Dieta Montignaca inaczej zwana śródziemnomorską

To dieta, przy której można pozwolić sobie na kieliszek wina, kawałek czekolady, czy nawet foie gras. Bardziej sposób odżywiania się niż krótkotrwała kuracja.

Jadłospis układa się tak, by nie dopuścić po posiłku do gwałtownego wzrostu stężenia glukozy we krwi. Na wysoki poziom glukozy nasza trzustka odpowiada bowiem gwałtowną produkcją insuliny, hormonu umożliwiającego spalanie cukru i sprzyjającego magazynowaniu tłuszczu. A to się źle dla nas kończy. Bo jeśli insuliny jest dużo, poziom glukozy we krwi gwałtownie się obniża, co jest sygnałem dla mózgu: "jestem głodny, czas na małe co nieco". Kłopot w tym, że im szybciej po posiłku wzrasta ilość glukozy, tym więcej insuliny zostanie wytworzonej i tym niżej opada poziom cukru po insulinowej "interwencji". W efekcie - zamiast sytości czujemy napady wilczego głodu.

Zasady:

Dieta oparta jest nie na liczeniu kalorii i drastycznym ograniczaniu jedzenia, ale na zmianie sposobu żywienia. To, czy dana potrawa podwyższa ostro stężenie glukozy czy nie, określa jej indeks glikemiczny. Bezpieczne potrawy to te, których indeks jest mniejszy niż 55 (surowe warzywa, chleb pełnoziarnisty, chude mięso, dziczyzna, ryby, orzechy, czerwone wino). Zabronione są cukier, ziemniaki, gotowane buraki, marchew, dynia, melony, banany, rodzynki.

Trzeba unikać tłuszczów nasyconych i tłuszczów typu trans, a włączać do jadłospisu tłuszcze jedno- i wielonienasycone, zawarte w oliwie i olejach roślinnych oraz tłustych rybach morskich.

Odmiany:

Dieta plaż południowych (south beach). Składa się z trzech faz - pierwsza jest dość restrykcyjna, trwa dwa tygodnie i służy zrzuceniu zbędnych kilogramów, a kolejne są stopniowym wdrażaniem właściwych nawyków dietetycznych.

Zalety:

Dieta Montignaca to w zasadzie po prostu kuchnia śródziemnomorska. Jest zróżnicowana, zdrowa i może być stosowana przez całe życie. Pozwala schudnąć zwłaszcza tym, których nadwaga brała się z zamiłowania do słodyczy.

Wady:

Efekty nie są natychmiastowe. Niekiedy waga zaczyna drgać dopiero po kilku miesiącach diety.

Opinie:

Upraszczając, powiem, że teraz u mnie ten sposób żywienia sprowadza się przede wszystkim do eliminowania z menu ziemniaków, cukru i białej mąki. Oczywiście nie piję piwa i alkoholi (te mnie strasznie pobudzały do jedzenia) i np. nie jem gotowanej marchewki, bananów.

Mój mąż schudł fantastycznie na tej diecie, a miał z czego zrzucać. Wielkim plusem jest to, że ta dieta wygląda nie jak dieta właśnie (ohydne zupki w proszku czy grejpfruty przez tydzień) tylko jak normalne jedzenie. Mogliśmy cieszyć się życiem i np. kolacją przy świecach.

Stosuję dietę od 2 miesięcy, w tym czasie schudłam 7 kg. Udało się, mimo że czasem skusiłam się na kieliszek wina a na deser po obiedzie czasami kilka kostek czekolady (ale powyżej 70% kakao).

Przykładowy jadłospis:

Śniadanie: sok grejpfrutowy, kiwi, musli z pełnych ziaren z mlekiem 0%

Drugie śniadanie: chudy twarożek, kiwi

Obiad: ryba duszona w warzywach, ogórki kiszone, zupa brokułowa prowansalska

Podwieczorek: sok z marchwi, pomarańcza

Kolacja: kromka chleba pełnoziarnistego z łososiem wędzonym, jajko na miękko sałata, herbata.

Ilość ma znaczenie, czyli rehabilitacja marchewki

W diecie Montignaca nie trzeba liczyć kalorii. Jedyne liczby, które bierze się pod uwagę, to tzw. indeks glikemiczny. Mówi on, na ile szybko dany rodzaj węglowodanu podwyższa stężenie glukozy we krwi. Węglowodany proste, takie jak glukoza czy fruktoza, podwyższają cukier we krwi niemal natychmiast.

Węglowodany "złożone" - na przykład takie, jakie zawarte są w pełnych ziarnach czy warzywach - organizm trawi powoli. Posiłek starcza wówczas na dłużej, a uzyskana energia nie jest tak szybko magazynowana w postaci tłuszczu. Wybieranie "dobrych" węglowodanów, o indeksie glikemicznym mniejszym niż 55, czyli tych, które są trawione powoli, ma zapobiec atakom głodu, niechybnie występującym po uwolnieniu dużej ilości insuliny i niepotrzebnemu przejadaniu się.

Proste? Jak najbardziej. Jest tu jednak co najmniej jeden kruczek - powinniśmy zwracać uwagę nie tylko na "jakość" (tę określa właśnie indeks glikemiczny), ale i - oczywiście - na ilość pochłoniętych węglowodanów.

Przykład? Bardzo proszę. Cukier spożywczy ma indeks glikemiczny 70. Napój złożony z litra wody osłodzonego maleńką łyżeczką cukru (2g) ma też indeks glikemiczny 70 - bo zawiera węglowodan o "jakości" 70. Ale chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że więcej insuliny wyprodukujemy i więcej zapasów tłuszczowych powstanie po zjedzeniu pół szklanki cukru niż po wypiciu pół szklanki takiej niemal nieosłodzonej wody, prawda?

Dlatego dużo trafniejszym i przydatniejszym w dietetycznej praktyce jest tzw. ładunek glikemiczny - iloczyn indeksu glikemicznego przez procentową zawartość węglowodanów w danym produkcie.

Pozwala nam to innym okiem spojrzeć na dyskryminowaną w diecie Montignaca nieszczęsną gotowaną marchewkę czy buraki. Faktycznie te warzywa spichrzowe zawierają skrobię, która po ugotowaniu jest łatwo przyswajalnym węglowodanem o wysokim indeksie glikemicznym. IG buraków jest niemal równie wysoki jak białego chleba. Jednak procentowa zawartość węglowodanów w burakach nie jest taka duża - warzywo to składa się w 87 proc. z wody, dlatego pożyteczniej jest zjeść miseczkę ćwikły niż dwie pajdy chleba - co obrazuje właśnie ładunek glikemiczny wynoszący dla gotowanych buraczków 6,2, a dla chleba - aż 37,5.

embed
Więcej o: