Obawiał się, że ma koronawirusa. Z tego powodu szedł do domu pieszo przez trzy dni

Alixson Mangundok wrócił do rodzinnej Malezji z Japonii, w której pracuje od kilkunastu lat. Na lotnisku pojawiło się jednak podejrzenie, że mężczyzna może mieć koronawirusa.

Alixson Mangundok odbył podróż lotniczą z Japonii do rodzinnej Malezji. Na lotnisku w malezyjskim mieście Kota Kinabalu zmierzono mu temperaturę oraz przeprowadzono szybki test na obecność koronawirusa. Badanie nie dało jednak jednoznacznego wyniku. Z tego powodu zalecono mu wizytę w szpitalu zakaźnym, aby wykonać szczegółowy test.

Zobacz wideo Co musisz wiedzieć o koronawirusie?

Długa podróż do domu 

W czasie oczekiwania na wyniki badań lekarze zalecili Alioxonowi domową izolację. Tu pojawił się jednak pewien problem. Rodzinny dom Alixona znajdował się 120 kilometrów dalej.

Mężczyzna wpadł więc na nietypowy pomysł. Niepewny stanu swojego zdrowia postanowił, że do domu uda się na piechotę. Nie chciał jechać autobusem, aby nikogo nie zakazić.

Trzydniowy spacer

Mimo że ostatecznie stan zdrowia 34-latka z Malezji nie został ujawniony, o jego podróży poinformowały media na całym świecie. Znane są liczne jej szczegóły. Piesza wędrówka zajęła mężczyźnie aż trzy dni. W jej trakcie zdarzało mu się odpoczywać na pustych przystankach autobusowych. 

Jednak ostatnie 50 kilometrów długiej trasy pokonał samochodem, którym podróżował oczywiście samodzielnie. Auto na trasie podstawili mu krewni.

Co ciekawe, w trakcie podróży Alixson Mangundok zyskał także towarzysza. W pewnym momencie dołączył do niego pies. Mężczyzna zdecydował się na jego przygarnięcie.