"Okres nie jest ani sceną z horroru, ani potopem, ale nie jest też kwiatuszkami i brokatem na majtkach"

- Okazuje się, że kobiety, które zdecydowały się zaryzykować, nie wyobrażają sobie teraz życia bez kubeczków menstruacyjnych. A dla planety to duże odciążenie. 10 lat bez podpasek! - o menstruacji, podpaskach i ekologii rozmawiamy z Kają Rybicką, współzałożycielką polskiej marki ekologicznych produktów do higieny intymnej.

Nasza planeta potrzebuje nas dziś jak nigdy. Oceany i plaże zaśmiecone są plastikiem. Klimat zmienia się radykalnie. Co jednak zrobić, by realnie jej pomóc? W naszym cyklu "Ludzie w klimacie" pokażemy wam inspirujące sylwetki osób, które zmianę zaczęły od siebie i które dziś pokazują nam, co zrobić, żeby lepiej dbać o nasz dom - Ziemię. Na kolejne odcinki cyklu zapraszamy w każdy piątek o 16 na Gazeta.pl.

Kaja RybickaKaja Rybicka Marta Kondrusik

Aga Kozak*: Kiedy się dowiedziałaś, że menstruacja jest tak "nieekologiczna"?

Kaja Rybicka*: Późno. Jeszcze kilka lat temu kompletnie nie byłam świadoma tego, że produkty, których do tej pory używałam - czyli te kupione w zwykłej drogerii - nie są szczególnie łaskawe dla mojego ciała. Po prostu w ogóle się nad tym nie zastanawiałam. No bo kto wtedy interesował się tym, jaki jest skład podpaski? Tym bardziej że naprawdę ciężko było uzyskać te informacje, bo do niedawna po prostu nie było ich na opakowaniach podpasek czy tamponów. Zresztą nie jestem pewna, czy teraz już są.

Wszystkim nam się wydawało, że w składzie większości podpasek czy tamponów jest bawełna. A tak nie było, prawda?

W większości przypadków tak nie jest. Powszechnie dostępne tampony i podpaski są najczęściej wykonane z mieszanki syntetycznych włókien. A nawet jeśli już są bawełniane, to w procesie ich produkcji używa się chloru, by uzyskać ich idealnie biały kolor. Konwencjonalne produkty często są też perfumowane. Jak zaczęliśmy z moim chłopakiem, Markiem, zgłębiać ten temat, okazało się, że można zrobić zdrowszą alternatywę z dosłownie jednego składnika, która będzie mogła mieć skład bez obciachu wypisany na opakowaniu: 100 proc. bawełny. Da się.

Jeśli tradycyjne podpaski nie mają na ogół w składzie bawełny, tylko plastik, to czy one się rozkładają?

Kiedyś pewnie się rozłożą, ale ten proces zajmie mnóstwo czasu. Nawet jeśli jest w nich faktycznie jakaś część bawełny, to ona się rozłoży w kilkanaście miesięcy, ale cała reszta: syntetyczne powłoczki chroniące przed przeciekaniem, sztuczny jedwab, chemiczne substancje pochłaniające wilgoć i foliowe opakowania, pozostanie. Warto sobie z tego zdać sprawę: jeśli wybierzemy produkt, którego skład budzi zastrzeżenia albo jest po prostu nieznany, to 10 tysięcy sztuk naszych śmieci - bo tyle przeciętnie kobieta zużywa podpasek podczas życia - będzie gdzieś zalegać. To naprawdę wielka góra odpadków...

Myślę ze zgrozą o tych śmieciach, ale myślę też o tym, że owe wychlorowane powierzchnie i ten plastik dotykają szalenie delikatnych stref naszego ciała i wcale nam nie służą.

Pochwa jest miejscem, które jest jedną z najbardziej chłonnych części ciała, podobnie jak np. jama ustna. Analogia jest prosta: tak samo, jak nie włożyłybyśmy chloru, plastiku czy jakichś innych toksycznych rzeczy do ust, tak samo powinnyśmy postępować z pochwą i środkami do higieny intymnej. Przez kilkadziesiąt lat naszego życia, cyklicznie, co miesiąc używamy czegoś, co może być dla nas albo niedobre, albo w porządku. Ale ponieważ nie rozmawiamy o tym, nie mówi się o tym głośno, to często nie wiemy, czym może to skutkować. Nie wiemy też, że mamy zdrowszą alternatywę.

To dlatego, że temat menstruacji w ogóle jest ukrywany?

Tradycyjnie podejmujemy go ze sobą w zaciszu łazienki. To, co najpierw zauważyliśmy z Markiem, gdy przyglądaliśmy się rynkowi produktów intymnych, to oczywiście to, że jest potrzebna generalna rewolucja, jeśli chodzi o skład samych produktów. Ale zaraz potem zobaczyliśmy, że to się nie zadzieje bez zmiany komunikacji wokół menstruacji. Bo ta do niedawna była po prostu beznadziejna: zarówno jeśli chodzi o komunikację słowną, jak i graficzną.

Co z nią nie tak?

Ta proponowana jeszcze parę lat temu przez wiodących producentów była bardzo infantylna i w ogóle nie bezpośrednia. Krew zastępowało się niebieskim płynem - zresztą chyba to nadal się dzieje. Na opakowaniach podpasek były jakieś perełki, motylki, które nie mają absolutnie nic wspólnego z okresem. Kiedy się je kupowało, od razu chciało się je ukryć pod wziętym dla niepoznaki szamponem czy paczką chusteczek. A napędzały to dodatkowo reklamy, które głosiły, że np. tampon jest lepszym rozwiązaniem niż podpaska, bo możesz go łatwiej schować do kieszeni i koleżanki w szkole nie zobaczą, że masz okres.

Bo okres to wstyd.

Tak to właśnie było w komunikacji traktowane, co powodowało, że tak naprawdę tabu wokół okresu jeszcze bardziej narastało. Postawiliśmy sobie za cel, że otworzymy społeczeństwo, właśnie mówiąc o menstruacji wprost. Jeśli będziemy potrafili na ten temat normalnie rozmawiać, to da nam szansę, by rozmawiać o ekologii - lub nie! - produktów do higieny intymnej.

Your KayaYour Kaya Kaja Rybicka

Co dokładnie chcieliście osiągnąć tą komunikacją?

Pokazać, że okres nie jest ani sceną z horroru, ani czerwonym potopem, ale też nie jest tymi kwiatuszkami i brokatem na majtkach, jak próbują nam wmówić wielcy producenci i kultura.

Na waszych reklamach pojawia się właśnie nie niebieska, lecz czerwona ciecz. To wzbudza kontrowersje.

I to jakie! Nasze kampanie mało kogo pozostawiają obojętnym: albo bardzo się podobają, albo powodują oburzenie. I to mimo tego, że przedstawiają temat w estetyczny, łagodny sposób i mają przyjemny wydźwięk, który nam kojarzy się z kobiecą solidarnością i siłą. Spora grupa kobiet - i mężczyzn pewnie też, ale wśród komentujących nasze posty osób nie ma ich zbyt wielu - nadal uważa, że menstruacja to coś, o czym nie powinno się rozmawiać. Łatwiej udawać, że wcale nie miesiączkujemy co miesiąc i ukrywać, że np. gorzej się z tego powodu czujemy. Przez takie podejście to tabu często nadal przechodzi z pokolenia na pokolenie, co skutkuje tym, że młode dziewczyny są zaskoczone i nie wiedzą, co dzieje się z ich ciałem, gdy zaskoczy je pierwsza miesiączka. A my tylko chcemy pokazać, że okres jest czymś naturalnym. I to też jest w pewien sposób ekologiczne podejście.

To wszystko to jest też proces dla nas. Nie będę ściemniać, że od samego początku byliśmy superświadomi, jeśli chodzi o ekologię - cały czas uczymy się czegoś nowego, znajdujemy nowe rozwiązania, wprowadzamy je u siebie, i dzielimy się tym od razu ze społecznością, którą udało nam się zbudować. Pamiętam moment, kiedy się nagle tym wszystkim bardzo przejęłam, taki, który otworzył mi oczy.

Opowiedz.

Może najpierw wyjaśnię, że na pomysł tego, żeby zająć się produktami do higieny intymnej, wpadliśmy z Markiem po tym, jak ustaliliśmy, że chcielibyśmy znaleźć coś, na co można by mieć subskrypcję. A umówmy się, że tampony i podpaski w ten model wpisują się idealnie – potrzebujemy ich co miesiąc.

Zaczęliśmy research. I Marek nagle się dokopał do wiedzy, która chyba nim wstrząsnęła. Pewnego dnia zapytał: "Kaja, a czy ty właściwie wiesz, z czego się składają tampony, których używasz?". Jak się okazało - nie wiedziałam. Zaczęliśmy działać. Okazało się, że z naszymi ideałami, misją i transparentnością wstrzeliliśmy się w odpowiedni czas. Bo dwa i pół roku temu wiedza o składzie produktów higienicznych była jeszcze mocno ukryta, ale nagle ten temat się rozkręcił, zaczęło być o tym głośno. Duże firmy troszkę bardziej zaczęły komunikować skład swoich produktów, podając chociaż bardzo ogólnie i opisowo, że korzystają z materiałów syntetycznych - to już zawsze coś. A konsumentki, które przeczytały, co było w ich tamponach, zaczęły zwracać uwagę na to co kupują: żeby było zdrowo dla nich i dla planety.

Chlorowane tampony i plastikowe powłoczki podpasek mogą powodować otarcia, odparzenia, alergie. A my o tym nie mówimy, na ogół nawet nie wspominamy lekarzowi, bo przecież u nas nie rozmawia się o tym, że ma się jakiś problem związany z "tą" częścią ciała. Bywa, że przez to milczenie wokół menstruacji nie są diagnozowane różne choroby i schorzenia, takie jak np. poważna endometrioza. Podejrzewam, że prawie wszystkie przez te lata miałyśmy w mniejszym lub w większym stopniu jakieś podrażnienia, ale uważałyśmy, że po prostu "tak ma być". Że jakoś to przeżyjemy - te parę dni w miesiącu. A przecież nie musimy - a nawet nie powinnyśmy - cierpieć!

Czy odpowiedzią jest tu faktycznie bawełna?

Tak i to możliwie jak najczystsza. Dobrze, żeby korzystać tylko z tej organicznej, np. certyfikowanej przez GOTS, która spełnia wszystkie nasze oczekiwania. Jest nie tylko zdrowa i bezpieczna dla ciała, łaskawa dla środowiska, lecz także świetnie wchłania. Bo powiedzmy sobie szczerze: podczas miesiączki naprawdę liczy się funkcjonalność produktów, z których korzystamy.

Nauczyliście się o ekologii czegoś, czego się nie spodziewaliście?

Wielu rzeczy! Choćby tego, że czarno-białe wydruki są bardziej przyjazne środowisku. Że opakowania produktów nie muszą mieć tysiąca uszlachetnień, które utrudniają ich dalsze przetwarzanie, by były przyjemne dla oka. Że istnieją nietoksyczne, rozpuszczalne w wodzie wypełniacze do paczek, które w pełni chronią umieszczone w nich produkty, a równocześnie nie pozostawiają po sobie żadnego śladu. Wypuściliśmy też jakiś czas temu do sprzedaży książeczkę "Witaj w klubie", którą napisała dla nas Paulina Pomaska współtworząca naszego bloga. To pozycja dla dorastających dziewczyn i ich rodziców - bardzo szczery przewodnik po dorastaniu, o którego przeczytaniu przed pierwszą miesiączką marzyła chyba każda z nas. Podczas jej wydawania nauczyliśmy się wiele o bardziej ekologicznych metodach druku. Z pomocą przyszła nam Areta Szpura, która sama wydała tak swoją książkę, która jest absolutną skarbnicą wiedzy z zakresu ekologii.

Your KayaYour Kaya Kaja Rybicka

To stąd wziął się pomysł na oszczędny druk na waszych produktach?

Po dwóch latach naszej działalności wiedzieliśmy już, że minimalizm się liczy nie tylko, jeśli chodzi o skład produktów, lecz także całą "otoczkę", która ma niemały wpływ na środowisko. Liczą się więc też druk, opakowania, wypełniacze. Nasze opakowania to najzwyklejszy karton, który nie ma żadnej folii ani innych uszlachetnień, które by sprawiały, że byłyby "śliczne", bo by miały złote literki albo jakieś inne cuda, ale nie nadawałyby się do recyklingu. Jest zwykły, ale za to z certyfikatem FSC, który gwarantuje, że drewno, z którego jest zrobiony, pochodzi z odpowiedzialnych źródeł.

Czyli?

Na przykład nie pochodzi z nielegalnej wycinki albo z lasów, w których jakieś szczególne walory przyrodnicze są zagrożone. Zrezygnowaliśmy z kolorów, a kartoniki się w pełni recyklingują - wracają do obiegu. Można też wykorzystać je ponownie. Zamówić u nas samo uzupełnienie tamponów lub podpasek, które wtedy wysyłamy bez kartonika.

I jak to działa?

Nie wysyłamy np. za każdym razem tamponów w kartoniku, tylko luzem albo w zwykłych papierowych woreczkach, żeby ktoś sobie mógł przesypać do pudełka, które mu zostało z poprzedniej przesyłki. Skoro już mówimy o certyfikatach, to ów certyfikat GOTS, o którym już wyżej wspominałam, gwarantuje nie tylko to, że jest ona hodowana bez użycia pestycydów i sztucznych nawozów i nie jest chlorowana, tylko dezynfekowana zwykłą wodą utlenioną. Dzięki temu, że nie ma w niej żadnych syntetycznych dodatków to rozkłada się w maksymalnie 9-12 miesięcy. Ten certyfikat zabezpiecza też ludzi, którzy pracują przy plantacji bawełny i przy jej późniejszej obróbce, a przecież to ważne.

Ale wasze tampony są owinięte w plastik, podobnie podpaski!

No właśnie nie! Owijki wszystkich naszych produktów zrobione są z biopolimeru naturalnego pochodzenia, co sprawia, że są w pełni biodegradowalne i kompostowalne. Sami byliśmy w szoku, kiedy udało nam się kilka miesięcy temu zamienić owijki tamponów z takich zwykłych plastikowych na te roślinne, a z wyglądu nie różniły się one prawie niczym. Naprawdę nie mogłam w to sama uwierzyć, bo faktycznie wygląda jak plastik i ma takie same właściwości, tylko że jest wykonane z całkowicie odnawialnego surowca, dzięki czemu szybko się rozkłada. Te owijki można wrzucić do kosza na bioodpady lub do domowego kompostownika.

Przepraszam, co? Tę przezroczystą owijkę? Do kompostu?

Tak! Super, co? I z niej się potem zrobi wartościowy nawóz. A nawet jeśli to trafi do oceanu czy na plażę, co jest najgorszym scenariuszem, ale i takie trzeba przyjąć - to się rozpuści w słonej wodzie albo zakopana w piasku. Pojawia się coraz więcej takich rozwiązań, zastępników.

Zagnę cię na jednej rzeczy: ponieważ swoje produkty wysyłacie kurierem, powstaje ślad węglowy.

Ten ślad węglowy "opłacamy" innymi rozwiązaniami ekologicznymi, których jest u nas coraz więcej. A niezależnie od tego z jakiej firmy kurierskiej aktualnie korzystamy, to wybieramy tę opcję, która pozwala nam dopłacić za zmniejszenie śladu węglowego generowanego przez transport.

Wśród produktów do higieny intymnej jeden jest szczególnym ekologicznym hitem.

Tak, jest jeden produkt, który wystarcza nawet na 10 lat regularnego używania. Wydaje się nieprawdopodobne, co? To kubeczek menstruacyjny. Do jakichś dwóch lat wstecz w Polsce był praktycznie niewidoczny, mimo że w Stanach kobiety z niego korzystają od ładnych kilkunastu lat, jeśli nie dłużej. Ale jak już zaistniał na naszym rynku, to faktycznie szybko znalazł grono wiernych fanek.

Dużo kobiet podchodzi do niego z rezerwą.

Zgadza się, również dlatego, że na początku, "w ciemno" wydaje się na niego kilkadziesiąt złotych. Ale potem okazuje się, że kobiety, które zdecydowały się zaryzykować, nie wyobrażają sobie bez niego życia. A dla planety to duże odciążenie. 10 lat bez podpasek!

Your KayaYour Kaya Kaja Rybicka

Czy takie ekologiczne nastawienie przekłada się na twoje życie prywatne?

Tak, zmiany przeprowadzam też we własnym życiu, ale bardziej ewolucyjnie niż rewolucyjnie. U mnie od zawsze lepiej działała metoda małych kroczków: zdobywam wiedzę, patrzę, co mogę sama wprowadzić i od czego warto zacząć. Z każdym dniem to się staje coraz bardziej intuicyjne i przestaje być wyzwaniem. Najpierw przestałam korzystać z plastikowych reklamówek. A pamiętam dobrze, że jak chodziłam 10 lat temu z mamą na zakupy, to potrafiłam wziąć dwie cytryny do jednego woreczka, i trzy marchewki do drugiego... A teraz jak widzę podobne zachowanie w sklepie, to mam ochotę wyrwać ludziom te foliowe woreczki i na nich nakrzyczeć, bo to taka mała rzecz, a tak ważna dla nas, no i po wszystkich kampaniach informacyjnych chyba wszyscy już o niej wiemy. Z tego naprawdę łatwo zrezygnować! Ja nie widzę w swoim życiu jakichś spektakularnych zmian, bo one zaszły w tak naturalny sposób, tak, że nawet nie zauważyłam, że jest jakoś inaczej. Po prostu są to zmiany, które są ze mną na co dzień.

Czyli?

Zawsze pamiętam o wielorazowych woreczkach na zakupy, które kiedyś dostałam w prezencie, o własnym kubku na kawę. Oczywiście nadal zdarza mi się kupić w sieciówkach coś, co mi się szalenie spodoba, ale od wielu lat staram się raczej kupować ubrania mniejszych, najchętniej polskich marek. Nie tylko ze względu na to, że to jest bliższe zasadzie "zero kilometrów", lecz także dlatego, że w ten sposób po prostu wiem, że realnie wspieram biznes konkretnej osoby, a to miłe uczucie. Warzywa i owoce kupuję częściej od lokalnych dostawców albo z warzywniaka na rogu niż w supermarketach.

Dla nas takie myślenie długofalowe, żeby wprowadzić coś, co będzie się sprawdzało i za 10 lat, jest fajne. Jak się wejdzie jedną nogą w takie myślenie, wyedukuje i nabierze świadomości, to później ciężko jest tego nie stosować w życiu. Widzę, że podobnie mają nasi odbiorcy. To daje radość. I działa zawsze w dwie strony.

To znaczy?

Ktoś podłapie coś od nas, my podłapiemy coś od kogoś: robi się taki przyjemny łańcuszek osób, które po prostu wzajemnie się napędzają do dobrego działania i wprowadzają zmiany. Tak można uratować planetę.

***

Kaja Rybicka jest współzałożycielką polskiej marki ekologicznych produktów do higieny intymnej Your KAYA, którą prowadzi razem ze swoim życiowym partnerem Markiem Gutem.

*Aga Kozak jest dziennikarką, coacherką i specjalistką z zakresu wellbeing. Pisze m.in. dla gazety.pl, "Gazety Wyborczej", "Wysokich Obcasów". Była Dyrektorka Programowa współtworzonego przez nią Instytutu Dobrego Życia. Dla gazet i magazynów lifestylowych, kulinarnych i podróżniczych pisze głownie o rozwoju i przyjemności, w tym przyjemności z jedzenia. Jest specjalistką od pogłębionych wywiadów, autorką jedynej w Polsce rozmowy z Anthonym Bourdainem. W swojej karierze rozmawiała min. z Brene Brown, Stingiem, Gisele Bundchen. Stworzyła ogólnopolski projekt konferencji "Kobiety wiedzą, co robią". Jest stałą ekspertką min. Dzień Dobry TVN w zakresie wellbeing. Co miesiąc pisze dla "Gazety Wyborczej" superpopularny newsletter o seksie.

Weź udział w dyskusji:
"Okres nie jest ani sceną z horroru, ani potopem, ale nie jest też kwiatuszkami i brokatem na majtkach"
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl