Dziecko w podróży - to wcale nie kłopot, wręcz przeciwnie niekiedy otwiera zamknięte drzwi

Samodzielnie zaplanowana i zorganizowana wyprawa wakacyjna z dzieckiem? Nie ma chyba nic przyjemniejszego. Jeśli przed narodzinami potomka posmakowaliście przygody bez nadmiernej opiekuńczości biura podróży - nie musicie z tego rezygnować kiedy już jest was więcej o tego małego człowieka. A jeśli nigdy jeszcze tego nie robiliście, to mały towarzysz może wam wiele spraw... ułatwić. Warto jednak przed wyjazdem dobrze się przygotować.

Kiedy zacząć?

Zapewne słyszeliście tę odpowiedź już kilka razy: to zależy od waszego dziecka i od waszej indywidualnej decyzji. Ale im dziecko starsze, tym łatwiej. Po pierwsze można wybrać więcej egzotycznych i ekstremalnych celów podróży (odporność rośnie z wiekiem). Niebagatelny jest też rozmiar bagażu: nie wszędzie kupicie pampersy, kremy, mokre chusteczki, odpowiednie jedzenie w słoiczkach, chociaż... nie jest to nierealne.

Najlepszy wiek na początek to mniej-więcej 2,5-3 lata - kiedy już nie musicie wozić ze sobą jedzenia i zapasu środków higienicznych, a wasze dziecko może zostać dodatkowo zabezpieczone szczepionkami.

Pamiętajcie! Zdrowie jest tutaj kluczowe. Małe dzieci zabierajcie tam, gdzie zagrożenie egzotycznymi chorobami jest ograniczone do minimum, istnieje szansa na zapewnienie podstawowej opieki zdrowotnej i jest dostęp do lekarstw. Przed wyjazdem skonsultujcie się koniecznie z waszym lekarzem rodzinnym. Jeśli sugeruje, że jesteście szaleni i chcecie zabić dziecko - idźcie do innego. Lekarz ma wam pomóc dobrać zestaw szczepień i ewentualnie dodatkowych medykamentów, a nie prawić wychowawcze morały.

A kiedy JA zaczęłam? Z pierwszym dzieckiem, gdy miało dokładnie 40 miesięcy, z drugim... cztery razy wcześniej, czyli jeszcze przed pierwszymi urodzinami. Z tym, że ze starszakiem ruszylismy na pięć tygodni tułaczki po tunezyjskich zakamarkach, a z całą ferajną wybraliśmy przemierzanie autobusami i autostopem Estonii.

foch.plNa estońskiej wyspie Sarema czekamy na autostop. Emil ma sześc lat, olga 10 miesięcy

O czym myśleć planując wyjazd?

O tym, co zawsze... Na początek pomyślcie o tym co Was najbardziej kręci na wakacjach. Zwiedzanie ruin? Poszukiwanie spokoju na łonie przyrody? A co interesuje Wasze dziecko? Może lubi mity i niesamowite historie? Albo woli zaglądanie do tajemnych pomieszczeń, błądzenie w labiryntach? Uwielbia zabawy w wodzie? Źle znosi upały? W samochodzie szybko robi mu się niedobrze? Wybierając odpowiedni kraj czy region na wyjazd musicie wszystko to wziąć pod uwagę, a przy okazji:

1. Sprawdzić średnią odległość między miejscami, które chcecie zobaczyć - może zaplanować dodatkowe postoje, nawet jeśli w przerwie nie będziecie robić nic spektakularnego.

2. Sprawdzić możliwości transportowe. W wielu miejscach złapanie autostopu z dzieckiem jest łatwiejsze, ale ważne są też inne opcje: autobusy, pociągi, minibusy, dzielone taksówki...

3. Sprawdzić bazę hotelową. Jeżdżąc samemu możecie nocować w pokoju pełnym robali, w miejscu bez łazienki z ciepłą wodą a nawet na ławce w parku (tak... zrobiliśmy to raz, nie, wcale nie tak miało być). Zapomnijcie o tym przy dziecku. Niestety, trzeba wydać trochę więcej pieniędzy i zamiast w pierwszym lepszym schronisku, zanocować w dwugwiazdkowym hoteliku.

