Jak sprawdzić, czy kosmetyk nie był testowany na zwierzętach? "Umieszczanie króliczka na opakowaniu jest zbędne"

Od jakiegoś czasu panuje moda na kosmetyki naturalne. Zwracamy uwagę nie tylko na ich składy, lecz także na to, czy produkty nie były testowane na zwierzętach. Dlaczego jest to takie ważne?

Coraz częściej zdajemy sobie sprawę z faktu, że to, jak dbamy o środowisko, ma wpływ na nas samych. Nie tylko ograniczamy użycie plastików, czy kupujemy kosmetyki o dobrych składach, lecz także rezygnujemy z dalekich podróży samolotem. Wszystkich, którzy poszukują porad, jak poprawić los swój i planety, zapraszamy na nasz nowy cykl pt. "Dbam o siebie i środowisko" w co drugi wtorek o godz. 16.

Zgodnie ze statystykami organizacji Cruelty Free International rocznie na zwierzętach przeprowadza się około 80 milionów testów. Korzystają z nich różne gałęzie nauki i gospodarki. Jedną z najczęściej stosowanych praktyk jest test Draize’a, w trakcie którego zwierzęciu aplikuje się bez znieczulenia pod powiekę badaną substancję. Zazwyczaj tego typu eksperymenty przeprowadza się na świnkach morskich i królikach. Nakłada się im wówczas kołnierze, które uniemożliwiają drapanie swędzących oczu. Badanie trwa zwykle około jednej doby. Następnie zwierzę obserwowane jest przez dwa-trzy tygodnie. Przez ten okres zazwyczaj przeżywa ogromną męczarnię.

Inny przykład to testy na podrażnienie skóry. Substancję aplikuje się na ostrzyżoną i częściowo okaleczoną skórę królika. Do tego zwierzęciu zakłada się obrożę, która uniemożliwia drapanie czy lizanie ran. Zwykle po jakimś czasie na skórze pojawiają się stany zapalne i podrażnienia. Brzmi strasznie? Warto wiedzieć, że to tylko niektóre z okrutnych metod. Jednak czy ich wykonywanie ma w ogóle sens?

- Każde zwierzę, każdy ssak jest inny. Udowodniono, że testy na zwierzętach często nie są miarodajne i mają niski procent przełożenia na ludzi. Dlatego wiele gałęzi nauki i gospodarki zrezygnowało z tych okrutnych metod badawczych na rzecz innych opcji, które są bardziej humanitarne i etyczne - mówi Katarzyna Konopa z PINK MINK Studio, prezeska Stowarzyszenia "Kosmetyki bez Okrucieństwa".

Prawo Unii Europejskiej

Warto zaznaczyć, że firmy kosmetyczne nie wykonują samodzielnie testów na zwierzętach. - Faktycznie, duże koncerny miały własne laboratoria, ale ich likwidacja rozpoczęła się już w latach 80. ubiegłego wieku. Nie spotkałam się z sytuacją, aby firma w obecnych czasach samodzielnie wykonywała takie testy. Każdego rodzaju badania zleca się teraz zewnętrznym laboratoriom - mówi Katarzyna Konopa.

Jednak w Unii Europejskiej od kilku lat testy na zwierzętach są zakazane. W 2004 roku zakazano testowania w ten sposób gotowych produktów kosmetycznych. Pięć lat później zabronione stało się to także w przypadku składników kosmetycznych. Natomiast w 2013 roku wprowadzano całkowity zakaz testowania na zwierzętach, który jednocześnie zabraniał importu, a także sprzedaży gotowych kosmetyków sprawdzanych w ten sposób. Spod zakazu zostały wyjęte jednak m.in. suplementy diety, leki i substancje chemiczne. Poza tym nadal przeprowadza się także ogromną liczbę testów przy okazji prac naukowych.

W ciągu ostatnich lat pojawiły się skuteczne alternatywne metody sprawdzania kosmetyków i ich składników. I jak zaznacza nasza rozmówczyni, wszystkie produkty tego typu dostępne w Unii Europejskiej przechodzą rygorystyczne badania i są bezpieczne do naszego użytku. - Alternatywą dla testów na zwierzętach są badania laboratoryjne na sztucznej skórze. Aktualnie wykorzystuje się kilka modeli skóry, potentaci rynku kosmetycznego inwestują we własne badania, co często wykorzystują w swojej komunikacji z konsumentami - zdradza Katarzyna Konopa.

Unia Europejska to pod tym względem jeden z chlubnych wyjątków. Aż w 80 proc. krajów świata nadal można przeprowadzać takie badania. Na szczęście w większości państw, w których nie obowiązuje zakaz, dopuszczane są także inne opcje testowania bezpieczeństwa kosmetyków. Niektóre kraje (jak na przykład Stany Zjednoczone) pozostawiają wybór metodologii producentowi.

Są też miejsca, gdzie przed wejściem na rynek importowanych kosmetyków prawnie wymagane jest przeprowadzenie testów na zwierzętach. To na przykład Chiny. - W tym kraju planowane są zmiany w ustawodawstwie, jednak nie wiadomo, w jakim stopniu nowe prawo odmieni los zwierząt, nie znamy też nowego terminu przedstawienia projektu, który opóźnił się znacznie z powodu pandemii - mówi Katarzyna Konopa.

Zobacz wideo Zosia ratuje zwierzęta laboratoryjne. Poznaj jej historię:

Problem z cruelty free

Obecnie wiele firm kosmetycznych reklamuje się jako cruelty free, czyli "wolne od okrucieństwa". Często wzbudza to jednak spore kontrowersje (na przykład, gdy ich produkty są obecne na rynku chińskim). Jak przyznaje Katarzyna Konopa, jest to dosyć trudna kwestia. 

- Jako stowarzyszenie zwracamy uwagę na całościową politykę firm względem testów na zwierzętach, wychodzimy więc poza konkretny produkt, czyli poza zalecenia dyrektywy UE, dostosowując nasze kryteria do globalnego charakteru rynku kosmetycznego. Marka może sama nie wykonywać testów na zwierzętach, nie zlecać ich innym podmiotom, nie być obecna w Chinach (z obowiązkiem testów na zwierzętach) i nawet wybierać składniki nietestowane na zwierzętach, ale... jeden z partnerów, czy producentów składników może finansowo wspierać testy na zwierzętach, co według kryteriów stowarzyszenia przekreśla etyczny status marki - zdradza nasza rozmówczyni. 

I jak dodaje, termin cruelty free jest mało precyzyjny, nie został prawnie zdefiniowany. - Dlatego, odnosząc się do konkretnego kosmetyku, musimy wspomnieć o tym, jaka organizacja uznała dany produkt lub firmę za cruelty free oraz jakie ma kryteria weryfikacji - radzi Katarzyna Konopa. 

 

Jak to sprawdzić?

Co możemy zrobić my, jako konsumenci? Jednym z najlepszych sposobów na walkę z nieetycznymi praktykami jest nasz sprzeciw i świadomy wybór kosmetyków. - I tutaj mamy największe wyzwanie, bo większość osób kupujących kosmetyki chce decyzję podjąć w sklepie, na miejscu, bez uprzedniego researchu. Produkty certyfikowane przez różne organizacje mogą być odpowiednio oznaczone, ale każda z organizacji ma inne kryteria, których nie znajdziemy na opakowaniu, tylko na jej stronie internetowej - mówi Katarzyna Konopa.

- Ogromnie pomocna w zakupach jest aplikacja Happy Rabbit, w której zebrana jest już duża liczba konkretnych produktów marek zgodnych z kryteriami Stowarzyszenia Kosmetyki bez Okrucieństwa - dodaje. - W razie, gdyby nie było tam informacji na temat jakiegoś produktu, radzę odwiedzić na grupę wsparcia na Facebooku Stowarzyszenia Kosmetyki bez Okrucieństwa.

Problem z certyfikatami

Jak podkreśla Katarzyna Konopa, certyfikaty są dość kosztowne i niewielu producentów decyduje się na taką inwestycję, szczególnie jeśli certyfikowane są pojedyncze produkty, a nie cała marka. I jak dodaje:

Jako Stowarzyszenie rozpatrujemy w kontekście statusu cruelty free wyłącznie całe firmy, a nie pojedyncze kosmetyki. Inne, poza logo certyfikatu, oznaczenia dotyczące testowania na zwierzętach od jakiegoś czasu nie są obecne na dostępnych u nas w kraju kosmetykach. UE wydała w lipcu 2019 aneks do rozporządzenia dotyczącego opisów na ich opakowaniach. Dokument jest narzędziem, dzięki któremu puste hasła nie będą już wprowadzać konsumentów w błąd. Regulacja unijna z 2013 roku zakazuje testowania sprzedawanych na terenie UE gotowych kosmetyków i ich składników na zwierzętach, w związku z tym umieszczanie króliczków, napisów cruelty free itp. na opakowaniu produktu jest zbędne.

- Każdy kosmetyk sprzedawany na ternie UE musi mieć dokumentację, że spełnia wymogi prawne i żaden produkt dostępny na terenie wspólnoty nie był testowany na zwierzętach. Oczywiście nie oznacza to, że producent nietestowanego kosmetyku nie sprzedaje podobnego, ale testowanego na zwierzętach, produktu poza terytorium UE oraz że wszystkie surowce zawarte w kosmetyku pochodzą od dostawców wolnych od powiązań z testami na zwierzętach - zastrzega nasza rozmówczyni.

***

Katarzyna Konopa - makijażystka z PINK MINK Studio, która wiele lat temu podjęła decyzję o wykorzystywaniu w pracy wyłącznie kosmetyków marek wolnych od powiązań z testowaniem na zwierzętach i wegańskich. Rok temu wraz z prowadzącą bloga "Happy Rabbit" założyła stowarzyszenie o funkcji edukacyjnej, dzięki któremu sformalizowane zostały wieloletnie działania w kierunku propagowania wiedzy o testach na zwierzętach w kontekście przemysłu kosmetycznego. Oprócz tego blisko od pięciu lat prowadzi grupę wsparcia na Facebooku "Kosmetyki bez okrucieństwa Cruelty Free/Vegan Cosmetics", która liczy 40 tysięcy członków.

Poznaj też poprzednie odcinki naszego cyklu "Dbam o siebie i o środowisko". Znajdziesz je TUTAJ >>