BEAUTY
BOGNA skin (fot. mat. prasowe BOGNA skin)
BOGNA skin (fot. mat. prasowe BOGNA skin)

Więcej tematów o polskich przedsiębiorcach i przedsiębiorczyniach znajdziesz na Gazeta.pl

Jest ich trzy. Zaczęło się od mamy Ewy Bogdał, inżynierki budowlanej z pasją do geologii. - Zawsze lubiłam naturę: kochałam las i zioła, przeprowadziliśmy się pod miasto, by być blisko przyrody. A jednocześnie wszystkie w rodzinie — ja i moje córki miałyśmy rozmaite alergie, również skórne.

Parę dobrych lat temu zobaczyłam, że niektórzy robią sami kosmetyki bazujące na naturalnych składnikach: maśle shea, oleju kokosowym i sama zaczęłam je robić. Ale jak Marta, moja córka przyjechała ze swoich studiów, orzekła, że się źle wchłaniają — śmieje się pani Ewa. - I miała rację! Przeszłam więc na oleje jojoba i z rokitnika. Zaczęłam robić kosmetyki dla znajomych. Eksperymentować. I od tego się zaczęło!

BOGNA skinBOGNA skin fot. mat. prasowe BOGNA skin

Marta Bogdał przyznaje, że mama była wielką inspiracją, jeśli chodzi o szukanie naturalnych rozwiązań.  - Dzięki temu, że są naturalne, nasz produkt jest transparentny. A my każdy składnik bierzemy bardzo dokładnie pod lupę — przyznaje bioinformatyczka.

Na pytanie, czym jest bioinformatyka, odpowiada, że to połączenie informatyki z biotechnologią. Marta zaczęła nawet doktorat na Polskiej Akademii Nauk, pracowała w laboratoriach nad hodowlami komórkowymi oraz analizą danych.

- Wszystko jest tam sterylne, bardzo łatwo popsuć jakiś preparat, więc musiałam być superuważna — opowiada. Tę uważność przeniosła na grunt rodzinnej firmy produkującej kremy.

W kosmetykach liczy się chemia: jak zmieszać rzeczy tak, żeby mogły nie tylko świetnie zadziałać, ale też postać chwilę na półce. Nasze kremy nie mają długich okresów przydatności, bo są robione z tych wyjątkowych naturalnych składników - mówi Marta.

BOGNA skinBOGNA skin fot. mat. prasowe BOGNA skin

Dla Marty najważniejsza jest analiza składników oraz receptur, czyli, jak mówi  "stymulacja skóry oraz ścieżek sygnałowych". - Jak dany kosmetyk działa na skórę, jakie procesy wtedy zachodzą — emocjonuje się bioinformatyczka, a jej mama, dumna, dodaje: - Marta zawsze i wszędzie dodaje naukę.

Do trójcy należy jeszcze Olga Bogdał. - Zajęłam się stroną wizualną i marketingową BOGNA skin — mówi absolwentka architektury, projektantka, twórczyni brandingu.

Dlaczego tak minimalistyczne opakowania? Przyznaję się Oldze, jak trudno było mi się rozstać z prostym pudełkiem z szarej tektury, a ona tłumaczy: - Bo to formuła produktu jest najważniejsza, reszta ma być tłem z klarowną informacją. Bardzo istotna jest również dla nas ekologia: tektura pochodzi z recyklingu, opakowania są szklane, składniki naturalne.

BOGNA skinBOGNA skin fot. mat. prasowe BOGNA skin

Cała trójka twórczyń BOGNA skin odwołuje się do ideologii clean beauty. Kiedy Olga tłumaczy, czym jest ten trend, powołuje się na ulubiony artykuł z "Harper’s Bazaar". - Bezpieczny dla ludzi i planety, clean, oznacza, że produkt kosmetyczny powinien uwzględniać zdrowie ludzi i środowiska, wykorzystując nietoksyczne elementy jako podstawę oraz składniki pochodzenia roślinnego dla uzyskania aktywnych rezultatów.

Podobnie jak w przypadku zdrowego odżywiania, które odrzuca ideę przetworzonej żywności i skupia się na odżywczych produktach roślinnych, które dostarczają wszystkich witamin i przeciwutleniaczy niezbędnych dla zdrowego układu odpornościowego i trawiennego, tak samo jest w przypadku clean skincare

- przytacza Olga. I dodaje, że co do tych zasad wszystkie trzy panie są zgodne.

Żeby interes rodzinny wyszedł, nie wystarczy się jednak zgadzać co do idei: trzeba się też lubić, cenić, umieć ze sobą pracować, ufać. - My się bardzo uzupełniamy nawzajem — mówi Olga.

- Podział obowiązków ciągle cię klaruje — dorzuca Marta.- Mniej przyjemne obowiązki czasem na siebie spychamy — śmieje się.

Ewa wspomaga córki: jest szefową logistyki, dba o to, by produkt bez problemu dotarł do klienta. A do wszystkich zakątków Polski (i nie tylko) docierają produkty, w których składniki czasem wydają się pochodzić zza siedmiu gór i siedmiu lasów. - To prawda! - śmieje się Marta, która ma dar wyszukiwania ciekawych składników. Niektóre z nich są z rodzimych produkcji najlepszych lokalnych olejów, jednak niektóre pochodzą np. z Australii. Dlaczego Marta wybrała akurat te?

Szukałam ciekawych ekstraktów — co jest moją obsesją — i znalazłam rośliny, które właśnie tam żyją w ekstremalnych warunkach. Przez to wykształciły mechanizmy obronne na bardzo wysokim poziomie, co za tym idzie, akumulują bardzo dużo składników aktywnych.

- opowiada bioinformatyczka.

To może dzięki nim w Australii wykształciła się gałąź nie tylko clean beauty, ale też kosmetyków wielozadaniowych, które mają mieć konkretne działanie — dodaje. Marta nawiązała kontakty z tamtejszymi producentami ekstraktów: unikalnymi, niedużymi firmami, które mają hopla na punkcie wytwarzanych składników.

- To ekstrakty pozyskiwane metodą biomimikry komórkowej — opowiada. Mimikra to udawanie jakiegoś naturalnie udającego systemu, więc owe formy stworzyły płyn udający naturalne, podstawowe środowisko komórki — bufor, do którego nieinwazyjnie "wysysają" cenne składniki. Nieinwazyjnie oznacza, że roślina nie degraduje tych ważnych składników.

Gdybyśmy potraktowali taką roślinę jakimś mocniejszym sposobem ekstrakcji, roślina dostałaby sygnał, że "coś jest nie tak", więc na potrzeby ochrony by je zdegradowała, zniszczyła

- tłumaczy Marta.

Działanie tych składników jest do tego zawsze potwierdzone opinią kilku niezależnych ośrodków badawczych. Taki dobór wysokiej jakości składników powoduje jednak, że kosmetyki Bogna Skin nie mogą być tanie.

BOGNA skinBOGNA skin fot. mat. prasowe BOGNA skin

- Starałyśmy się tak dobrać cenę, aby odpowiadała produktom z kategorii premium, ale jednak na tyle dostępną, by była przyjazna dla wielu kieszeni — mówią Marta i Olga.

Ich kosmetyki są też premium pod tym kątem, że nie tylko przepięknie są oprawione, lecz też cudownie, naturalnie pachną. - One są wrażliwcami — rzuca pani Ewa, kiedy o tym rozmawiamy. — Skończyły szkoły muzyczne i pociąga je piękno — uśmiecha się.

Olga dorzuca, że na architekturze nauczono ją projektowania pod wszystkie zmysły, więc nie wyobraża sobie innej drogi. - W architekturze każdy detal wymaga przemyślenia i dopracowania. Podobnie jest u nas: butelka toniku nie tylko ma ładnie wyglądać, ale jest też szklana, ciężka oraz przyjemna w dotyku, chłodna. Dzięki odpowiedniej grubości szkła pojemnik utrzymuje formułę w nieco niższej temperaturze, co jest przyjemne podczas aplikacji. Tę aplikację wspiera atomizer dający efekt delikatnej mgiełki — opowiada Olga. Do tego dochodzi zapach francuskiej róży stulistnej i to, że produkt naprawdę pięknie wygląda na półce w łazience.  - Nasi klienci wiedzą, za co płacą, a my nie uznajemy kompromisów — dodaje. 

Dla nas najważniejsza była zawsze odbudowa naturalnej bariery skórnej. I dobieramy do tego najlepsze składniki

- podkreśla Marta.

Czasem ich kremy mogą was zdziwić, jak ten na dzień — DAYDREAM, którego dość tłusta (ale świetnie się wchłaniająca formuła) mnie zaskoczyła. - Sama mam suchą skórę, więc na mnie one świetnie się sprawdzają. Dobrałam do nich cenne oleje o szybkiej wchłanialności i niskiej komedogenności, które dają efekt baby skin oraz zmiękczają zmarszczki mimiczne — również wokoło oczu. Ponadto działają cuda także na skórę z tendencjami do przetłuszczania się — jeśli nadwyrężymy kondycję tego typu cery wysuszającymi produktami, będzie wydzielała jeszcze więcej sebum. - tłumaczy bioinformatyczka. 

- Nasze kremy przywracają równowagę. I tyle — mówi z dumą pani Ewa.

W 1979 roku kobiety stosowały te maseczki. Niektóre zaskakujące, inne na czasieW 1979 roku kobiety stosowały te maseczki. Sprawdziłyby się dziś?

BOGNA skinBOGNA skin fot. mat. prasowe BOGNA skin

A Marta dodaje, że dobiera takie składniki, by wesprzeć naturalne mechanizmy skórne. - Mają po prostu pomóc skórze sobie radzić i łatwiej adaptować do warunków środowiskowych. Zabezpieczają, budują barierę ochronną, dostarczają cennych składników odżywczych — objaśnia. Ponadto wszystkie produkty zostały przebadane dermatologicznie. 

Nie mogę nie zapytać o nazwę. - Długo nad nią myślałyśmy — mówi Olga. - I choć mogło to być jakieś piękne słowo po angielsku czy francusku, wybrałyśmy to wyjątkowe, staropolskie imię, na które czasem przekręcano nasze nazwisko. Była jednak chwila wahania: spodoba się czy nie? I się spodobała! - cieszy się Olga, która opowiada też o niezwykłej więzi, jaką Bogna Skin ma ze swoimi użytkownikami czy klientkami.

Startowałyśmy w pandemii, więc oprócz sprzedaży na kilku wydarzeniach nie miałyśmy większej szansy zapoznać się z odbiorcami. Sprzedaż szybko przeniosła się do Internetu, ale tam w krótkim czasie zebrałyśmy wspaniały feedback!

Ludzie sami z siebie pisali do nas wiadomości z wdzięcznością o tym, jak podobają im się nasze kosmetyki oraz publikowali swoje entuzjastyczne recenzje z ich testowania na mediach społecznościowych. Stąd też między innymi wiemy, że produkty sprawdziły się wśród wielu makijażystek, które stosują nasze bestsellerowe serum pod profesjonalne makijaże, nawet te filmowe — uśmiecha się Olga.

Panie Bogdał już niedługo otwierają swój butik na ulicy Koszykowej w Warszawie, gdzie pojawią się i nowe świece (między innymi w ciekawej kooperacji z młodym studio ceramicznym, wytwarzającymi naczynia pod nie) i … nowy produkt. Ale jaki? Na odpowiedź musimy jeszcze chwilę poczekać. Jedno jest pewne: w butiku będzie pięknie, bo projektuje go Olga.

Porozmawiajmy o urodzie. Wypełnij naszą ankietę!