Kto to jest "prawdziwy dżentelmen"?

Niebezpiecznie jest spotkać dżentelmena w czasie pożaru. Zwłaszcza gdy się jest jego kuzynem trzeciego stopnia. O tym jak powinien zachować się prawdziwy dżentelmen pisze Leszek Talko

Dzień dżentelmena wygląda tak: budzi się i dzwoni po lokaja. (Jeśli akurat jest w podróży, dzwoni po pokojówkę. W pięciogwiazdkowych hotelach, gdzie zatrzymują się dżentelmeni, pokojówki zjawiają się natychmiast i - co ważne - bezszelestnie).Dżentelmen prosi lokaja, by przygotował mu kąpiel (jeśli prosi pokojówkę, nie może zapomnieć o wręczeniu jej napiwku). Po kąpieli dżentelmen zamawia śniadanie. Oczywiście angielskie - fasolkę w pomidorach i smażone nereczki (kompletne menu podajemy na stronie 44). Po śniadaniu odpowiada na listy. Nowoczesny dżentelmen może się posłużyć laptopem. Staromodny wzywa lokaja, który przynosi listy na tacy (ważne, by taca była srebrna).

Po zakończeniu korespondencji dżentelmen udaje się na obiad, a następnie na przechadzkę. Nie może po prostu iść do pracy, bo to nieeleganckie. Zarabianie na życie jest wulgarne - twierdzą autorzy poradników "Correct Social Usage" z 1903 roku i XIX-wiecznych "Rules of Etiquette and Home Culture". Pieniądze należy po prostu mieć w ilościach wystarczających - podobnie jak rolls-royce'a, o którym nigdy nie wiadomo, jaką ma prędkość maksymalną, bo wystarczy informacja, że jest to prędkość wystarczająca. Idealny dżentelmen jest nijaki. Za wszelką cenę stara się unikać jakichkolwiek zadrażnień. Jest politycznie poprawny do bólu, nie wygłasza poglądów, które mogłyby kogoś w towarzystwie urazić. A ponieważ obecnie zadrażnić może cokolwiek - wzmianka o rządzie, religii, sztuce czy literaturze - najlepiej, by nie zabierał głosu, póki nie pozna opinii dyskutantów. Z tych względów najbezpieczniejsza jest rozmowa na temat neutralny. Znakomicie nadaje się do tego pogoda, jej wahania i porównania z latami ubiegłymi. Mówienie o własnych dokonaniach jest w złym tonie. Dlatego dżentelmen nie powinien nic robić. Wtedy może bezpiecznie usunąć się w cień i po prostu być. Czy teraz bycie dżentelmenem w ogóle ma sens?

Dżentelmen niezłomny

"Poczynania dżentelmena wynikają z dobrej woli i poczucia słuszności. Jego opanowanie nie może go opuścić w żadnej sytuacji. Gdy spotyka człowieka ubogiego, nie może dać po sobie poznać, że jest tego świadomy, gdy spotyka człowieka ograniczonego, nie może wykazywać mu jego ograniczoności. Dżentelmen nie obnosi się z bogactwem i osiągnięciami. Mówi szczerze, ale nikogo nie obraża. To człowiek, którego zasługi mówią za siebie, który bierze pod uwagę prawa i uczucia innych ludzi i przedkłada je nad swoje uczucia. Dla którego honor i cnota są święte". Ta niezwykle popularna w Stanach Zjednoczonych definicja prawdziwego dżentelmena powstała w latach trzydziestych XX wieku. Sędzia Walter B. Jones wydrukował ją w kwartalniku baptystów w Alabamie. W USA już w XIX wieku olbrzymią karierę robiły importowane z Wielkiej Brytanii poradniki dobrych manier. Książki "Jak być dżentelmenem" sprzedawały się znakomicie, pojawiły się nawet pirackie wersje. Słynnym amerykańskim dżentelmenem był generał Robert Lee (dowódca sił Południa w wojnie ze stanami Północy). Był dżentelmenem niezłomnym. Kiedy podróżował ze swoimi żołnierzami pociągiem, do wagonu weszła skromnie ubrana kobieta. Żaden z żołnierzy się nie poruszył. Generał Lee ustąpił kobiecie miejsca. Wszyscy żołnierze zerwali się, żeby ustąpić miejsca generałowi. Odmówił. "Nie mogę usiąść na miejscu, którego odmówiliście kobiecie" - zgromił żołnierzy.

W XX wieku dżentelmenów wypuszczały najsłynniejsze uczelnie - a właściwie elitarne bractwa - takie jak Sigma, Alfa, Epsilon. One również przyjęły definicję dżentelmena wydrukowaną w latach trzydziestych. Dopiero niedawno odkryto, kto był jej autorem - okazał się nim niejaki John Walter Wayland, zwycięzca konkursu na definicję dżentelmena ogłoszoną przez "Baltimore Sun".

Dżentelmen mały

Wydany dwa lata temu w Wielkiej Brytanii poradnik "Jak wychować małego dżentelmena" radzi, co zrobić z dzieckiem, które na przyjęciu, zamiast zachowywać się dostojnie - o zgrozo - psoci, biega i krzyczy. Autorka Elisabeth Pantley radzi rodzicom, by przetrenować przyjęcie w domu. "Posadźcie dziecko przy stole i nie pozwólcie mu się rozpraszać". Po kilku próbach na sucho dziecko można już zabrać na przyjęcie dla małych dżentelmenów. Na takim przyjęciu obowiązują podobne reguły, co na przyjęciach dla dorosłych. "Bardzo nam pomoże, jeśli będziemy przejaskrawiać dobre maniery, tak by były widoczne dla dziecka". Nie wypada wyciągać na jaw nieporozumień. "Jeśli chcemy zwrócić dziecku uwagę, zróbmy to w ustronnym miejscu, choćby w toalecie" - radzi autorka.

Dżentelmen pięcioboista

Dżentelmen musi znać się na ludziach i dzielić ich na równych sobie, wyższych i niższych rangą. W przeciwnym razie może popełnić gafę. Dżentelmenowi nie wolno pod żadnym pozorem nakłaniać do jedzenia czy picia ludzi mu równych lub przewyższających go znaczeniem. Natomiast jego obowiązkiem jest zachęcanie do jedzenia gości stojących od niego niżej.

Zapamiętajmy: jeśli gospodarz nalega, żebyśmy jeszcze zjedli i nie krępowali się z piciem, to jasna wskazówka, że uważa nas za postawionych niżej od siebie. Poradnik dobrego wychowania z 1903 roku zdradza, że dżentelmen powinien umieć strzelać, fechtować, boksować, pływać i tańczyć. Strzelać i boksować przynajmniej na tyle, by obronić kobietę, której towarzyszy.

Dżentelmen w ogniu

Jak poznać dżentelmena na ulicy? Trudne zadanie, zwłaszcza że samemu będąc dżentelmenem, nie można się rozglądać, a już całkowicie niedopuszczalne jest oglądanie się za kimś, kogo właśnie minęliśmy. Ale dżentelmen nie omieszka uchylić kapelusza, kiedy spotka innego dżentelmena. Jak to robi, skoro nie może się rozglądać, tego poradniki nie wyjaśniają.

Jeszcze trudniej jest być dżentelmenem w towarzystwie. Nigdy, ale to nigdy dżentelmen nie stawia się w roli bohatera opowiadanej przez siebie historii. Nigdy nie żartuje z innych ani nie zaczyna jeść natychmiast, gdy zasiądzie do stołu.

Mark Twain w opowiadaniu "At Fire" zawarł instrukcję postępowania dla dżentelmena zmuszonego do pomocy w gaszeniu pożaru. Prawdziwy dżentelmen nawet w obliczu ognia nie może stracić zimnej krwi. Przed wejściem do płonącego domu musi ustalić porządek, w jakim będzie wynosić poszkodowanych. Po pierwsze - narzeczoną. Jeśli takiej nie ma - kobietę, którą emabluje. Następnie siostry, siostry przyrodnie, siostrzenice, kuzynki, kuzynki drugiego stopnia, inwalidów, kuzynki trzeciego stopnia i przyjaciółki domu. Potem ratuje mężczyzn (w podobnej kolejności).

Dżentelmen hojny

Dżentelmen powinien mieć stałą kartę w kwiaciarni (aby posyłać kwiaty znajomym damom) oraz chadzać do restauracji, w której jest znany. Maitre d'hotel w każdej chwili gotowy jest znaleźć mu najlepszy stolik.

Dżentelmen oczywiście nie przerywa rozmówcy. Nie przeklina, ale i nie mówi głośno. Głośne mówienie jest w najwyższym stopniu nieuprzejme. O tym, że należy szanować starszych albo nie czytać, kiedy inni rozmawiają, wie każdy, nawet jeśli nie jest dżentelmenem. O tym, że dżentelmen wydaje fortunę na napiwki (a przynajmniej powinien, jeśli zależy mu na reputacji), dowiedziałem się dopiero z internetowego serwisu http://www.askmen.com. W restauracji dżentelmen zostawia 20 proc. rachunku dla kelnera, nie zapomina też o maitre d'hotel - nawet jeśli posiłek był niejadalny. W tym przypadku dżentelmen może przy wyjściu kulturalnie zwrócić uwagę na niedociągnięcia właścicielowi restauracji. Pokojówka za każdym razem, kiedy posprząta pokój, powinna dostać dolara albo dwa. Chłopak, który odprowadzi samochód na parking, może liczyć na pięć dolarów. Napiwek należy się każdemu członkowi obsługi hotelu, który zawita do pokoju dżentelmena. Wystarczy, że pokaże, jak podnosić zasłony, czy powie, jaka jest temperatura. Ściśle określona jest wysokość napiwku wręczanego dostawcom pizzy (pytaniem otwartym pozostaje, po co dżentelmenowi pizza, skoro nie spożywa fast foodów). Gdyby jednak z jakiś powodów (których jako dżentelmen nie musi wyjawiać) pizzę odebrał, to dostawcy należy się dolar do dwóch dolarów napiwku. Suma ta wzrasta do pięciu dolarów, jeśli dostawa miała miejsce w czasie wichury, ulewy bądź śnieżycy.

Dżentelmen ostentacyjny

Wykluczone, by dżentelmen nosił przypadkowe ubrania. Sam wybór odpowiedniego zegarka jest bardzo pracochłonny. Oczywiście dżentelmen nie powinien być modnie ubrany. Niektóre źródła twierdzą wręcz, że powinien ostentacyjnie nie nadążać za modą. Nienadążanie za modą księcia Karola weszło do legendy. Sadząc ze zdjęć sprzed 20 lat i współczesnych, książę Karol chodzi w tym samym płaszczu (tweedowy redyngot) lub, co bardziej prawdopodobne, w takim samym. By sobie na to pozwolić, trzeba być jednak co najmniej lordem. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Żeby nie nadążać za modą, trzeba się na niej znać.

Dżentelmen związany

Aż dziwne, że dżentelmeni nie wymarli setki lat temu. Absolutnie nie do pomyślenia jest, aby dżentelmen sam inicjował kontakt z nieznanym człowiekiem, niezależnie od jego płci. Nie może nawet sam odezwać się do nieznanej osoby na przyjęciu. Musi dyskretnie znaleźć osobę, która może go przedstawić. Absolutnie wykluczone jest, by próbował flirtować - chyba że za próbę flirtu uzna się zaproszenie do tańca (ale stara zasada głosi, że jeśli dżentelmen zatańczy dwa razy z tą samą kobietą, powinien ją poślubić). XIX-wiecznemu dżentelmenowi i damie niełatwo było się poznać (wspólny taniec to zdecydowanie zbyt mało). Prawdziwe schody zaczynały się później. Niezmiernie ważny dla trwałości związku (tak przynajmniej sądzono) był kolor oczu. Ani dżentelmen, ani dama nie powinni wiązać się z kimś, kogo oczy miały taki sam kolor. Choleryk powinien ożenić się z flegmatyczką, a wiotka panna powinna wybrać solidnie zbudowanego mężczyznę. Rudzi i rude powinni wybrać sobie kogoś z czarnymi włosami, w żadnym razie blondyna. Na szczęście obecnie można poślubić, kogo się chce - oczywiście pod warunkiem że należy do odpowiedniej klasy społecznej.

Więcej o: