"Jeśli będziemy żyć beztrosko, myśląc jedynie o własnej przyjemności, jutra rzeczywiście nie będzie"

- Jak mamy skutecznie chronić coś, czego nie znamy? Dlatego uważam, że tak ważne jest przebywanie w naturze, uczenie się jej, doświadczanie i obserwowanie - rozmawiamy z podróżniczką Magdą Bębenek, która zachęca do powrotu do natury oraz autentycznego i zaangażowanego życia.

Nasza planeta potrzebuje nas dziś jak nigdy. Oceany i plaże zaśmiecone są plastikiem. Klimat zmienia się radykalnie. Co jednak zrobić, by realnie jej pomóc? W naszym cyklu "Ludzie w klimacie" pokażemy wam inspirujące sylwetki osób, które zmianę zaczęły od siebie i które dziś pokazują nam, co zrobić, żeby lepiej dbać o nasz dom - Ziemię. Na kolejne odcinki cyklu zapraszamy w każdy piątek o 16 na Gazeta.pl.

Magda BębenekMagda Bębenek Magda Bębenek, Marta Kondrusik

Aga Kozak*: Co jest takiego pociągającego w Puszczy Knyszyńskiej, że akurat tam postanowiłaś osiąść?

Magda Bębenek*: W to miejsce skierowały nas, czyli mnie i Piotra Horzelę, różne zbiegi okoliczności. Od kiedy wpadliśmy na pomysł, żeby na chwilę się wynieść do lasu, myśleliśmy o Podlasiu. Gdy mieszkałam na Hawajach i miałam kontakt z rdzenną społecznością, nasłuchałam się dużo o ziemi przodków. Zaczęłam się wtedy zastanawiać: "A ziemia moich przodków to gdzie jest?". Zdałam sobie sprawę, że lepiej znam wiele miejsc daleko na świecie niż swoją własną ojczyznę. Po powrocie poczułam, że chciałabym mieszkać na północnym-wschodzie kraju.

Musiałaś pojechać na Hawaje, żeby zatęsknić za Polską?

Tak, dopiero w trakcie tego wyjazdu poczułam, że chciałabym tutaj mieć jakąś bazę i budować sobie życie - wcześniej nie czułam się z Polską za bardzo związana. Zaczęły do mnie przychodzić wizje życia w małym drewnianym domku, nad rzeką, w lesie. Kiedy poznałam Piotrka...

...czyli drugą połowę projektu "Las w nas"...

Okazało się, że on bardzo lubi Podlasie. Pojawił się pomysł przeprowadzki. Nie chcieliśmy mieszkać blisko konfliktu wokoło Puszczy Białowieskiej, żeby się do tego nie mieszać - chcieliśmy skupić się na zachęcaniu ludzi do spędzania czasu w naturze, edukować, szczególnie Piotrek, bo z wykształcenia jest przyrodnikiem. Ja natomiast skupiłam się na opowiadaniu o szeroko rozumianej ekologii, zaangażowaniu w ważne dla nas kwestie i powrocie do natury.

Wiedziałaś, jak to jest mieszkać w lesie?

Wychowałam się w Warszawie, więc nie miałam takich doświadczeń. Piotrek natomiast wychował się w leśniczówce na Pomorzu. On po latach podróży i życia w mieście zatęsknił do lasu, a ja po swoich podróżach i życiu w mieście po raz pierwszy poczułam, że chciałabym w nim mieszkać.

Nie bałaś się?

A czego? Bardzo często dla ludzi z miasta, którzy żyją w systemie pracy "od do", takie wyrwanie się i wyjechanie w przysłowiowe Bieszczady jest jakimś aktem odwagi albo symbolem wielkiej transformacji życia. Kiedy ludzie mówili, że "to takie odważne", albo "o, jaka zmiana" odpowiadaliśmy, że właściwie to nie, to nic szczególnego. Po prostu teraz chwilę będziemy mieszkać w lesie, ot, kolejna podróż. Poza tym w naszym kraju, który w prawie 30 proc. pokryty jest lasem, ludzi, którzy żyją w lesie lub na jego obrzeżach są przecież miliony. Opowieść o "Las w nas" [projekt przyrodniczo-edukacyjny, znajdziecie go na Instagramie - przyp. red.] jest więc dla jednych czymś wyjątkowym, a dla innych niczym szczególnym, bo oni albo ich rodziny mieszkają tak od pokoleń.

Wy jednak tym, którzy w lesie nie mieszkali i nie mieszkają, daliście do niego dostęp przez swoje media społecznościowe.

I to czasem w bardzo dosłowny sposób: na przykład kilka tygodni temu robiliśmy live z lasu sprzed aktywnej nory borsuczej i obserwowaliśmy borsuczą rodzinę. Innym razem wzięliśmy ludzi na spacer na łąkę i mogliśmy im na żywo pokazać lisa, sarny i jelenie.

No dobra, to co można robić, mieszkając w lesie, oprócz pisania i live’ów z borsuczej nory?

Można wszystko - jest, że tak powiem, cały las możliwości. Przede wszystkim można obserwować i nieustannie się czegoś uczyć. A do tego nigdy nie brakuje inspiracji, które można posłać dalej w świat, w stylu filmów, które zaczęłam publikować na kanale "Wracamy do natury". Obejrzeć na nim można wywiady z ciekawymi ludźmi, np. lokalną zielarką Agnieszką Prymaką na temat oksydowania własnej herbaty z liści drzew i krzewów.

Magda BębenekMagda Bębenek archiwum prywatne

Oksydowania?

Jak wyjaśnia Aga, proces jest błędnie nazywany fermentacją. Zbierasz liście, rozdrabniasz je w palcach, wystawiasz w zakręconym słoiku na ciepło: albo na słońce, albo do zmywarki, albo do nagrzanego samochodu.

Słucham?

Tak, tak, nagrzanego samochodu - na kilka godzin. Potem wyjmujesz, wysypujesz, suszysz i w ten sposób uzyskujesz materiał a la herbaciany. Można to robić z przeróżnych gatunków roślin i Agnieszka, zresztą bohaterka jednego z rozdziałów mojej nowej książki, robi tych herbat kilkadziesiąt rodzajów. W ramach tego cyklu rozmawiałam też np. z współzałożycielką pierwszego leśnego przedszkola w Polsce, które powstało koło Białegostoku czy z psychodietetyczką na temat tego, na ile naturalne jest nasze jedzenie.

Ta natura jest dla ciebie ważna.

Tak, coraz bardziej. Z jednej strony doświadczam, jak niesamowicie ważne jest przebywanie w niej na co dzień, a z drugiej strony widzę, jak możemy zapraszać ją do każdego aspektu naszego codziennego życia: czy mówimy o jedzeniu, sposobie komunikacji czy materiałach, którymi się otaczamy.

Jakieś nieoczywiste wspomnienie z czasu w puszczy?

Był taki moment, np. w zeszłym roku, gdy miałam urodzaj ogórków. Nie miałam zbytnio warunków do robienia przetworów, nie nadążałam ich rozdawać, więc zaczęłam je pić.

Pić ogórki?

Wychodziłam rano, zrywałam pięć ogórków i natkę pietruszki z grządki, dodawałam trochę miodu, sok z cytryny, blendowałam i z takim napojem szłam na boso drogą szutrową nad rzekę. Tęsknię za tym. Syciłam się takimi momentami i jeszcze bardziej zakochiwałam w świecie. Myślę, że działania prośrodowiskowe będą mądrzejsze w momencie, kiedy z jednej strony pokochamy to, co mamy dookoła siebie, a z drugiej strony - zrozumiemy. W końcu jak mamy skutecznie chronić coś, czego nie znamy? Dlatego uważam, że tak ważne jest przebywanie w naturze, uczenie się jej, doświadczanie i obserwowanie.

A to podejście przyplątało ci się na Hawajach?

Nie wiem, być może. Pod wieloma względami był to dla mnie ważny wyjazd. Trafiłam tam wiedziona marzeniem: w 2013 roku, chwilę przed wydaniem mojej pierwszej książki, trafiłam w internecie na Alison Teal - dziewczynę, w której się zakochałam. Jest aktywistką, surferką, modelką, podróżniczką, przygodniczką - kiedy byłam dzieckiem, marzyłam o takim życiu. W jednym ze swoich filmików opowiadała o swoim dzieciństwie i rodzicach: podróżnikach, joginach, fotografach, dziennikarzach podróżniczych, przewodnikach. Pomyślałam, że byłoby super kiedyś z tymi ludźmi spędzić trochę czasu i się od nich pouczyć.

Dwa tygodnie później okazało się, że szukają wolontariuszy do swojego ośrodka na wyspie Hawai’i. Po kilku mailach i dwóch rozmowach na Skype w grudniu 2014 r. wylądowaliśmy z ówczesnym chłopakiem u rodziców Alison. I pewnego dnia w trakcie zakupów spożywczych zobaczyłam plakat o wydarzeniu organizowanym przez grupę Hawajczyków w temacie Malama Aina, czyli troski o ziemię. Pojechałam na nie i tak zaczęłam odkrywać lokalne środowisko rdzennych Hawajczyków i ich sprzymierzeńców, którzy działają na rzecz ekosystemu i swojej społeczności. Młodzi Hawajczycy - podobnie jak przedstawiciele innych nacji rdzennych - z coraz większą siłą wracają do mądrości i tradycji swoich przodków. A te niosą lekcje, które mogą być niezwykle wartościowe również dla nas, wśród których przekaz rdzenny się nie zachował w żadnym znaczącym stopniu. Można jednak założyć, że byłby podobny do tego, który mają Hawajczycy czy chociażby Sami na północy Europy.

Jedną z koncepcji, którą poznałam na Hawajach i która miała na mnie wielki wpływ, jest kuleana, którą rozumiem jako przywilej i obowiązek zarazem. W najszerszym ujęciu podchodzę do niej tak: skoro jestem zdrową, białą Europejką i korzystam z wielu przywilejów, które z tego faktu wynikają, to rozpoznaję, że mam obowiązek działać na rzecz tych, którzy ich nie mają. Zarówno ludzi, jak i reszty świata przyrody.

Magda BębenekMagda Bębenek archiwum prywatne

Czy powiedziałabyś, że kultura hawajska jest naturocentryczna?

Niekoniecznie. Wydaje mi się, że stawianie natury w centrum buduje równocześnie rozdział człowiek versus natura, a człowiek jest przecież częścią natury. Czasem w dyskursie ekoaktywistycznym pojawiają się stwierdzenia w stylu "człowiek jest szkodnikiem natury", a to przecież nie tak... W naszym kręgu kulturowym po prostu zapomnieliśmy, jaką mamy rolę: opiekunów i opiekunek planety, którzy żyją w harmonii i symbiozie z resztą przyrody.

Czyli nie jesteśmy z natury źli i chciwi?

Jestem przekonana, że nie. Równocześnie żyjemy w systemach, w które wpisane są poczucie braku, rywalizacja czy dominacja. Systemy rdzenne zaprojektowane są dookoła naszego połączenia z Ziemią, jesteśmy w nich równorzędni ze skałą, świerkiem czy jastrzębiem. Głęboko poruszyła mnie koncepcja siedmiu pokoleń, z którą pierwszy raz spotkałam się na Hawajach, choć z nich nie pochodzi. Jest dla mnie kompleksową definicją prawdziwego zrównoważenia. Mówi o tym, by patrzeć na mądrość, która płynie do nas od siedmiu poprzednich pokoleń i uczula, żeby brać pod uwagę, jaki wpływ nasze obecne decyzje i działania będą miały na świat następnych siedmiu pokoleń. Kiedy mamy taką perspektywę czternastu pokoleń, to hasła w stylu yolo, czyli you only live once, nabierają nowego znaczenia. Kiedyś myślałam, że o to właśnie chodzi: spełniaj marzenia, żyj z pasją, szukaj swojego szczęścia! I nadal w to wierzę, jednak w nierozerwalnym połączeniu tego, jak nasze działanie wpływa na innych ludzi i resztę środowiska naturalnego. Jeśli będziemy bowiem żyć beztrosko, myśląc jedynie o własnej przyjemności, tego jutra rzeczywiście nie będzie - jeśli nie dla nas, to na pewno nie dla następnych pokoleń.

Ta koncepcja ma jeszcze jeden ciekawy twist!

A właściwie dwa: jeden jest taki, że gdy mówimy o przodkach, to nie mówimy tylko o MOICH dziadkach, prababciach etc., tylko obejmujemy tym całą ludzkość - również ludzi, których nigdy w życiu nie spotkamy. Po drugie: naszymi przodkami i potomkami są nie tylko ludzie, lecz także wszystkie pozostałe elementy świata przyrody: rośliny, zwierzęta, żywioły czy minerały. Jak więc możemy się od nich wszystkich uczyć i o nich wszystkich zadbać?

W swojej nowej książce z serii "Polka potrafi", pt. "Świat naszych marzeń" przedstawiasz szereg bohaterek, które żyją w pewien sposób ekologicznie.

Przedstawiam w niej czternaście różnorodnych bohaterek, więc nie jest to książka stricte ekologiczna w znaczeniu poruszania samych treści związanych z bezpośrednim działaniem na rzecz środowiska naturalnego. Kobiety, z którymi rozmawiam spełniają marzenia o świecie, w którym chciałyby żyć - na różnych jego polach. Są wśród nich nie tylko zielarka czy osoba zajmująca się rolnictwem ekologicznym, lecz także np. kobieta działająca na rzecz osób wykluczonych społecznie, znajome prowadzące wspólny biznes w odpowiedzialny sposób czy osoba działająca na rzecz edukacji alternatywnej. To wszystko uważam za działania proekologiczne. Zależało mi na pokazaniu wielu różnych obszarów, w które możemy się zaangażować, a całość składa się na książkę, której sama bardzo potrzebowałam kilka lat temu.

To znaczy?

Kiedy zdobywałam wiedzę na tematy, którymi się obecnie dzielę i szukałam sposobów na to, by żyć bardziej świadomie i odpowiedzialnie w kontekście przyrody i społeczeństwa globalnego, często błądziłam lub po prostu było mi ciężko, ponieważ czułam się z tym wszystkim sama. Nie miałam w swoim otoczeniu osób, które żywo się tymi tematami interesowały, nie były to też kwestie poruszane w mediach masowych jak teraz. W pewien sposób musiało "umrzeć" moje ówczesne rozumienie świata i sposób, w jaki się po nim poruszałam, a później przez długi czas błądziłam, borykając się z bardzo intensywnymi stanami emocjonalnymi i nieznajomością alternatyw dla świata, który znałam. Wiem, że wiele osób przechodzi podobny proces i to między innymi dla nich napisałam tę książkę.

To kim są twoje bohaterki?

Są wśród nich np. Ewa Smuk-Stratenwerth, która w latach 90. współtworzyła akcję "Rodzić po ludzku", a obecnie współprowadzi m.in. Ekologiczny Uniwersytet Ludowy, w ramach którego można uczyć się rolnictwa ekologicznego. Z jedzeniem związana jest też historia Ani Różyk i Oli Budzowskiej, założycielek firmy Helpa, która sprzedaje ekologiczne kaszki dla dzieci z pradawnych odmian polskich zbóż. W zupełnie inne obszary zapuszczamy się z Anią Książek, która wraz ze swoim partnerem jeździ po świecie, zbierając historie tzw. "światozmieniaczy", którzy prowadzą projekty ekologiczne i społeczne w swoich społecznościach. Rozmawiamy o tym, jak - wbrew pozorom - niewiele tak naprawdę potrzeba zasobów, żeby wprowadzić realną zmianę. Tak na marginesie: często nam się wydaje, ze żeby zmienić świat, do danej idei trzeba przekonać wszystkich innych albo przynajmniej większość ludzi.

A tak nie jest?

Badania pokazują, że wystarczy 3,5 procent społeczności zaangażowanej w pokojowe działanie, a możemy doprowadzić do konkretnych zmian politycznych.

Magda BębenekMagda Bębenek archiwum prywatne

Tylko?

Nieintuicyjne, prawda? Podobnie jak wcale nie potrzeba tłumów, żeby coś się zmieniło, nie potrzebujemy do tego wielkich ilości pieniędzy, a przekonanie to zdaje się być dla wielu główną przeszkodą w działaniu. Kolejną z bohaterek jest Ola Bystry, która zajmuje się obecnie propagowaniem roślinnego barwienia tkanin, z którą rozmawiamy m.in. o kreatywności i wartości powolnego, dogłębnego wprowadzania zmian. W książce wypowiada się też Ania Wilczyńska, założycielka bloga Islamista, z którą skupiamy się na potrzebie dialogu i merytorycznych dyskusji w oparciu o pracę jej i jej męża. Z Judytą Sową rozmawiamy m.in. o tym, jak działa biznes pomocowy, czego świadomość jest kluczowa, jeśli nie chcemy robić więcej szkody niż pożytku naszymi dobrymi intencjami. Z kolei Agata Spała opowiada o swojej działalności na rzecz oswajania niepełnosprawności i przeciwdziałaniu wykluczeniom społecznym.

Z kilkoma bohaterkami poruszamy też kwestię tego, jak ważny jest język, którym operujemy i opisujemy świat. Często obserwuję, jak łatwo popadamy w przekonanie, że jest okej kogoś znieważać lub dehumanizować w imię własnych ideałów, tłumacząc sobie, że w końcu "walczymy o klimat!", "walczymy o prawa zwierząt". Nie godzę się na to i nie wspieram działań przesiąkniętych narracją wojenną i poszukiwaniem wroga. To niezwykle piękna i ważna lekcja, którą odebrałam na Hawajach: nie jest ważne tylko CO i DLACZEGO chronimy, lecz także JAK to robimy. Jeśli bowiem chcemy bardziej empatycznego świata, w którym mamy szacunek do drugiej istoty, to nie możemy tego osiągnąć, ubliżając komukolwiek czy wyrażając się o nim lub o niej agresywnie. Korzystając z tych samych narzędzi, które zbudowały problem, nie zbudujemy nic nowego. Na wątku tym skupiam się m.in. z Maggie Olkuską, operatorką kamery, która opowiada o swojej podróży z bycia na NIE, czyli walki z kimś lub czymś, do bycia na TAK, czyli troski i wspierania czegoś.

Chodzi ci o to, że inaczej podchodzimy do czegoś, gdy metaforycznie "idziemy na wojnę" z czymś, a inaczej, kiedy mówimy o jakie wartości chcemy się troszczyć?

Wystarczy zrobić mały eksperyment: usiądź i powiedz z przekonaniem, że będziesz walczyć o środowisko naturalne, a chwilę później z pełnym przekonaniem powiedz, że będziesz się o nie troszczyć. Czujesz różnicę w ciele, emocjach i nastawieniu? To teraz zastanów się: który z tych stanów jest bliższy światu, o którym marzysz?

***

*Magda Bębenek to podróżniczka, inicjatorka projektów społecznych i ekologicznych, autorka i wydawczyni książek z serii "Polka potrafi". Promuje ideę szeroko rozumianego powrotu do natury oraz autentycznego i zaangażowanego życia. Współprowadzi projekt przyrodniczo-edukacyjny "Las w Nas", nominowany przez National Geographic Polska do nagrody Travelerów 2019 w kategorii "Społeczna inicjatywa roku". Ambasadorka Przedsiębiorczości Kobiet 2014, laureatka plebiscytu Dziewczyny Roku Glamour 2018. W marcu ukazała się jej trzecia książka, "Świat naszych marzeń".

*Aga Kozak jest dziennikarką, coacherką i specjalistką z zakresu wellbeing. Pisze m.in. dla gazety.pl, "Gazety Wyborczej", "Wysokich Obcasów". Była Dyrektorka Programowa współtworzonego przez nią Instytutu Dobrego Życia. Dla gazet i magazynów lifestylowych, kulinarnych i podróżniczych pisze głownie o rozwoju i przyjemności, w tym przyjemności z jedzenia. Jest specjalistką od pogłębionych wywiadów, autorką jedynej w Polsce rozmowy z Anthonym Bourdainem. W swojej karierze rozmawiała min. z Brene Brown, Stingiem, Gisele Bundchen. Stworzyła ogólnopolski projekt konferencji "Kobiety wiedzą, co robią". Jest stałą ekspertką min. Dzień Dobry TVN w zakresie wellbeing. Co miesiąc pisze dla "Gazety Wyborczej" superpopularny newsletter o seksie