4. Wybrać terminy POZA SEZONEM! Oczywiście o tyle, o ile to możliwe. Omijać największe turystyczne skupiska. To, że wszystkie biura podróży wysyłają swoich klientów do dwóch-trzech miast z kraju, który chcecie zwiedzić prawdopodobnie oznacza tylko tyle, że właśnie tam możecie spotkać dwa razy więcej chamstwa, królują wysokie ceny, rządzą oszuści i naciągacze, w restauracjach łatwiej się zatruć, a ze sklepów wylewa się tandeta.

5. Spojrzeć na planowaną trasę oczyma dziecka. Może wy ominęlibyście "Bajkowy ogród Baśni z 1001 nocy", albo Miasteczko Gwiezdnych Wojen, ale dla waszego dziecka to może być jedno z najciekawszych miejsc na świecie. Zwiedzając zabytkowe ruiny, czy stare miasta, postarajcie się o odpowiednią otoczkę: do dzieciaków nie docierają suche notki z przewodnika, skupcie się na anegdotach, porównaniach, rozbudzajcie wyobraźnię, zachęcajcie do własnych eksploracji. To kosztuje trochę więcej energii, ale owocuje fajniejszymi wrażeniami, niż zwyczajny spacer po zabytkach.

6. Zadbać o dobre ubezpieczenie zdrowotne. Takie, przy którym zbieracie paragony i rachunki, a po powrocie upominacie się o zwrot pieniędzy przy małym dziecku nie ma racji bytu. Są firmy, które zapewniają za stosunkowo niewielką kwotę ubezpieczenie w ramach którego lekarz przyjeżdża do was za darmo i za darmo dostajecie lekarstwa. Co polecam osobiście? Ubezpieczenie Globtrotter firmy Allianz - zawsze je wykupujemy, warto. Gdy nasz syn zachorował na anginę w drugi dzień świąt Wielkanocy - a byliśmy akurat na zadupiu pod algierska granicą, po godzinie od telefonu do polskiej centrali przyjechał lekarz i miał ze sobą zestaw medykamentów. Za nic nie dopłacaliśmy.

7. Obcojęzyczne przewodniki, zwłaszcza Lonely Planet zawsze mają rozdział poświęcony podróżowaniu z dziećmi, oraz taki o zagrożeniach - nawet jeśli nie uznajecie tych wydawnictw za obowiązkowe, przed wyjazdem zajrzyjcie tam, choćby podczas wizyty w jakiejś księgarni. To może pomóc przy wyborze celu i trasy.

foch.plPlaża poza sezonem - Tunezja 2008

Jak radzić sobie na miejscu?

W większości przypadków widok rodziny z dzieckiem momentalnie zjednuje sympatię miejscowych. Wiele zamkniętych dla samotnych podróżników miejsc staje otworem: od zaplecza kuchni, przez gabloty z eksponatami w muzeum, po wnętrza latarni morskich. Możecie trafić na rodzinny obiad, a nawet na ślub!

Jeśli obawiacie się tego gdzie jeść, obowiązują podobne zasady, jak w przypadku samotnego podróżowania: ograniczone zaufanie. Nie pijecie z odkręcanych na zapleczu butelek, nie wybieracie knajp, w których siedzą sami turyści. Najlepiej sprawdzić, gdzie jedzą miejscowe rodziny. W małych lokalach lepiej niż karta menu sprawdza się... zajrzenie do lodówki. Wasze dziecko samo wybiera, czy chce świeżą rybę, czy kawałek kotleta z wielbłąda a potem siedząc na kuchennej ladzie patrzy, jak pan to przyrządza - to się zdarza, zwłaszcza poza zmanierowana i zagonioną Europą.

Jeśli boicie się, że wasze dziecko się zgubi - poza aktualnym zdjęciem potomka noszonym zawsze przy sobie, nauczcie je co trzeba zrobić na wypadek gdy rodzice znikną z oczu. Trzylatek zapamięta już kilka podstawowych danych na swój temat, może nawet dwa-trzy kluczowe słowa w miejscowym języku. Jeśli chce, może mieć na szyi mały nieśmiertelnik ze swoim imieniem i np. numerem telefonu do Was. Takie gadżety łatwo już zrobić w Polsce, a dziecku mogą się nie tylko przydać, ale i spodobać. Alternatywą są plastikowe lub gumowe opaski na ręce podobne do tych zakładanych na dużych muzycznych festiwalach: tam wpisujecie wszystkie informacje. Jednak bez przesady, najważniejsze, żebyście przed każdym wyjściem w zaludnione miejsca np. bazar, przypomnieli zasady i ustalili ewentualne charakterystyczne miejsce zbiórki na wypadek zagubienia.

