkoły, w którym nieodpłatnie szkoli głuchonieme dziewczyny. W poddelhijskiej wsi, która na jej cześć została nazwana Shahnaz Nagar, prowadzi ogromną plantację kwiatów i ziół. Roczny obrót jej firmy szacowany jest na 100 mln dol. Z punktu widzenia teorii marketingu sukces Shahnaz jest cudem. Księżniczka nie wydała bowiem nawet rupii na reklamę. Przez lata przygotowywała sobie grunt, jeżdżąc na targi kosmetyczne i opowiadając o cudownych właściwościach ajurwedy. Na Zachodzie udało się jej wpisać w trend powrotu do natury. Na Wschodzie zawojowała kobiety, proponując im kosmetyki dostosowane do potrzeb ich skóry i włosów. - Skóra Azjatek i Afrykanek wymaga innej opieki niż porcelanowa skóra Europejek. Przez lata koncerny kosmetyczne nie brały tego pod uwagę - tłumaczy ambasadorka azjatyckiego piękna. Po wojnie w Zatoce Perskiej stworzyła specjalną linię kosmetyków dla kobiet z Kuwejtu. - Nagły wzrost zawartości chemikaliów w powietrzu oraz dym z szybów naftowych powodowały wysypki, wypadanie włosów, alergie, wysuszanie skóry. Musiałam zareagować. Z myślą o muzułmankach stworzyła linię Halal Husain. - Wiem, że kobiety zmywają makijaż pięć razy dziennie, bo większość produktów zawiera świński tłuszcz lub alkohol, które są niezgodne z wymogami halalu, diety określonej przez szariat. Obecnie Shahnaz produkuje trzy rodzaje kosmetyków: do białej skóry Europejczyków, sprężystej skóry Hindusów oraz dla tych, którzy przebywają w warunkach pustynnych.

Przyczernić i wybielić

Jednym z indyjskich hitów Shahnaz jest khol (na zdjęciu pierwszy od lewej) - kredka w sztyfcie używana przez Hinduski do malowania czarnych kresek wokół oczu. Czernienie powiek, popularne też w kulturze arabskiej, ma nie tylko walory estetyczne, ale służy także ochronie oczu przed słońcem, natłuszcza skórę i przeciwdziała chorobom, takim jak zapalenie spojówek. Oryginalnie khol powstawał z sadzy i klarowanego masła ghee. Obecnie przybiera różne formy, zdarza się nawet, że w jego skład wchodzi szkodliwy dla zdrowia ołów. Khol Shahnaz Husain składa się z samych dobrodziejstw: olejku migdałowego, który stymuluje wzrost rzęs, chłodzącej kamfory i olejku różanego, bakteriobójczego neemu (miodla indyjska), palonego orzecha włoskiego dającego efekt 'smoky eye' oraz trifali, zestawu trzech ziół, który w ajurwedyjskiej medycynie używany jest do leczenia schorzeń oczu. - Trifala wyleczyła moją matkę, która po śmierci mojego taty straciła wzrok. Jeździłyśmy po europejskich lekarzach, wszyscy rozkładali ręce. Wtedy przygotowałam jej płukankę z tej starożytnej mieszanki. Pół roku później czytała gazety - opowiada Husain. Kolejnym produktem, który jest charakterystyczny dla indyjskiego rynku, są kremy wybielające skórę. Pomimo kontrowersji, jakie wywołują, stanowią lwią część indyjskiego rynku kosmetycznego. Piętnowanie ciemnej skóry, która przeszkadza w znalezieniu dobrej pracy i partnera na życie, to norma w reklamach wybielających specyfików. Shahnaz bez skrupułów wpisała się w potrzebę rynku. Na pytanie, czy nie obawia się, że produkując tego typu kosmetyki, umacnia mit dotyczący jasnej skóry, odpowiada: - Nie można zmienić sposobu, w jaki myśli cały kraj.

24 osoby przez 24 godziny

Burza czerwonych loków, mocny makijaż, ociekające złotem nadgarstki. Oprócz ajurwedyjskich receptur Shahnaz zamyka w słoikach luksus. Linia kosmetyków z diamentami, 24-karatowym złotem (na zdjęciu) czy perłami współgra z jej niezwykłym pochodzeniem. - Wszystko w moim życiu jest królewskie - podkreśla na każdym kroku. Jej powłóczyste stroje z materiałów od Harrodsa, buty na ogromnych platformach i biżuteria (złote diademy i korony) zajmują pięć pokoi. Jak na księżniczkę przystało, samą garderobą Shahnaz zajmuje się dziewięć osób. Po jodze i medytacji Shahnaz schodzi do biura, gdzie czeka na nią osiem sekretarek, pięć asystentek i dwie osoby odpowiedzialne za strój. - Sabah, głuchoniema fryzjerka i kosmetyczka, jest dostępna 24 godziny na dobę, chodzi ze mną nawet do łazienki - opowiada gwiazda. Podczas przeglądania poczty jedna osoba robi jej pedikiur, druga manikiur, a trzecia układa fryzurę. - Przed zamówieniem nowych stołów proszę stolarzy o zmierzenie pedikiurzystek, by potem zmieściły się pod biurkiem - wyznaje dobiegająca siedemdziesiątki jej wysokość.

To nie koniec ekstrawagancji. Shahnaz uwielbia zwierzęta - ma 40 dogów niemieckich, wielbłąda, dalmatyńczyki i buldogi. - To z myślą o nich stworzyłam linię Shapupilki.