BEAUTY
Masaż Kobido ((fot. mat prasowe Pana Kobido))
Masaż Kobido ((fot. mat prasowe Pana Kobido))

Więcej podobnych tematów na stronie głównej Gazeta.pl

Choć masaże uwielbiam i często na nie chodzę - masażyści rzadko dotykają twarzy, nie mówiąc już o poświęceniu jej większej ilości czasu.

Moja twarz uwagę terapeuty zyskiwała głównie podczas masaży ajurwedyjskich, sporadycznie tajskich - ale nigdy nie była to głęboka praca, choć nawet po tej lekkiej czułam, że mięśnie twarzy są po prostu szczęśliwe

Skóra była wygładzona i ukrwiona oraz bardziej napięta, a mój bruksizm - mniej dotkliwy.

Masaż Kobido wykonywany przez Pana Kobido czyli Witolda PyrkoszaMasaż Kobido wykonywany przez Pana Kobido czyli Witolda Pyrkosza fot. mat. prasowe Pana Kobido

Kiedy więc przeczytałam o masażu, który skupia się tylko na twarzy - zapragnęłam go poznać. Zwłaszcza że ta japońska sztuka wygładzania zmarszczek ma już parę wieków.

"Kobido" oznacza podobno "starożytną drogę do piękna". Bazuje na tradycji medycyny chińskiej znanym jako 'anma' - w dosłownym tłumaczeniu znaczy to "naciskanie i pocieranie"

Japończycy przejęli ten rodzaj masażu z chińskiej medycyny około XIV wieku naszej ery. Współcześnie tradycyjne kobido zostało uzupełnione o najnowszą wiedzę i nowoczesne techniki, które wielu masażystów - w tym Pan Kobido - uzupełnia jeszcze swoim doświadczeniem i wiedzą.

Co poczułam podczas pierwszego masażu kobido? Po pierwsze to, że do tej pory moja twarz była traktowana po macoszemu i że taka metoda pracy - choć momentami oscylująca na granicy bólu – dała mi przede wszystkim ogromnie dużo relaksu w całym ciele. Momentami, choć terapeuci pracowali intensywnie nad moją twarzą, udawało mi się… prawie przysnąć.

Po drugie, że istnieje mnóstwo technik, których nie znałam, a których można użyć na twarzy: szczypanie, pociągnięcia, głębokie podrzucanie mięśni i skóry, czy ugniatanie, aż w końcu wręcz delikatne klapsy i ciągnięcie (superprzyjemne!) za włosy

W 1979 roku kobiety stosowały te maseczki. Niektóre zaskakujące, inne na czasieW 1979 roku kobiety stosowały te maseczki. Sprawdziłyby się dziś?

To wszystko sprawiło, że poczułam, jak ukrwiona jest moja skóra, jak limfa krąży, jak - w efekcie tego wszystkiego - moja skóra się wygładza, mięśnie pobudzone do pracy unoszą to, co z czasem lekko opadło, a owal twarzy staje się bardziej zdecydowany, a bruksizm faktycznie puszcza.

Masaż KobidoMasaż Kobido fot. materiały pasowe Pana Kobido

Po dwóch razach z kobido postanowiłam się umówić na spotkanie z jednym z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce specjalistów w tej dziedzinie - Witoldem Pyrkoszem, który znany jest jako Pan Kobido. Pierwszy raz na trop manualnych technik pracy z twarzą wpadł ponad 12 lat temu, kiedy otwierał swoje Centrum Zdrowia i Urody. Zatrudniając specjalistów m.in. od medycyny chińskiej i innych naturalnych terapii, zapragnął sam stanąć za stołem masażowym.

Byłem biznesmenem, ale nie boję się w życiu zmieniać niczego - nawet pracy - o 180 stopni. Poczułem, że ciągnie mnie do poprawiającego wygląd, ale i dającego ukojenie masażu twarzy i głowy

- mówi Witold Pyrkosz.

Zacząłem szukać czy coś takiego istnieje i po pewnym czasie trafiłem na refleksologię twarzy Lone Sorensen - opowiada. Swój pierwszy zabieg wspomina jako przeżycie wręcz transcendentalne. - Zresztą, charakterystycznie dla siebie, bazując na zdobytej wiedzy, ale też na własnej intuicji od razu go zmienił - śmieje się Pan Kobido, który swoich studentów (bo masaż twarzy nie tylko wykonuje, lecz i go uczy) mocno zachęca do korzystania z intuicji. 

szkolenie z masażu twarzyszkolenie z masażu twarzy fot. mat. prasowe Pana Kobido

Zobacz wideo Serum idealne. Który preparat wybrać, żeby pasował do naszej cery?

- To było naprawdę niebywałe: wykonywałem aż 1,5 godzinny masaż intymnej części ciała, którą jest twarz - wspomina Witold Pyrkosz, który od tej pory, nie zaprzestawszy swoich biznesowych obowiązków, każdą wolną chwilę poświęcał na zabiegi. W międzyczasie przyszły do niego i refleksologia dłoni, i taichi i qigong oraz ceramika - wszystko to wpłynęło na techniki masażowe, których w międzyczasie też się doskonalił. - Na kole garncarskim liczy się silny chwyt, jeśli go nie masz, to, co tworzysz może w sekundę zniknąć - przekonuje Witold Pyrkosz. W końcu kilka lat temu trafił na Kobido. - Na podstawie tej techniki zbudowałem swoją wariację tego masażu, wynikającą z mojego wieloletniego i wielowymiarowego doświadczenia, bardzo mocno zmienioną i rozbudowaną - mówi. Nazwał ją Kobido Up.

Do klasycznego Kobido dodał m.in. masaż transbukalny, czyli masaż szczęki od wewnątrz. - I tu też nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie zmienił - śmieje się - i tak powstał masaż "interbukalny", będący całkowicie nowym i różnym od dotychczas istniejących, podejściem do masażu wewnątrz ust. - Skupiamy się na rozprężaniu aparatu szczękowego, mięśni, ale też rozprężamy skórę od środka: bruzdy nosowo wargowe i tkankę policzka. W naszym Studio poświęcamy na to nawet aż 20 minut! - mówi Pyrkosz, a ja krzywię się, bo ten rodzaj masażu nie jest moim ulubionym. Tymczasem klienci Pana Kobido reagują na niego różnie: niektórzy potrafią się bardzo podczas tej części zrelaksować.

Na początku może być oczywiście odczuwalny dyskomfort, ale związane to jest, z tym że za pierwszym razem tkanka nie zna tego rodzaju pracy. A my zawsze idziemy za tym, na co tkanka pozwala

– mówi Pyrkosz.

I zastrzega, że ból podczas zabiegu nie jest pożądany: gdy jakaś technika jest bolesna, ciało mimowolnie się spina na poziomie mięśniowym i psychicznym, więc zabieg jest utrudniony. Uczy kursantów, aby zawsze świadomie dobierali zarówno same techniki jak i ich siłę, w zależności z kim pracują. - Nie tworzę klonów, tylko uczę jak być świadomym terapeutą, niebojącym się nawet mocno zmienić procedury zabiegowej, opierając się na wiedzy, świadomości, znajomości budowy tkanki i przebiegu włókien mięśniowych, obserwację oraz intuicję właśnie - podkreśla.

Witold Pyrkosz czyli Pan KobidoWitold Pyrkosz czyli Pan Kobido fot. mat. prasowe Pana Kobido

Nie jest sztuką odwzorowanie nawet najbardziej skomplikowanego schematu zabiegowego. Prawdziwą sztuką jest umiejętność przeprowadzenia dobrego zabiegu, ściśle dopasowanego do indywidualnych potrzeb konkretnego pacjenta

Pytam jakie dobrodziejstwa, które niesie ze sobą masaż twarzy, klienci cenią najbardziej.

Zazwyczaj przychodzą po lifting. Ale kiedy wychodzą z ukojeniem, zrelaksowaniem, doświadczeniem dobrego świadomego dotyku - które, (uwaga!) pośrednio wpływa również na wygląd - to wracają właśnie po to

I dodaje, że wszystko to bynajmniej nie przeszkadza w wypłaszczeniu bruzd czy liftingowi.

- Dla mnie najlepszym efektem jest jednak efekt rozluźnienia, rozprężenia, relaksu - podkreśla Pan Kobido.

Głęboko zrelaksowana osoba jest szczęśliwsza, emanuje inną energią i to naprawdę widać na jej twarzy. Akceptuje siebie bardziej

– uśmiecha się.

Do jego gabinetu trafiają też osoby, które np. planują zabieg medycyny estetycznej. - Bywa, że po wizycie przesuwają te zabiegi w czasie, lub planują je rzadziej, a czasami wręcz zupełnie z nich rezygnują, bo już ich tak nie potrzebują - mówi Pyrkosz. Tymczasem Kobido znajduje się w "menu" wielu klinik medycyny estetycznej, m.in. dra Szczyta.

A to dlatego, że Kobido sprawia, iż pomimo ingerencji w tkankę zostają zachowane grymasy, jest ona dokrwiona, wydrenowana, odżywiona. Jeśli planujemy więc np. botoks, warto pomyśleć o masażu twarzy, bo te zabiegi są zbawienne - oczywiście w odpowiednich odstępach czasu od podania botuliny - dla tkanek. Tkanka nawet po dwóch - trzech masażach zupełnie inaczej przyjmuje ingerencję medycyny estetycznej

- wyjaśnia Pan Kobido.

- Nasze masaże to również ratunek dla osób, które w nadmierny sposób lub zbyt długo poddawały się inwazyjnym zabiegom i czasami jest to już jedyny sposób, aby przywrócić funkcjonalność w tkankach, m.in. przepływy krwi i limfy czy mimikę - podkreśla.

Masaż KobidoMasaż Kobido mat. prasowe Pana Kobido

- Marzy mi się, żeby głęboka terapia manualna tkanek twarzy - bo tak określam swoją pracę -  była włączona na stałe w nasze dbanie o siebie - mówi Pyrkosz. - Bo tu nie chodzi o "osiągnięcia" czy wyniki, czyli żeby np. zrobić 10 zabiegów w 2 miesiące.

Chodzi o to, żeby przychodzić do nas jak do kosmetyczki czy dentysty. Dać bodziec tej części ciała, która na co dzień jest dość zaniedbana, jeśli chodzi o dotyk - podkreśla terapeuta, który uwielbia patrzeć na efekty swojej pracy. - Twarz jest za każdym zabiegiem bardziej żywa, promieniejąca, aż dziw bierze, że tych zabiegów przez tak długi czas w naszej części świata nie doceniano

- To, co mamy "wypisane" na twarzy odzwierciedla to, co mamy w nas: jeśli się dużo śmiejemy - mamy efekty. Jeśli jesteśmy zgorzkniali, pojawiają się tego oznaki. Fenomenalne jest to, że wpływając na tkankę, na zmarszczki, na napięcia, rozluźniając naszego klienta - możemy też zmienić jego podejście do życia - uśmiecha się Pan Kobido.

Opowiada o klientach, którzy po raz pierwszy od lat otworzyli szerzej szczękę czy przespali spokojnie całą noc. - Mam takie klientki, które mówią: "Panie Witoldzie, jak to jest? Ciągnie mnie pan za włosy, wkłada palce do ust i rozmasowuje szczękę, co nie jest przyjemne, wyciąga pan moje usta, mocno oklepuje - a mnie się bardziej chce uśmiechać i żyć i wracać na kolejny zabieg" - śmieje się Pan Kobido.

Witold Pyrkosz czyli Pan KobidoWitold Pyrkosz czyli Pan Kobido fot. materiały prasowe Pana Kobido

*Witold Pyrkosz - znany także jako Pan Kobido. Terapeuta manualny specjalizujący się w autorskiej metodzie głębokiej pracy manualnej z tkankami twarzy  opartej na japońskich technikach masażu - Kobido Up. Z wykształcenia biznesmen i fotograf. Swobodnie zmieniający zawody i branże - w swojej karierze był dyrektorem m.in. Warszawskiej Szkoły Fotografii i Grafiki Projektowej, marki okularowej Albert I'mStein oraz prowadził wiele firm działających w różnych obszarach, m.in.  zdrowia i urody, gastronomii czy fotografii. Aktualnie pracuje głównie w Warszawie, gdzie szkoli ludzi praktycznie z całego świata. Prowadzi również szkolenia poza granicami kraju.