Policja i służby porządkowe to wasi sprzymierzeńcy, w nagłych wypadkach nie wahajcie się, nie zwlekajcie: proście ich o pomoc.

foch.plEmil w "sercu" latarni morskiej .Miejsce zamknięte przed odwiedzającymi dla małego turysty stanęło otworem

Plecak rodzica

Wiadomo, dzieci nie uniosą całego własnego bagażu na swoich plecach. Tym bardziej, że im są młodsze, tym lepiej trzeba je zabezpieczyć. Wy przetrwacie bez drugiego swetra dwa chłodniejsze dni? Wasze dziecko może za to zapłacić przeziębieniem lub anginą. Dlatego nawet jeśli jedziecie w cieplejsze miejsca obowiązkowo zabieracie kurtkę przeciwdeszczową, pod którą da się założyć co najmniej dwie bluzy, cienki szalik i dodatkową czapkę, nie tylko taką przeciwsłoneczną i kilka ciepłych bluz/spodni, choćby po to, by ubrać malucha "na cebulkę".

Wam wystarczą trzy zmiany ubrania, mniejszemu dziecku lepiej zabrać dwa razy więcej: na dni ciepłe i dni chłodniejsze. To samo tyczy się butów - muszą być klapki i sandały (dobra alternatywa- klapki typu Crocs z paskiem na piętę, wygodne i zdrowe, nadają się na spacery, da się w nich wejść pod prysznic i do strumienia/morza), jedna, a najlepiej dwie pary wygodnych butów sportowych i kalosze (ew. nieprzemakalne obuwie trekkingowe, ale to już opcja droższa, dzieci szybko rosną, więc takie buty nie posłużą im tak długo jak Wam). Niestety, im mniejsza stopa i wzrost, tym więcej czasu trzeba stracić na miejscu, by znaleźć i kupić coś na zmianę (zwłaszcza poza Europą), dlatego większość rzeczy musicie mieć ze sobą. Obowiązuje praktyka: szare spodnie są lepsze niż różowa sukienusia, a rzeczy szybkoschnące są lepsze niż jeansowy komplet .

Niestety, nie ominie was też kilka zupełnie zbędnych w przypadku dorosłych dodatków: ulubiony pluszak, albo chociaż taki, który może też stać się poduszką. Jedna-dwie zabawki zajmujące ręce i umysł dziecka w podróży. No i oczywiście książeczka...Resztę kupicie na miejscu, gdziekolwiek by ono nie było.

foch.plZawsze o krok przed innymi turystami - Olga na Łotwie, 2012

Apteczka i kosmetyczka rodzica

Wy macie "dorosłe" kosmetyki w małych opakowaniach, dla waszego dziecka, zwłaszcza jeśli jest mniejsze, niestety trzeba zabrać osobny komplet, ale uwaga! Łatwo go zminimalizować. Mydło? Bierzecie takie z szamponem. Krem? Najlepiej typu "wszystko w jednym", czyli nawilżający ale i z filtrem UV- koniecznie wysokim i mineralnym wyprodukowany z myślą o dzieciach. Bezpieczny środek antykomarowy. Pasta do zębów dla dzieci. Maść z cynkiem, polecam Sudocrem i pokrewne, gdyż mają szeroki zakres zastosowania.

Do apteczki koniecznie dopakowujecie lek przeciwzapalny i przeciwbólowy dla dzieci (z opakowaniem i ulotką, tak, by w razie czego pokazać w aptece na miejscu- może mają lokalne zamienniki)

Probiotyki i prebiotyki - małym dzieciom warto zacząć je podawać jeszcze przed wyjazdem i przez cały czas jego trwania (uwaga! Zwróćcie uwagę na sposób przechowywania, niektóre tego typu środki wymagają przechowywania w lodówce- z takich zrezygnujcie). Elektrolity w dawkach dla dzieci- wy też możecie z nich skorzystać.

Wszystkie lekarstwa, które wasze dziecko zwyczajowo przyjmuje (jeśli podajecie mu jakiś syrop codziennie, bierzecie zapas w dwóch opakowaniach - na miejscu może nie być zamienników, a jedna butelka może się rozbić).

A co WY byście dopisali do tej listy?

[dopisek red. nacz.: po tekstach Agaty (tu, tu i tu) już ładny cykl podróżniczy nam się zrobił. Chyba gdzieś wyjadę. Tzn. dalej niż na krótki urlop nad jezioro, podczas którego i tak pracuję...]