Wstrząsająca relacja mieszkanki Mariupola. "Pochowaliśmy mamę między naszym domem a apteką"

- Gdy tylko ruszyliśmy, zaczął się na nas atak moździerzowy. Wokół nas spadały miny i bomby - wspomina Daria, która na początku kwietnia uciekła z oblężonego przez Rosjan Mariupola.

Więcej o obecnej sytuacji w Ukrainie na stronie głównej Gazeta.pl

Daria wraz z rodziną mieszkała w Mariupolu. Kiedy wybuchła wojna, zdecydowali się zostać w mieście, nie chcąc ulegać początkowej panice. Nie przypuszczali jednak, że sytuacja stanie się tak poważna, a dalsza obecność w Mariupolu, będzie oznaczała pewną śmierć. Mariupol to bowiem jedno z najbardziej atakowanych miast od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. - W oblężonym przez wojska rosyjskie Mariupolu nie ma faktycznie żadnego nieuszkodzonego budynku; Mariupola nie ma - oświadczył przed kilkoma dniami prezydent Ukrainy, Wołodomyr Zełenski.

Zobacz wideo

Uciekła z Mariupola. "Gdy tylko ruszyliśmy, zaczął się na nas atak moździerzowy"

Jak relacjonuje Daria w rozmie z "Kyiv Post" , sytuacja w Mariupolu stała się krytyczna już na początku marca. To wówczas mieszkańcy zostali odcięci od prądu i gazu. Utrudniony stał się także dostęp do wody. - Musieliśmy oszczędzać żywność, bo nie działały żadne sklepy i nikt nie przywoził jedzenia do miasta. Wszystkie nasze piękne parki zamieniły się w drewno opałowe do gotowania potraw - wspomina Daria.

Od 1 marca Mariupol znajdował się pod regularnym ostrzałem, co uniemożliwiało mieszkańcom opuszczenie miasta. - Część ze starszych mieszkańców zginęła w swoich mieszkaniach, ponieważ nie byli na tyle sprawni fizycznie, by ukryć się przed nalotami, bombami i minami. Ostrzał jest celowo przeprowadzany blisko terenów mieszkalnych - tłumaczy.

Jak podkreśla, rosyjscy żołnierze z premedytacją zabijali niewinnych cywilów, czekając z bombardowaniem do momentu, w którym pozbawieni żywności i wody mieszkańcy, opuszczali kryjówki, by zrobić zapasy. Ona sama w marcu straciła mamę. - Pochowaliśmy ją między naszym domem a apteką. Były tam już pochowane dwie osoby. Jedną z nich była pięcioletnia dziewczynka - relacjonuje.

uchodźczyni z UkrainyUciekła z Buczy. "Przestaliśmy chodzić po mieszkaniu, tylko się czołgaliśmy"

Pod koniec marca działania wojsk rosyjskich na terenie Mariupola przybrały na sile. Jak mówi Daria, to właśnie wtedy mieszkańcy zdali sobie sprawę, że dalsze pozostanie w mieście, oznacza pewną śmierć - z rąk rosyjskich żołnierzy lub z głodu.

Wraz z rodziną 4 kwietnia podjęła więc ryzykowną próbę ucieczki. - Wyjechaliśmy z miasta pięcioma samochodami. Przenieśliśmy się z dzielnicy sąsiadującej z portem Mariupol, gdzie toczyły się najbardziej zaciekłe walki. Gdy tylko ruszyliśmy, zaczął się na nas atak moździerzowy. Wokół nas spadały miny i bomby. W rezultacie z Mariupola wyjechały tylko trzy samochody. Nie znamy losu pozostałych dwóch. Ledwo mogliśmy się wydostać z Mariupola, bo wszystkie drogi były dziurawe od pocisków - wspomina Daria.

W trakcie ucieczki dowiedzieli się, że korytarz humanitarny w stronę Zaporoża jest pod ostrzałem wojsk rosyjskich. Zdecydowali więc uciec z Ukrainy przez Rosję, gdzie musieli poddać się kontroli. - Wszystkie nasze telefony zostały sprawdzone. Prosili o tłumaczenie się z niektórych kontaktów. Przejrzeli absolutnie wszystko. Potem otworzyli nasz laptop. Wyjęli dysk twardy. Mieliśmy też pendrive'y z naszymi zdjęciami. Zabrali je (...). Pobrali odciski wszystkich naszych palców i dłoni. Zrobili nam zdjęcia z trzech stron. Wszystkie te dane zapisali w bazie danych i wydali kartę, którą pozwoliła na zakończenie "filtracji" - relacjonuje.

Obecnie Daria z rodziną przebywa w Szwajcarii, gdzie mieszkają w centrum migracyjnym. Jak przyznaje, jest pod stałą opieką psychologa.

Źródło: Kyiv Post 

Więcej o: