"Hieno cmentarna, zabierzesz nawet aniołki, które rodzice zostawili dziecku, co umarło podczas porodu" [LIST]

"Dla Ciebie to nie ma żadnego znaczenia, ja w ten sposób jakoś sobie radzę. Już nie umiem cię usprawiedliwić" - pisze w liście do osoby, która kradnie znicze i kwiaty z grobów nasza Czytelniczka.

Hieno cmentarna,

nie mam do Ciebie szacunku. Próbowałam na wiele sposobów, tłumaczyłam sobie, że nie masz za co żyć, że to jedyny sposób na zarobek. Że jeśli nie ukradniesz czegoś z grobu, to Ty i Twoja rodzina przymrzecie głodem. Ale już nie umiem Cię usprawiedliwić.

Myślisz, że przychodzenie na cmentarz jest przyjemnością? Że wpatrywanie się w grób bliskiej osoby jest moim ulubionym zajęciem? Wierz mi, że wolałabym się spotykać z tą osobą w normalnych warunkach. Ale nie, ona nie żyje, nie pośmieję się z nią, nie posprzeczam, nie spotkam na obiedzie u rodziców. Jedyną moją szansą na "spotkanie" są odwiedziny na grobie. Przychodzę i co widzę? Że Ty też tam, droga Cmentarna Hieno, byłaś. I zabrałaś to, co dla mnie ważne.

Dla Ciebie to nie ma żadnego znaczenia, ja w ten sposób jakoś sobie radzę. Przynosząc bliskiej osobie to, co lubiła. Szukam kwiatów, których nie uznałaby za "babskie", szerokim łukiem omijam wszystkie sztuczne i ozdobione brokatem sztuczne kwiatki. Jeszcze niedawno śmialiśmy się z nich razem.

Teraz stawiam sobie za punkt honoru, aby w tym wazonie takie kwiaty się nie pojawiły. Są inne. Wybrane, przycięte, ułożone. I co? Rano są, wieczorem - nie. Wieczorem są - rano nie ma. Nie wiem, może masz jakąś czujkę i wiesz, kiedy pojawia się coś nowego. A może macie swoje dyżury, buszujecie po cmentarzu w różnych porach?

Znika wszystko. Znikają kwiaty, znicze, wiązanki, znikają aniołki, które zrozpaczeni rodzice zostawili dziecku, które zmarło podczas porodu. Dla Was nie ma świętości. Wynosicie wszystko, co tylko się da. Pakujecie to do reklamówki? A może wchodzicie z wielką torbą IKEA i, niczym stylistka buszująca po sklepach, wybieracie z grobów najcenniejsze kąski?

Oglądasz później swoje łupy? Segregujesz, dokładasz białe do białych, krótkie do krótkich? Aniołek do aniołka? Zastanawiasz się, ile to powinno kosztować? Jaką marżę nałożyć? A może Cię to wcale nie interesuje, może niczego nie sprzedajesz, takie masz specyficzne hobby?

Nic na Ciebie nie działa. Oblewanie stearyną, wkładanie kłujących gałązek między żywe kwiaty, podpisywanie zniczy. Bierzesz jak leci.

Nie poddam się. W wazonie nie będzie sztucznych kwiatów z brokatem. A Ty... Ciebie nic nie rusza. Za nic masz świętości, żałobę innych. Ciekawe, czy i z grobów Twoich bliskich coś ginie. Ciekawe, jak pod nosem przeklinasz inne cmentarne hieny. Proszę, dziś zwróć się tymi słowami do siebie.

Piszcie do nas listy na adres: kobieta@agora.pl. Najciekawsze opublikujemy. Autorce tego listu przesyłamy książkę.

Czytaj też:

"We Wszystkich Świętych rzucamy się na groby, jakby cmentarze były otwarte raz w roku" [LIST]

Święto Zmarłych? Nie jeżdżę na groby i nie mam zamiaru >>

"Hospicjum uczy znajdowania wartości, dla których warto żyć". Współpracownicy o dziedzictwie ks. Jana Kaczkowskiego