"Z jednej strony zwrot w stronę all size, all gender. A z drugiej "przerobione" modelki na wybiegach"

Czy w dzisiejszych czasach da się szyć odpowiedzialnie? Dlaczego określenie "Made in Poland" wcale nie oznacza obciachu? Co w produkcji w Polsce powinno nas najbardziej niepokoić? Rozmawiamy z Klarą Kowtun, współzałożycielką marki Risk made in Warsaw. "To nie klimat czy planeta jest do zmiany, tylko ludzie" - mówi.

Nasza planeta potrzebuje nas dziś jak nigdy. Oceany i plaże zaśmiecone są plastikiem. Klimat zmienia się radykalnie. Co jednak zrobić, by realnie jej pomóc? W naszym cyklu "Ludzie w klimacie" pokażemy wam sylwetki inspirujących osób, które zmianę zaczęły od siebie i które dziś pokazują nam, co zrobić, żeby lepiej dbać o nasz dom - Ziemię. Na kolejne odcinki cyklu zapraszamy w każdy piątek o 16.00 na Gazeta.pl.

Dwa pytania o klimatDwa pytania o klimat Marta Kondrusik Gazeta.pl

Aga Kozak*: Pamiętasz moment swojego ekologicznego przebudzenia?

Klara Kowtun*: Nie, bo chyba go nie było. Tak zostałam wychowana. Pochodzę z domu, w którym zawsze był szacunek do natury. Moja mama, która jest dermatolożką, lata temu zajmowała się ziołolecznictwem. Wtedy traktowane to było trochę jak szarlataneria.

A teraz się do tego wraca.

Widzimy już, że najlepsze rzeczy pochodzą z natury, że nie musimy zawsze wybierać "chemii". Jako dziecko mieszkałam w wiejskiej części Konstancina. Drewniany dom, sady: głównie zajmowałam się chodzeniem po drzewach. Po przemianie ustrojowej zaczęto wycinać sady pod osiedla. Pamiętam, że jak to widziałam, płakałam. Do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego Polacy nienawidzą drzew. Pamiętam, gdy sąsiad, który kupił działkę obok naszej, ściął bez uzasadnienia wielki stary orzech, do dziś nie mogę tego zrozumieć ani wybaczyć.

Pewnie to wpłynęło na to, jak patrzę na świat. Bo przecież w nas nie kształtowano głębokiej wiedzy o ekologii: zajęcia wiedzy o środowisku były nudne, nikt nie tłumaczył, po co właściwie należy dbać o Ziemię. Że świat jest całością, że jesteśmy zależni od mnóstwa procesów. Teraz ludzie zaczęli się powoli orientować w tym, że nie są wyizolowanymi jednostkami, że na wodę, którą piją, na powietrze, którym oddychają, mają wpływ rzeczy, które wcześniej zrobili. Zmiana myślenia sprawia też, że marka odzieżowa, którą współzałożyłam ma szansę się rozwijać: produkcja ubrań, które mają parametry odpowiedzialności środowiskowej, zaczyna być bardziej przystępna. Gdy zaczynałyśmy, było trudniej.

Założyłyście markę Risk Made in Warsaw z Antoniną Samecką - czy dla obu z was temat ekologii jest równie ważny?

Zawsze kluczowa dla nas była etyka produkcji. Jednak każda z nas ma coraz więcej prywatnych powodów, by przejmować się ekologią i związaną z nią przyszłością. Antosia wspominała niedawno, że jej świadomość zwiększyła po urodzeniu dzieci. Zaczęła np. zastanawiać się, jak ma wytłumaczyć córce to, jak ważna jest segregacja śmieci, jeśli sama ich nie segreguje?

Zmieniła kosze i zaczęła segregację, bo trudno nauczyć kogoś dbania o środowisko bez poparcia tego swoim własnym przykładem. W zeszłym roku włożyłyśmy dużo pracy w to, by materiały na pewno spełniały wysokie kryteria ekologiczności. Chcemy być dobrym przykładem na to, że się da, ale chcemy też, by moda odpowiedzialna była standardem, nie wyróżnikiem.

Klara KowtunKlara Kowtun Antonina Samecka

Kiedy zaczynałaś przygodę z projektowaniem, świat mody nie myślał jeszcze o etyce i ekologii, do tej pory zresztą tak nie jest... Jak postrzegasz ten wielki przemysł konsumpcji, setki tysięcy dolarów wydawane na piękne show, drogie sukienki, które zakłada się raz, bo więcej nie wypada?

Świat mody, ale nie tylko on - świat po prostu - ma teraz schizofrenię. Z jednej strony już widzimy, że trzeba inaczej, a nawet zaczynamy inaczej działać. Z drugiej strony wciąż chcemy, żeby było tak, jak kiedyś, żeby nam było wygodnie, dobrze, miło, bogato, intensywnie. A jedno z drugim nie do końca idzie w parze.

To działa w tej chwili na wielu poziomach - weźmy za przykład to, co jest teraz ideałem kobiecego piękna. Z jednej strony masz zwrot w stronę charakterystycznych postaci, w stronę naturalności, zero photoshopa, w stronę all size, all gender, różnorodności. A z drugiej strony masz najwyższy chyba w historii odsetek operacji plastycznych i "przerobione" modelki na wybiegach. Jeżeli byłabyś teraz młodą dziewczyną, to co sobie byś pomyślała? Schizofrenia, prawda? Z jednej strony ci mówią, że jesteś fajna, taka jaka jesteś. A z drugiej strony osoby na modowym świeczniku to też pieniądze włożone w operacje plastyczne. Wydaje mi się, że z ekologią jest teraz podobnie. W zeszłym roku Sztokholm odwołał Fashion Week. Ale co z tego? W europejskiej modzie niezależnej sporo się już dzieje, ale jednocześnie ogromne koncerny odzieżowe wiedzą od dziesięcioleci o szkodliwości swoich działań i wciąż robią swoje.

Wy na przykład szyjecie odpowiedzialnie w Polsce i o tym opowiadacie. Każdy z waszych produktów ma podpis: "uszyty w Łodzi", "wykonany w Rzgowie", "uszyty w Żurominie", w Rykach...

Od samego początku przy tworzeniu naszej marki miałyśmy założenie, żeby produkować w Polsce. Nie chodziło nawet o patriotyzm lokalny, tylko o to, by mieć kontrolę nad procesem produkcji. Ta decyzja została podjęta osiem lat temu - czyli jeszcze w czasach, kiedy nie było głośno o tym, jak produkuje się ubrania, jakie są prawdziwe koszty tego procesu i jak bardzo może być szkodliwy dla środowiska i dla ludzi. Zaważyła raczej nasza intuicja i przekonanie, że właśnie tak trzeba robić. Produkować tutaj, bo to daje godziwą pracę ludziom zatrudnionym w tym przemyśle. Jesteśmy w stanie w każdej chwili pojechać do któregokolwiek z wymienionych miejsc i zobaczyć, w jakich warunkach produkuje się nasze sukienki czy swetry. Tutaj nikt nie zatrudnia dzieci, jak zdarza się w Bangladeszu czy w Chinach. Pracują dorosłe kobiety, które są wykwalifikowane do tej pracy. Więc mimo tego, że taka produkcja to dużo wyższe koszty niż zamorska produkcja typowa dla przemysłu fast fashion, zdecydowałyśmy się na nią, bo inaczej by nas zabiły inne koszty - wyrzutów sumienia.

Jak się patrzy na listę tych miejsc, wiele z nich to niegdysiejsze bardzo popularne ośrodki tekstylne, znane choćby z PRL-u.

Net Sustain to strona-filia sklepu internetowego z luksusową modą, Net-a-porter, która przedstawia marki produkujące w sposób odpowiedzialny. Jednym z wymagań wobec marek jest to, by połowa produkcji danej marki wykonana była w jej rodzimym kraju. Dla nas to jest absolutnie niewystarczające: produkujemy w 100 proc. w Polsce. I to nie jest trudne: być może w innym kraju nie znalazłybyśmy takich specjalistów. Ale tutaj produkcja odzieżowa była potęgą, zwłaszcza w Łodzi i jej okolicach, ale też w Bielsku-Białej czy na Warmii.

Niegdyś były to bardzo duże ośrodki produkcyjne zarządzane centralnie na zupełnie innych zasadach niż teraz.

Kiedy po transformacji otworzyły się granice i nagle można było sprowadzać tanie ciuchy i handlować nimi, a do tego weszły marki, które spowodowały znaczne obniżenie cen ubrań, wiele z tych zakładów zaczęło upadać. Pracowały bowiem w innym systemie i rzeczywiście nie zawsze sobie radziły.

Ale te zakłady, które zdążyły się "przestawić na nowe", przetrwały i wy w nich szyjecie. Oraz Chanel…

Przetrwały zmiany, bo zrozumiały, że od teraz nie będą szyć dziesięciu tysięcy rzeczy prostych, tylko sto sztuk, ale za to skomplikowanych, wymagających większej precyzji. Niektóre z nich przestawiły się na bardziej elastyczną i bardziej specjalistyczną, wymagającą dopracowania produkcję - dzięki temu produkcja odzieżowa w Polsce rzeczywiście ma się całkiem nieźle. I to nie tylko dlatego, że pojawiło się dużo polskich marek i młodych projektantów. Nie tylko dlatego, że zdanie "made in Poland" przestało być obciachem, a stało się wartością dodaną. Ale również dlatego, że w Polsce - ponieważ wciąż mamy atrakcyjne ceny usług w porównaniu z zachodem Europy - zaczęło szyć wiele renomowanych zagranicznych marek: Isabel Marant, Hugo Boss, Chanel, Yves Saint Laurent, Karl Lagerfeld... Bo jeśli potrzebujesz kontroli nad produkcją, jesteś w stanie szybko się tu dostać, żeby osobiście nadzorować proces. Jeśli potrzebna jest zmiana lub informacja, możesz to szybko załatwić. A jednocześnie dostajesz naprawdę dobry produkt za relatywnie rozsądną cenę.

Czy czujesz, że jako firma, masz jakiś wpływ na zmianę?

Jeśli jesteś gigantyczną firmą, na przykład znaną ze swoich dobrych praktyk Patagonią, to możesz dyktować etyczne warunki. Powiedzieć: "Chcemy u was szyć, ale musicie nas zapewnić, że będziecie w porządku: certyfikować się, pozwolić nam na nadzór". Ale tam zadziała wielka skala. A jak jesteś średnią czy małą firmą, to nie masz szans w tej konfrontacji na odległość. Nie sprawisz, że ci nieuczciwi producenci nagle pomyślą: "Racja, co my robimy?" Dlatego świadomie nie decydujemy się, żeby w to wchodzić, bo nie mamy pewności. A szyjąc w Polsce, mamy większą.

Klara KowtunKlara Kowtun Antonina Samecka

A czy coś cię przeraża w produkowaniu w Polsce?

Po pierwsze cały system zatrudnienia w Polsce jest daleki od ideału - lekarze w szpitalach pracują niekiedy na kontraktach zamiast na bezpieczniejszych etatach, podobnie urzędnicy państwowi, chociaż wydawałoby się to bez sensu. Szkoda, że nie jest to skonstruowane tak, by dawanie zatrudnianym ludziom poczucia bezpieczeństwa było najbardziej opłacalne. Więc w firmach produkcyjnych pewnie niejednokrotnie to też nie wygląda różowo. Wciąż jednak podlegamy europejskim normom, więc prawo chroni ludzi nieporównywalnie bardziej niż w krajach, w których te normy w ogóle nie obowiązują.

Po drugie?

Coraz bardziej dotkliwy brak wykwalifikowanych osób w zawodach związanych z krawiectwem, narzeka na to wiele szwalni. Brakuje szkół, które tego uczą. Jest za to mnóstwo kosmetyczek i manikiurzystek, a to praca wymagająca przecież podobnych umiejętności: zdolności manualnych, precyzji, poczucia estetyki. Wydaje mi się jednak, że osobom, które mogłyby mieć do niego predyspozycje, krawiectwo nie kojarzy się do końca z fajnym pomysłem na życie. A to przecież praca, która tak jak każde porządne rzemiosło, ma w sobie prestiż, bo dobra krawcowa to skarb i wie to każdy, kto taką poznał.

Wspomniałaś o materiałach, niełatwo znaleźć te "dobre", nie tylko jakościowo.

Ekologiczna produkcja materiałów to duże wyzwanie. O ile łatwo było podjąć decyzję o szyciu w Polsce i przy niej trwać, to prześledzić cały proces produkcji materiałów jest bardzo trudno. Napis "Made in..." na metce twojego ubrania oznacza tylko tyle, że ostatni lub najdłuższy etap produkcji ubrania odbył się właśnie na terenie danego kraju. Ale nie odczytasz z tego, gdzie i jak został wykonany materiał. My jesteśmy już w stanie sprawnie nadzorować to, gdzie i jak się produkuje sam materiał, to znaczy dzieje się dzianina albo przędzie się tkanina.

Ale jest jeszcze wcześniejszy etap: jak powstaje sama przędza.

Dokładnie! I z czego? Jako projektanci czy marka jesteśmy ostatnim ogniwem całego łańcucha. Kupujemy materiał. Ale ktoś go wcześniej zrobił, wyprodukował na niego surowiec, ktoś jeszcze wcześniej jakoś ten surowiec pozyskał. To może być sensowny proces, albo bardzo niekorzystny. Jesteśmy jednak już na tyle atrakcyjnym partnerem lokalnie, że możemy dogadać się z rodzimymi producentami materiałów, by przestawili się na ekologiczną wiskozę czy zaczęli produkować z bawełny organicznej. Żeby znali źródła swoich przędz i żeby mogli nam pokazać certyfikaty lub inne dowody etycznej produkcji. Tak, żebyśmy my naprawdę mogły z czystym sumieniem się pod tym podpisać. To jest w interesie wszystkich.

Zdarzają się potknięcia?

Niektóre próbki materiałów mają świetną jakość i są piękne zarówno wizualnie, jak i w dotyku. Jednak kiedy próbujemy dowiedzieć się więcej i drążyć temat ich produkcji, zdarza się, że wcześniej udzielono nam nieprawdziwej informacji dotyczącej pełnego łańcucha dostaw, np. rzeczywisty kraj produkcji jest zupełnie inny niż wcześniej zadeklarowano. Nagle musimy szukać zastępnika. Takie dylematy mamy bez przerwy: jak i z czego produkować materiały, żeby spełniały wszystkie ubraniowe potrzeby współczesnego człowieka: strój ma być wygodny i trwały, nie gnieść się, wyglądać świetnie, mieć piękne kolory, a jednocześnie powinien być eko. To coraz częściej nam się udaje!

Risk Made in WarsawRisk Made in Warsaw RMiW

To jak ty, producentka ciuchów, reagujesz na hasła typu "nie kupuj – wymieniaj". Coraz więcej dziewczyny się chwali tym, że wymieniają się ciuchami, nie kupują ich przez rok lub więcej...

Jako młoda dziewczyna spędzałam czas głównie w secondhandach oraz na strychu u mojej babci, gdzie były ciuchy po czterech jej córkach i jej własne z młodości. Zbudowałam więc swój gust na ciuchach z drugiej ręki. Dla mnie to nigdy nie był obciach: najlepsza kopalnia najlepszych rzeczy. A teraz vintage jest w cenie i w modzie. Z kolei wymianki to świetna rzecz dla tych, którzy potrzebują częstszych zmian - nie chcą chodzić przez 10 lat tylko w jednej marynarce, potrzebują czegoś świeżego.

W końcu ubranie nie jest tylko po to, żeby ci było ciepło, pełni masę różnych społecznych funkcji. Kupowanie nowych rzeczy ma sens wtedy, kiedy kupujesz coś, co ci naprawdę będzie służyć i będziesz z przyjemnością w tym chodzić. Jeśli to jest jakościowe, to będzie najpierw służyło tobie, a później to komuś oddasz. Mam tylko poczucie jednej pułapki z ubraniami z drugiej ręki, wypożyczanymi, wymienianymi. Że są często tanie. A w związku z tym nie ograniczamy zakupów, tylko gromadzimy mnóstwo nie zawsze niezbędnych rzeczy. Myślę, że tu dobrze mieć w pamięci, żeby naprawdę kupować, również w secondhandzie, rzeczy takie, z których na pewno zrobimy użytek, dla własnego treningu silnej woli.

To co ty sama masz w szafie?

Kiedyś miałam setki ubrań, teraz jest ich zdecydowanie mniej, choć zawsze najtrudniejszą rzeczą był dla mnie minimalizm. Po pierwsze jest Risk, bo go testuję, no i po prostu bardzo lubię. Po drugie, marki, które cenię za jakość i design: czasem kupuję coś z wyższej półki, niekiedy na wyprzedaży, jeśli wiem, że będę to uwielbiać i będzie mi długo służyć. No i ulubione rzeczy vintage. Dawno już nie kupiłam nic w sieciówce. Czasem to komplikuje sprawy, bo gdy potrzebujesz jakiegoś zwykłego t-shirtu, najłatwiej jest kupić go tam. Ale wiem, że można sobie tego odmówić. Z zasady nie kupuję czegoś, co jest Made in China, czy Bangladesz, bo tak jak mówiłam - nie mam możliwości sprawdzić, jak to było zrobione.

A jakie marki interesujące pod kątem odpowiedzialności w modzie cię szczególnie ujmują?

Przykład godny naśladowania to wspomniana Patagonia. Oprócz tego Reformation - starają się być carbon neutral, oszczędzają zużycie wody przy produkcji, wykorzystują tak zwane dead stocki, czyli materiały, które zostały już wyprodukowane, a zalegają gdzieś w magazynach. CHNGE ma wysoką transparentność produkcji, część zysku z zasady przechodzi na organizacje pozarządowe wspierające walkę ze zmianą klimatu czy działania na rzecz równych praw kobiet. Do tego Mara Hoffman - świetny design, duża transparentność produkcji, dbałość o dobór materiałów. Z rodzimych lubię Wearso organic, Elementy, Balagan Vanity Nap czy Pantalones - to bielizna z bawełny organicznej. I lubię to, co proponuje Bazar Miejski: że można wykupić szafę i sprzedać coś, czego się już nie nosi.

***

*Klara Kowtun jest współzałożycielką i projektantką marki Risk made in Warsaw, który założyła wspólnie z Antonią Samecką w 2011 roku. Marka jest odzwierciedleniem ich gustów, przekonań i podejścia do życia. "Co do etyki w modzie, jesteśmy w 100 proc. zgodne - w produkcji zawsze maksymalizujemy zrównoważony rozwój. W temacie projektowania każda z nas ma jednak swoją unikatową specjalność" - mówi Klara. "Ja kocham dobre stare, precyzyjne krawiectwo, które sprawia, że nasze projekty leżą genialnie na prawdziwych ludziach z krwi i kości. Antosia uwielbia przekładać kulturowe opowieści na kolekcje i wierzy w ideę Comfort Clothes". "Dla nas ubranie składa się z trzech rzeczy: komponentów, sposobu, w jaki jest zrobione i tego, jak ty się w nim czujesz" - mówi Antosia.

*Aga Kozak jest dziennikarką, coacherką i specjalistką z zakresu wellbeing. Pisze m.in. dla Gazeta.pl, Gazety Wyborczej, Wysokich Obcasów. Była Dyrektorka Programowa współtworzonego przez nią Instytutu Dobrego Życia. Dla gazet i magazynów lifestyle'owych, kulinarnych i podróżniczych pisze głownie o rozwoju i przyjemności, w tym przyjemności z jedzenia. Jest specjalistką od pogłębionych wywiadów, autorką jedynej w Polsce rozmowy z Anthonym Bourdainem. W swojej karierze rozmawiała m.in. z Brene Brown, Stingiem, Gisele Bundchen. Stworzyła ogólnopolski projekt konferencji "Kobiety wiedzą, co robią". Jest stałą ekspertką m.in. Dzień Dobry TVN w zakresie wellbeing. Co miesiąc pisze dla Gazety Wyborczej superpopularny newsletter o seksie.

Więcej o: