Chcemy ostrzeżeń na niezdrowej żywności

Jak wynika z kolejnej części badania Czas na Polski, większość ankietowanych pań chętnie widziałoby na opakowaniach z niezdrową żywnością oznaczenia podobne do tych, jakie spotykamy na wyrobach tytoniowych. Zdaniem badanych dobrą praktyką byłoby też wprowadzenie ograniczeń dotyczących reklamy niezdrowych produktów a nawet... zamknięcie restauracji typu fast food.

W badaniu Czas na Polki - Polka na wadze, zrealizowanym na zlecenie Organic Farma Zdrowia przez 4P research mix, udział wzięło 600 kobiet. Ankietowane odpowiadały na pytania związane z ograniczeniem reklamy i sprzedaży produktów typu fast food oraz innej żywności uznawanej za niezdrową. Okazało się, że za ograniczeniem reklamowania niezdrowej żywności, analogicznym jak ograniczenie reklam wyrobów tytoniowych jest aż 70 proc. badanych kobiet.

embed

Biorąc pod uwagę, że to właśnie słodycze, produkty do szybkiego przyrządzania i słone przekąski są najczęściej reklamowanymi produktami spożywczymi, wyniki są dość zaskakujące. Wprowadzenie ograniczeń uderzyłoby w budżety wielu firm, dlatego tak odważnych zmian nie da się przeprowadzić z dnia na dzień. Świadczy to też o tym, że badane są świadome zgubnego wpływu, jaki na organizm mają tego typu produkty.

W kolejnym pytaniu ankietowane były jeszcze bardziej stanowcze. 77 proc. kobiet uważa, że na opakowaniach niezdrowej żywności powinny znaleźć się znaleźć ostrzeżenia dotyczące jej wpływu na zdrowie, podobnie jak w przypadku papierosów.

embed

Nie lubimy niezdrowej żywności, ale... ją lubimy

Deklaracje deklaracjami, ale jak wygląda nasza żywieniowa codzienność? Liczby pokazują, że to, co niekoniecznie nam służy, coraz częściej ląduje na naszych talerzach, a przede wszystkim w naszych żołądkach. W czasie kryzysu ekonomicznego, jakiego doświadczyły ostatnio rynki na całym świecie, to właśnie słone przekąski były jednym z nielicznych produktów, których konsumpcja wzrosła. Według danych Panelu Handlu Detalicznego Nielsen w 2008 roku wartość rynku słonych przekąsek wzrosła w Polsce o prawie 20 proc. a od 2001 roku aż o 86 proc. Produkty wchodzące w skład tej kategorii to m. in.: chipsy ziemniaczane, chrupki, słone pieczywo - np. paluszki i krakersy, oraz orzechy. Równie dobrze ma się sprzedaż słodyczy, która od lat systematycznie wzrasta, niezależnie od sytuacji ekonomicznej Polaków. W naszym kraju istnieje ponad 120 firm produkujących słodycze i wszystkie z powodzeniem utrzymują się na rynku wartym według ekspertów 5 miliardów złotych rocznie.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że słone przekąski, produkty do błyskawicznego przyrządzania i słodycze nie są korzystne ani dla naszego zdrowia ani urody, jednak nie potrafimy sobie odmówić chwili przyjemności a nasze nawyki żywieniowe z roku na rok są coraz gorsze. Do tradycyjnych schabowych i tłustych wędlin dołączyły restauracje fast food i przekąski, które są często bardziej kaloryczne niż posiłki, które nazywamy głównymi.

W kolejnym pytaniu dobrze widać dialektyczny konflikt między świadomością, że powinniśmy odżywiać się zdrowo, a tym, co lubimy jeść. Na pytanie o to, czy restauracje fast food powinny być zamykane, bo kuszą ludzi do jedzenia szkodliwej żywności, twierdzącej odpowiedzi udzieliło już zdecydowanie mniej ankietowanych.

embed

Mimo, że nie wszystkie panie, które chętnie widziałyby ostrzeżenia na żywności uchodzącej za niezdrową, zgodziłyby się ze stwierdzeniem, że restauracje serwujące niezdrowe jedzenie powinny zostać zamknięte, takie rozwiązanie podoba się aż 43 proc. ankietowanych.

Nie jest źle. Wyniki badań pokazują, że mamy coraz większą świadomość niekorzystnego wpływu szybkich przekąsek na nasze zdrowie. Ale nie jest też dobrze - sama świadomość nie wystarczy. W przypadku tytoniu ostrzeżenia umieszczane na opakowaniach nie odstraszyły zbyt wielu palaczy. Czasami informacje czytane na paczce, wywoływały wręcz wesołe uśmieszki (zwłaszcza na ustach kobiet, które Ministerstwo Zdrowia ostrzegało o możliwych problemach z erekcją). Czy sprawdziłyby się w przypadku żywności? Niekoniecznie. Przyzwyczajenie do ulubionych pokarmów może być równie silne jak potrzeba zapalenia papierosa. Zresztą tego typu ostrzeżenia mają dostarczać informacji o realnym zagrożeniu dla zdrowia. Większość z nas już wie, jak działają chipsy czy wafle, mimo wszystko w chwili słabości nie wahamy się po nie sięgnąć.

W całej sprawie pojawia się jeszcze jeden problem: skąd wiadomo, które produkty są niezdrowe, a które zdrowe? Przecież serek dla dzieci może zawierać więcej kalorii czy cukru niż np. puszka coli. Od połowy tego roku trwały w Parlamencie Europejskim prace nad dyrektywą dotyczącą produktów hiperkalorycznych. Za szkodliwe uznano pokarmy, które zawierają więcej niż 10g cukru lub 4 g tłuszczu na 100g produktu. Unijni urzędnicy chcieli wprowadzić "tytoniowe" ograniczenia również w stosunku do niezdrowej żywności. Na opakowaniach żywności o podwyższonej kaloryczności, dużej ilości tłuszczu, cukru lub soli, miały pojawić się informacje o jej szkodliwości. Ograniczenia miały dotyczyć także spotów reklamowych, które nie powinny nieść ze sobą "pozytywnego przekazu". Niestety, mimo epidemii otyłości i wzrostu zachorowań na cukrzycę typu 2 i inne choroby, które stanowią powikłanie podwyższonej wagi ciała oraz niewłaściwej diety, nie jest łatwo wypowiedzieć wojnę słodyczom i tłustym przekąskom. Jak na razie urzędowa walka z plagą otyłości nie przynosi rezultatów.