Świat bez luster

Znalazłyśmy ochotniczkę, która postanowiła przeżyć pięć dni poza zasięgiem zwierciadła. Zakazane były nawet ukradkowe spojrzenia i przeglądanie się w witrynach. Czy tak się da? Oto relacja w wyprawy ekstremalnej.

Trzydziestoletnia Ewa z Wrocławia właśnie kończyła remont nowego mieszkania. Razem z narzeczonym postanowili przyspieszyć prace wykończeniowe i wzięli wolne, by przez pięć dni malować, tapetować, meblować i porządkować. Ewa miała spędzić prawie tydzień w mieszkaniu pozbawionym luster...

Dzień pierwszy

Ostatni rzut oka w lusterko samochodowe i jestem gotowa. Zapamiętałam, jak wyglądam i chyba poradzę sobie z pielęgnacją twarzy po omacku. Pierwsza przeszkoda - w windzie w naszym nowym domu jest wielkie lustro na całą ścianę. Na szczęście mieszkamy na drugim piętrze, więc będę korzystać ze schodów. Przez cały dzień jestem tak zajęta oklejaniem okien i drzwi przed malowaniem, że w ogóle nie mam czasu na gapienie się w lustro. Poza tym na pewno wyglądam bosko. Mój narzeczony jest zadowolony z eksperymentu. Z powodu braku lustra spędziłam wieczorem w łazience 10 minut, a nie 45 jak zazwyczaj.

Dzień drugi

Jest ciężko. Wstałam rano i... nie wiem, jak wyglądam! Narzeczony twierdzi, że bardzo ładnie, ale jakoś mu nie dowierzam. Dzisiaj przede mną wyzwanie - jedziemy do składu budowlanego po zakupy. Powinnam się trochę podmalować - wytuszować rzęsy i nałożyć róż na policzki... Nie daję rady. Szczoteczka od maskary to naprawdę niebezpieczne narzędzie. Można nim oko wyłupić! Z różem idzie mi lepiej, ale narzeczony nazywa mnie 'buraczkiem', więc musiałam przesadzić. Brak możliwości skontrolowania wyglądu podkopuje trochę moją pewność siebie. Chowam się za regałami i unikam kontaktu wzrokowego z ludźmi.

Dzień trzeci

Bez lustra czuję się jak bez ręki - zwłaszcza rano. Dzisiaj myję włosy. Modelowanie na szczotce okazuje się proste i do zrobienia bez odbicia w ziwrciadle. Mam nawet wrażenie, że efekt jest lepszy niż z lustrem. Zawijam włosy na szczotkę i suszę suszarką, równolegle czytając książkę. Pasmo po paśmie, bez nakręcania i przeczesywania. Moimi oczami są palce. Zauważyłam, że częściej dotykam twarzy. Na brodzie wyczuwam włos - rozprawię się z nim wieczorem. Robimy sobie przerwę w pracach porządkowych i wyskakujemy na kawę. Kawa zamienia się w lunch ze znajomymi, a ja padam ofiarą własnego eksperymentu. Przez pół spotkania moją górną dwójkę zasłania kawałeczek szpinaku! Dramat. Gdyby nie przyjaciółka uśmiechałabym się szczerbato przez resztę obiadu. Wieczorem w ruch idzie pęseta. W łazience spędzam 5 minut. Strasznie chciałabym już zobaczyć się w lustrze!

Dzień czwarty

Mam nadzieję, że cyknięcie autoportretu komórką, to nie sabotaż. Robię to w tajemnicy przed narzeczonym, który bardzo zaangażował się w mój eksperyment. Na focie wyglądam OK. Przydałoby się pomalowanie rzęs, ale sama się nie podejmę, a ukochany odmawia pomocy. Trochę jestem potargana i blada. Poza tym spoko. Po południu przy zawieszaniu zasłon coś wpada mi do oka. Nie umiem sama zapuścić kropli - trzy próby kończą się porażką. Na szczęście w domu jest mój ukochany. Wieczorem idziemy do kina. Staram się unikać luster, ale w centrum handlowym to jak bieg z przeszkodami. Rezygnuję z przymierzania fajnej bluzki, którą namierzyłam na wystawie.

Dzień piąty

Na szczęście dzisiaj bez przerwy mam ręce pełne roboty. Ostatni dzień eksperymentu i wielkie sprzątanie. Mieszkanie wygląda super, ciekawe czy ja też? Zaczynam mieć lekką obsesję. Pewnie tak wygląda odwyk. Wieczorem mają przyjść z wizytą nasi rodzice obejrzeć efekt pracy. Planuję chytrze odwrócić ich uwagę od mojej twarzy zabójczym strojem. Wbijam się w obcisłą sukienkę i zakładam oryginalny naszyjnik. Twarz pudruję i na wyczucie maluję kości policzkowe różem. Błyszczyk na usta i jestem gotowa na okazanie. Ale... mamy nie oszukam. Zagaduje mnie w kuchni, pytając, czy się dobrze czuję, bo wyglądam na zmęczoną. Tjaaa. Czekam do północy, zakładam buty, płaszcz i galopem biegnę do windy. Co widzę? Brwi, które wymagają drobnej regulacji i skórę, która błaga o peeling. Poza tym nie jest najgorzej, ale nie chcę tego przeżywać jeszcze. Ciekawe jak mój facet dał bez problemu radę?

W przypadku Ewy pięć dni okazało się problemem. O próbie, która ma trwać rok pisaliśmy na Luli

Więcej o: