"Teraz mówię szmaty, kiedyś mówiłam moda. Upierzesz raz i nie wiesz, co wyciągniesz z tej pralki"

- Wymieniam się z innymi ludźmi. Kupuję też w lumpeksach, jak potrzebuję. A nad tym ciuchem z drugiego obiegu, to się pięć razy zastanowię, czy na pewno jest mi potrzebny. Mieszkam z koleżanką, więc nosimy też swoje ubrania. Opróżniłam mocno moją szafę, sprzedałam dużo rzeczy - z aktywistką Anią Piętą rozmawiamy o zrównoważonej modzie.

Nasza planeta potrzebuje nas dziś jak nigdy. Oceany i plaże zaśmiecone są plastikiem. Klimat zmienia się radykalnie. Co jednak zrobić, by realnie jej pomóc? W naszym cyklu "Ludzie w klimacie" pokażemy wam inspirujące sylwetki osób, które zmianę zaczęły od siebie i które dziś pokazują nam, co zrobić, żeby lepiej dbać o nasz dom - Ziemię. Na kolejne odcinki cyklu zapraszamy w każdy piątek o 16 na Gazeta.pl.

Ania PiętaAnia Pięta Marta Kondrusik

Aga Kozak*: Czy pamiętasz moment twojego ekologicznego przebudzenia?

Anna Pięta*: Myślę, że to była suma różnych momentów. W zasadzie, jak teraz patrzę wstecz, to od dawna prowadziłam świadome życie, jeśli chodzi o używanie rzeczy, a nie wyrzucanie ich. Tylko ono było nienazwane.

Co masz na myśli?

Na przykład to, że od zawsze kupowałam w second handach. Gdy miałam chyba około 25 lat, założyłam vintage shop, a potem sklep internetowy ze świadomym designem i rzeczami z drugiego obiegu, z którego 10 lat temu powstały Ściegi Ręczne, czyli targi lokalnych projektantów a potem targi mody HUSH! Więc w dużym skrócie HUSH też był z miłości do używanych szmat. Nie byliśmy przecież wtedy świadomi tego, co się będzie działo, więc robiłam to tak "na czuja" i po omacku, inni by powiedzieli, że intuicyjnie.

Co tobą kierowało?

Miałam takie poczucie, że rzeczy nie powinny się bez sensu marnować. Że powinniśmy tak je produkować, żeby zachowywały jak najdłużej jakość, bo wtedy posłużą dłużej albo przydadzą się innym. Teraz sobie zdaję sprawę, że to poczucie jest silnie związane z moją mamą, która zawsze ubierała się w lumpeksach.

Wydaje się, że to błahy wątek, ale nauczenie się, że rzeczy mogą służyć parę razy, paru osobom, że liczy się jakość, że nie trzeba zawsze mieć czegoś nowego, jest w rozmowach o klimacie istotne.

Ależ tak! Gdy tylko w moim rodzinnym Płocku pojawiły się duże lumpeksy, moja mama zawsze znajdowała tam przedziwne rzeczy. Więc to myślenie, ten styl, że umiem zrobić coś z niczego, mam trochę po niej. Pierwszą ekologiczną inspiracją była więc mama.

A potem?

Przez cztery lata prowadziłam zajęcia na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu - byłam asystentką w pracowni tkaniny. Robiłyśmy papier z siana, z celulozy, zmiksowanej bawełny, dżinsu - tam się nigdy nic się nie marnowało. Dziewczyny (moje studentki/studentki ASP z różnych kierunków) tkały dywany z odpadów. To dawało do myślenia.

Wiele osób, które pracują, jak ty, w biznesie modowym, opowiada, że momentem przebudzenia było obejrzenie filmu "True cost".

Ten film dał mi kopniaka w dupę za pierwszym razem, gdy go obejrzałam. A jak zobaczyłam go po raz drugi, to już do mnie w pełni dotarł: moja świadomość była na to gotowa. Bo czasem tak jest, że my możemy coś wiedzieć, ale nie jesteśmy gotowi, żeby to przyjąć. Po obejrzeniu go pojechałam do Azji, żeby znaleźć alternatywę dla szycia w fabrykach - szukałam sposobów innego wytwarzania mody. Miałam oglądać małe manufaktury mody, a zamiast tego dostrzegłam niebywałe ilości śmieci. I do mnie doszło, że za parę lat ta ilość urośnie do jeszcze większych rozmiarów. I pamiętam, jak podczas tej podróży pomyślałam: "Kurde, to jest chore! Nie możemy tak dalej!". To wtedy, tam w obliczu tych śmieci, kupiłam sobie pierwszą butelkę.

Ania PiętaAnia Pięta archiwum prywatne

Wielorazową.

Oczywiście. A do tego wielorazowy koszyczek na ryż i sztućce. To był początek. I mimo że wtedy jeszcze nic z ekologii nie kumałam, to wrzucałam posty na Instagram: o śmieciach, o plastikowych butelkach, słomkach... Że tego są tu miliony, a kraje azjatyckie - Tajlandia, Wietnam, Laos czy Indie - nie mają żadnego sensownego systemu do recyklingowania tych śmieci. I że ciągle w tym zielonym raju czujesz zapach palonego plastiku. Przecież jego większość pochodziła od napływających milionami turystów.

Wróciłaś do Polski i...?

Zrobiłam ostatniego HUSH-a, czyli wymyślone przeze mnie targi mody.

Opowiedzmy może o tym, że ty kiedyś byłaś maksymalnie wkręcona w modę.

Bo dla mnie zawsze szmaty były - teraz mówię szmaty, wtedy mówiłam moda - takim wielkim transparentem do mówienia ważnych rzeczy. Trochę tak, jak kiedyś Katharine Hamnett wymyśliła swoje koszulki z różnymi ważnymi hasłami. Marka Hamnett już w 1989 roku wypuściła na rynek serię koszulek krytykujących branżę mody za dewastację środowiska, przekaz był krótki: "Clean up or die". Dziś projektantka mocno wspiera ruch Extinction Rebellion, razem z Vivienne Westwood ratuje pszczoły i nieustannie powtarza, że największy sens mają zmiany legislacyjne, które powinny regulować szalony przemysł odzieżowy. Dzisiaj każdy może sobie na koszulce napisać wszystko i to już nic nie znaczy. Ale moda jest ważna, bo to coś, co dotyczy nas wszystkich. Każdy, nawet jeżeli mówi, że ma w dupie modę - to coś na sobie nosi, a tym samym coś tym mówi. Jeśli ma ją w dupie i nosi jakieś szmaty i mówi: mam w dupie modę, to to też jest bardzo określona postawa! Buntownicza. To mnie interesowało, kiedy zakładałam HUSH-a.

Ale zanim zrobiłaś HUSH-a, zrobiłaś jeszcze targi, które nazywały się Ściegi.

A w ogóle, jak tylko się przeprowadziłam do Warszawy 10 lat temu, to założyłam swój sklep internetowy ze zrównoważonym - uwaga! WTEDY! - designem! Sprowadzałam torby z Kambodży (zrobione z worków po ryżu), sprzedawałam rzeczy z drugiego obiegu, biżuterię, ale też autorskie projekty. Jak dostałam dofinansowane na swój pierwszy biznes, to stwierdziłam: "No dobra, jak to w online nie działa (bo wtedy jeszcze ludzie tak chętnie nie kupowali), to muszę wyjść do nich z ofertą offline!". Zaczęłam też sprzedawać swoje rzeczy na jakichś mikrotargach w Warszawie, ale po udziale dwa czy trzy razy w takim wydarzeniu uznałam, że są totalną pomyłką.

Bo?

W tamtych czasach nie było w nich nic profesjonalnego: dobrej przymierzalni, dobrego światła, zimą było na nich zimno. No nie mogło tak być! Przecież ludzie ciuchy muszą przymierzyć, muszą się rozebrać, nie może im być zimno! Trzeba stworzyć dobre warunki do kupowania rzeczy lokalnych, żeby mogły konkurować z masową modą. I tak się zaczęło od małych ściegów na 15 projektantów, a rozrosło się w 2015 r. do czterech tysięcy gości i 75 projektantów. Potem, by iść dalej, zmieniłyśmy z Magdą Korcz, współorganizatorką targów, nazwę na HUSH Warsaw, żeby było bardziej międzynarodowo.

Mieliście na HUSH-u tłumy.

Na pierwszym odwiedziło nas 20 tysięcy osób w osiem godzin, ostatecznie wszystkie edycje zgromadziły 200 tysięcy osób. Trochę nam odbiło po tym, przyznaję, głównie jeśli chodzi o pracoholizm. Rozwijałyśmy się na tyle, na ile się dało, dołączając do tego kolejne produkty. Marki, sponsorzy, agencje. Wyjechałyśmy trzy razy z polskimi markami za granicę na targi międzynarodowe i to był sukces. Potem był e-commerce, który padł i wtopiłyśmy w niego dużo pieniędzy.

Ale HUSH cały czas się dział.

I robiłam go dlatego, żeby dać ludziom alternatywę. Naprawdę wtedy myślałam, że jak przyjdzie te 10 tysięcy ludzi w weekend dwa razy do roku, to oni się tak etycznie obkupią, że może kiedyś w ogóle przestaną kupować w sieciówkach. Trochę w myśl tej zasady głosowania pieniędzmi, głosowania za tym, co chcemy, żeby się rozwijało - w tym przypadku to były małe, etyczne marki, lokalne brandy, rzemieślnicy, których one zatrudniają.

HUSH miał ich pokazać.

"Ej, zobaczcie, mamy fajnych projektantów, mamy tutaj miejscowych, lokalnych producentów możecie ich poznać!". Ale w pewnym momencie okazało się, że my z Magdą pracujemy po paręnaście godzin dziennie. Przychodziłam na 10 rano do biura i wychodziłam - kiedy był luz! - o 22 lub o 23. A jak był tydzień do eventu to i o 1 w nocy. W ogóle nie pomyślałyśmy, żeby pewne rzeczy już zautomatyzować, że pewne rzeczy działają same, wszystko musiało być perfekcyjne. Wracając do ostatniego HUSH-a, jak patrzyłam na te wszystkie wystawiane przez nas ciuchy, to sobie myślałam: "Ja pierniczę, co ja w ogóle robię? O co mi chodzi? Przecież ja już nawet tych lokalnych marek ludziom nie chcę proponować, bo to jest nadal produkcja, a my musimy wykorzystać to co już mamy!". To chyba trzeci moment "ekologicznego oświecenia". Całe moje ciało krzyczało, że już nie chce tego robić. Ostatnie edycja targów okazała się porażką finansową i wywołała we mnie efekt domina.

Ania PiętaAnia Pięta archiwum prywatne

Targi się wypaliły.

A przy okazji wypaliłam się ja. Dopiero teraz, po dwóch latach doszłam do siebie. Śpię normalnie, normalnie myślę. Czuję, że ten rozdział jest zupełnie zamknięty. Zrozumiałam, że już nie chcę mówić nawet o tym, gdzie szukać etycznych ciuchów, czy czym są etyczne marki. Uważam, że nie tu leży problem, że zamienimy ciuchy na bardziej eko, zrobimy je z ekologicznych materiałów i będzie cacy. Najważniejsze jest mówienie o gigantycznej nadprodukcji.

Uczyłaś się tego przez ostatnie dwa lata.

Nagle po 10 latach od pierwszego naszego kontaktu odnowiła się moja znajomość z Aretą Szpurą, która jest w Polsce ikoną ruchu less i zero waste i rozpętała burzę w tych tematach. Zaczęłam też jeździć po świecie - Kopenhagen Fashion Summit, Fashion Revolution w Londynie - żeby się od mądrzejszych ludzi dowiedzieć tego, co trochę już czułam, ale trochę nie miałam podstaw, żeby o tym mówić. Kursy. Online i nie tylko. W zeszłym roku byłam na sześciodniowym kursie zrównoważonej mody w Mediolanie, gdzie zrozumiałam, że w ogóle nie chcę się zajmować modą jako taką, jako jednym elementem wyrwanym z całości. To, że z przemysłem odzieżowym wszystko jest nie tak, wynika z całego systemu, w którym moda funkcjonuje.

I teraz zamiast ubrania mówisz "szmaty".

Totalnie mi się wszystko zmieniło. Bo uważam, że w większości to są po prostu szmaty. Zobacz, jak szybko tracą na jakości: kupujesz i następnego dnia już jest coś nie tak. Upierzesz raz i nie wiesz, co wyciągniesz z tej pralki. Więc jak po kryzysie szukałam sensu, to znów zwróciłam się w stronę materiałów. Weronika Banaś wymyśliła sposób na odzyskiwanie celulozy z bawełny, a ja uznałam, że trzeba z tego po prostu zrobić start up. Wygrałyśmy konkurs i kiedy już miałyśmy zacząć wdrażać nasz pomysł w życie, stwierdziłam, że to znowu za mały impakt i że znowu załatwiamy za mały problem.

Ale z niedoszłego startupu została wam nazwa "Muda".

Po japońsku nieużytek i odpad. Po tym, jak nasz startup jednak się nie wydarzył, dużo w kuchni rozmawiałam z moją współlokatorką, Martyną Sztabą. Martyna to moja najlepsza przyjaciółka i CEO Syntoila, który zajmuje się w dużym skrócie odzyskiwaniem sadzy z opon do ponownej produkcji, więc wszystko w temacie zrównoważenia i ekonomii cyrkularnej. Więc gadałyśmy dużo i o zrównoważeniu, o ekologii i tak wpadłyśmy na pomysł podcastu. Nazywa się właśnie MUDA Talks i ma już ponad 110 tysięcy odsłuchań. Mam wrażenie jakbym zrobiła takie koło: od mojego uczenia na ASP, wykładania na Akademii Medycznej historii cielesności w sztuce i warsztatów z dzieciakami. Ta edukacja, to jest we mnie coś naturalnego. Kocham się dzielić wiedzą, lubię patrzeć, jak to potem pączkuje i inni niosą to dalej po swojemu. Więc po tych wielu próbach wiem, że to edukacja jest moją największą bronią.

A o czym wy gadacie w tym podcaście?

Ogólnie: zrównoważenie życia w stylu less lub zero waste. Szeroko pojęta ekologia, szeroko pojęte ratowanie świata na małą lub większą skalę, impaktowe startupy albo większe biznesy, dużo o jedzeniu. Szeroko o wszystkich rzeczach, które się na nasz piękny świat składają.

Ludzie znają cię szerzej jednak nie z Mudy czy nawet nie z HUSH-a, ale z twojego wystąpienia w TV, w którym przyznałaś się, że nie kupujesz ubrań...

Ja jestem intensywna na wielu polach i jak coś robię, to na sto procent. Dzisiaj staram się robić na 90 proc., co jest dla mnie naprawdę bardzo slow, bo kiedyś robiłam nawet na 200. I wierzę tylko w taką totalną szczerość - w działaniu też. Z ubraniami było tak, że zrobiłam to intuicyjnie. Nie chciałam z siebie robić bohaterki, bo co z tego, że ciuchów sobie nie kupiłam? Stwierdziłam najpierw, że zrobię na sobie eksperyment. Że nie będę ich kupowała tydzień, miesiąc, trzy miesiące, cztery, pięć, pół roku, rok, zobaczymy, jak mi z tym będzie. Ale że dopiero wtedy będę wiedziała, jak o tym mówić. Bo inaczej, to po co mam być posłańcem idei, której nie rozumiem?

Spodziewałaś się takiego rozgłosu?

Coś ty! Ale jeśli tylko to zainspirowało ludzi do chociażby spróbowania, to przecież nic, tylko się cieszyć! Okazało się, że to dobry czas na mówienie do ludzi: "nie kupuj", "kupuj mniej" albo "pomyśl zanim kupisz".

Pięć lat temu mówiłaś "kupuj odpowiedzialnie".

Ale kupuj. I wtedy to był dobry czas na mówienie tego. A dzisiaj można już mówić "nie kupuj", ludzie to rozumieją. I pamiętam dobrze jeszcze jeden moment: Czarny Piątek, poszłam do bardzo znanej sieciówki po spodnie, bo stwierdziłam, że będzie taniej i wylądowałam w przymierzalni z pięcioma czy sześcioma rzeczami, których zupełnie nie potrzebowałam. Poczułam smród poliestru, zobaczyłam te ceny - po 20, 50, 60 zł - a byłabym naprawdę gotowa za to zapłacić więcej, a kupić mniej albo mieć lepszą jakość. I pomyślałam, że wychodzę stąd teraz, zaraz, w tym momencie, zostawię to wszystko i po prostu nie kupuję i zobaczę, na ile mi wystarczy tego, co mam. I nagle się okazuje, że to naprawdę nie jest trudne. To jest tak jak z uzależnieniem od cukru czy czegokolwiek innego. Może pierwsze dwa tygodnie były trudne, ale później już tego nie zauważasz. Jakby mi ktoś powiedział dwa lata temu, że już nie wejdę do ZARY czy H&M przez kolejne 24 miesiące, to bym się mu śmiała w twarz. A teraz popatrz...

Ania PiętaAnia Pięta archiwum prywatne

Ile to już trwa?

Około dwa i pół roku.

To co robisz, żeby jednak mieć jakieś nowe ciuchy?

Wymieniam się z innymi ludźmi. Kupuję też w lumpeksach, jak potrzebuję. Ale nad tym ciuchem drugiego obiegu, to się pięć razy zastanowię, czy na pewno jest mi potrzebny. Mieszkam z koleżanką, więc nosimy też swoje... Opróżniłam mocno moją szafę, sprzedałam dużo rzeczy. Wszystkie dane podają, że my nosimy średnio 50 proc. naszych ubrań, czyli tak naprawdę nosisz połowę swojej szafy. W Polsce ostatni raport McKinseya podaje, że mamy w swojej szafie średnio 5 proc. ubrań, które są jeszcze z metką. To chyba znaczy, że mamy dobrobyt. Dlatego zawsze mnie trochę denerwuje, jak Polacy mówią, że są na wiecznym dorobku i jeszcze się nie dorobili, żeby inwestować w dobrą jakość. Nie zgadzam się z tym! Ja wiem, że żyjemy w globalnym świecie i nie będzie powrotu do aż takiego zwolnienia, jak np. w PRL, ale jest różnica między czterema kolekcjami w roku a 45.

Zmienia się podejście nawet gigantów...

Biznesy modowe już widzą, że może nadzieja jest w wypożyczaniu ubrań, w ich drugim obiegu. Tylko niestety jakość ubrań jest taka, że się na drugi obieg nie nadają. I prędzej czy później duże brandy będą musiały skręcić w tę stronę, bo ludzie kupują dużo mniej, buntują się przed zakupami. Wszyscy narzekają, że sprzedaż spada, ludzie nie kupują już tyle, bo mamy tego w cholerę za dużo. Są badania, które pokazują, że jak będziemy w tym tempie konsumować ciuchy, to za 11-12 lat będzie przypadać 18 kg odpadów tekstylnych na każdego mieszkańca i mieszkankę ziemi.

No a trendy?

Jak słyszę słowo trendy, to mi się wszystko w brzuchu przewraca, bo ja wiem, że tam przecież nie będzie nic nowego! I ty też wiesz, że jak pogrzebiesz w szafie i znajdziesz sukienkę od mamy albo swoją sprzed pięciu czy 10 lat, to to będzie ten trend 2020!

Jakich jeszcze innych zmian, oprócz niekupowania ubrań, dokonałaś w życiu?

Do domu nie kupuję żadnych rzeczy nowych, a jeżeli już, to tylko drugi obieg - np. meble. Rower używany był od zawsze, podobnie z komunikacją miejską. Przede wszystkim wszędzie noszę biwakowy zestaw i wszystko, co mogę kupuję wielorazowego użytku. Kosmetyki: wszystko mam w szklanych słoiczkach - antyperspirant, kremy do twarzy - a szampony mam w kostce. Tylko nie pastę do zębów, bo dentysta nie uznał tych w szkle... To jest naprawdę mikroproblem. Chemia domowa to jest problem, ale staram się co się da czyścić sodą i octem. Od 19 lat nie jem mięsa, od początku tego roku nie jem też nabiału. Ludzie myślą, że to wszystko takie trudne, ale jak zrobisz jedną zmianę, to wszystko potem trochę z automatu samo idzie dalej i dalej, i co jakiś czas dokładasz nowe ćwiczenie na MNIEJ i potem każda z tych rzeczy staje się dla ciebie normalna. I już nie pamiętasz, jak było przed zmianą.

***

*Anna Pięta to aktywistka społeczna, ekspertka ds. zrównoważenia w modzie i współautorka podcastu Muda Talks (o zrównoważeniu, ekologii i ekonomii cyrkularnej). Była odpowiedzialna za strategię zrównoważenia i łańcuch dostaw marki NAGO. Wcześniej przez kilka lat organizowała targi rzemiosła i mody autorskiej HUSH Warsaw, jako dyrektor artystyczna i współwłaścicielka marki. Prowadziła wszystkie kampanie promocyjne targów i zarządzała programem eksportu polskich marek za granicę - HUSH Warsaw International. Swoje teksty o świadomej konsumpcji i odpowiedzialnej modzie publikuje w Vogue.pl , Noizz.pl czy Deisgn Alive. Dziś wierzy już tylko w obywatelskie nieposłuszeństwo, głosowanie portfelem i w to, że każdy z nas może być zmianą, którą chce zobaczyć w otaczającym świecie. Życiowe motto: bądź głosem, nie echem.

*Aga Kozak jest dziennikarką, coacherką i specjalistką z zakresu wellbeing. Pisze min. dla gazety.pl, Gazety Wyborczej, Wysokich Obcasów. Była Dyrektorka Programowa współtworzonego przez nią Instytutu Dobrego Życia. Dla gazet i magazynów lifestylowych, kulinarnych i podróżniczych pisze głownie o rozwoju i przyjemności, w tym przyjemności z jedzenia. Jest specjalistką od pogłębionych wywiadów, autorką jedynej w Polsce rozmowy z Anthonym Bourdainem. W swojej karierze rozmawiała min. z Brene Brown, Stingiem, Gisele Bundchen. Stworzyła ogólnopolski projekt konferencji “Kobiety wiedzą, co robią”. Jest stałą ekspertką min. Dzień Dobry TVN w zakresie wellbeing. Co miesiąc pisze dla Gazety Wyborczej superpopularny newsletter o seksie.

Więcej o:
Komentarze (12)
"Teraz mówię szmaty, kiedyś mówiłam moda. Upierzesz raz i nie wiesz, co wyciągniesz z tej pralki"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • maciek7408

    Oceniono 10 razy 10

    Ja uważam za to że jestem za biedny żeby inwestować w bylejakość.

  • Gość: N

    Oceniono 7 razy 7

    A ja nigdy nie kupowałam ubrań, bo szkoda mi było pieniędzy (których zwykle nie miałam). Też jestem bohaterką? :D

  • juliette_has

    Oceniono 6 razy 4

    Od paru już lat kupuję ubrania tylko w lumpeksach. Wiele rzeczy, które stamtąd mam są wykonane z wysokogatunkowych tkanin: kaszmir, wełna, jedwab. Sieciówki, a nawet luksusowe marki szyją teraz głównie z poliestru. Te ubrania po kilku praniach nadają się tylko do wyrzucenia, a ich ceny są mocno wygórowane.

  • jack_flash

    Oceniono 4 razy 4

    Od wielu lat Europa wypychała całą wytwórczość, a szczególnie odzieżówkę do Azji, głównie Chin. To co kiedyś było przyzwoitej jakości totalnie się zeszmaciło. Produkcja w Chinach jest niezwykle „brudna” ze skażeniami środowiska nieznanymi w Europie.
    Teraz nagle „postępowa” Europa uświadamia sobie, że od lat wywala kasę na kompletny szmelc z metką europejską. Bo to co teraz nazywa się marka A lub B już dawno jakością i trwałością jej nie przypomina.
    Podobnie pandemia sprawdziła model zaopatrzenia w środki medyczne. Nagle nie ma gdzie zamówić podstawowych artykułów ochrony osobistej dlaczego, bo produkcja była w Chinach, a tam zamknięta zakłady i zapasy użyto na miejscu. W Europie z tego powodu, są dotkliwe braki. Nie ma zakładów produkcyjnych, tylko centrale i dystrybucja firm. Do tego dochodzi jeszcze sprawa leków. Najwięcej komponentów farmaceutycznych produkuje się w Indiach, a tam teraz populacja siedzi w domach. Już niektóre kraje Zachodu, zaczynają skracać okres zaopatrzenia w leki. Jeśli ktoś dostawał jakiś preparat na okres, załóżmy miesiąca, to teraz dostaje tylko na tydzień. Potem musi zamówić jeszcze raz.

  • pat1952

    Oceniono 4 razy 4

    A co z inwestorami żądnymi coraz większych zysków. Reklamy za które i trak płacą klienci są gorszym złem niż wirusy. Atakują cię non stop. Są wszechobecne, działają na podświadomość, kupuj i kupuj. Ile można mieć telewizorów, laptopów, samochodów itp, itd. Niczego już spokojnie nie można pooglądać, najpierw sponsorzy, później ci sami ale ich wyroby, a na koniec oglądałeś dzięki sponsorom. Rzygać się już chce. Najgorsze, ze nie ma jak od tego uciec. Są wszędzie. Odcinek serialu w TV 60 minut , ale reklam w tym 20 minut i o tej samej porze u wszystkich nadawców i te same reklamy.

  • justsaying

    Oceniono 2 razy 2

    Mowi ze edukacja jest jej bronią tymczasem nie potrafi zdania powiedzieć po polsku. Raz mówi o marce i w tym samym zdaniu o brand jakby można było sobie mieszać polski z angielskim.
    Próbujmy pisać po polsku zamiast iść na łatwiznę . To raczej świadczy o słabej znajomosci języka angielskiego bo osoba która dobrze ten jezyk zna potrafi przetłumaczyć na polski żeby to zgrabnie się słuchało i czytało.

  • tradycja_krotkiej_reki

    Oceniono 4 razy 2

    Zastąpienie diety zawierającej mięso dietą bezmięsną jest upierdliwe. Jeżeli trenujesz sporty siłowe i potrzebujesz odpowiedniej podaży białek, to przejście na dietę bezmięsną skutkuje tym, że większość czasu przeżuwasz. Wstrętu do jedzenia można się nabawić.

    Za komunikację zbiorową podziękuję. Podróż trwająca 20 minut samochodem nagle zamienia się w podróż trwającą godzinę z tak wątpliwymi atrakcjami jak obwąchiwanie pasażerów czy marznięcie na przystanku.

    Chociaż pasty do zębów to także i moja osobista irytacja. Bo oprócz plastikowej tubki jest jeszcze papierowy kartonik.

  • pat1952

    Oceniono 1 raz 1

    Dziś nie ma dobrej jakości. Kiedyś np. LEE, czy Wrangler to była jakość. Dziś dno totalne, za to ceny z kosmosu.

  • Gość: Mia

    Oceniono 2 razy 0

    To kobiety szczują na siebie gdy jakaś chodzi ubrana tak, a nie inaczej, niezgodnie z modą. Zawsze sobie wytkną w pracy, na uczelni, w szkole. Dla większości wygląd to podstawa, a jak któraś się wyłamie to dostanie od reszty. Od małego matka uczy córkę jak ma komponować ubrania aby się podobać, aby śledzić trendy. Tak właśnie kobiety się wspierają.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX