Pomimo zakazu otworzyła salon fryzjerski. "Prawo ważniejsze od głodnych dzieci?"

Właścicielka salonu fryzjerskiego z Dallas, mimo obowiązującego tam zakazu, zdecydowała otworyć swój salon i przyjmować klientów mimo panującej pandemii koronawirusa. Mimo surowej kary, otwarcie przyznaje, że uważa swoje postępowanie za słuszne. - Nie zamknę swojego salonu - powiedziała przed sądem.
Zobacz wideo Świat się zatrzymał, a przyroda łapie oddech

Przez panującą na świecie pandemię koronawirusa, cały świat niemal się zatrzymał. Zamknięto granice wielu państw, wstrzymano ruch lotniczy, ograniczono funkcjonowanie sklepów, a także zamknięto salony fryzjerskie i kosmetyczne. Takie działania podjęto nie tylko w Polsce, lecz także m.in. w USA, gdzie znalazła się osoba, która zbuntowała się i mimo zakazu postanowiła otworzyć swój salon fryzjerski, by móc utrzymać rodzinę. Mimo kary, otwarci przyznała, że nie zamierza go zamykać.

Pomimo zakazu otworzyła salon fryzjerski. "Nie zamknę swojego salonu"

Mieszkanka Dallas - Shelley Luther - została skazana na siedem dni więzienia oraz ukarana grzywną w wysokość 7 tys. dolarów za otwarcie salonu fryzjerskiego, mimo obowiązującego zakazu. Jak podaje BBC, podczas rozprawy sędzia pouczył kobietę podkreślając, że wszyscy muszą się stosować do wprowadzanych obostrzeń ze względu na ryzyko dalszego rozprzestrzeniania się wirusa. Ponadto przyznał, że mogłaby uniknąć kary więzienia, gdyby tylko przeprosiła za "bycie samolubną, zamknęła salon i zapłaciła grzywnę". 

Właścicielka salonu nie zamierzała jednak ani przepraszać, ani zamykać swojego salonu:

Jestem zmuszona się z panem nie zgodzić, kiedy mówi pan, że jestem samolubna, chcąc wykarmić swoje dzieci. To nie jest samolubne. W swoim salonie mam pracowników, którzy chodzą głodni, bo wolą wyżywić swoje potomstwo. Dlatego jeżeli uważa pan, że prawo jest ważniejsze od głodnych dzieci, to niech podtrzyma pan tę decyzję, ale ja nie zamknę swojego salonu

- powiedziała Shelley Luther. 

Źródło: BBC