Jednym z największych problemów pierwszego świata - mojego świata - są włosy

Mam tych włosów dużo, ale są cienkie, jak szczypior na wiosnę. Jestem naturalną szatynką, jednak muszę się farbować na brązowy kolor, żeby zakryć siwe odrosty... To jest jakiś koszmar, ilość tych paskud przyrasta w zastraszającym tempie. Przez to, że włosy są ciemne mam wrażenie, że strasznie tę siwiznę widać. W ogóle same problemy z tymi kudłami.

Regularnie chodzę do fryzjera na farbę, ale obawiam się, że niedługo będę zmuszona bywać w salonie nawet dwa razy w miesiącu. Nie podoba mi się ta wizja przyszłości. Mogłabym oczywiście farbować je sama w domu, ale wolę iść do specjalisty, który zrobi to dobrze. Dodatkowo przytnie końcówki, odżywi włosy i zrobi masaż głowy. UWIELBIAM. Czuję się wtedy jak w niebie, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech od ucha do ucha.

Kolejnym problemem jest wypadanie. Moja fryzjerka, Pani Ania - serdecznie ją pozdrawiam - twierdzi, że wszystko jest w porządku, są po prostu dłuższe i tylko mi się wydaje, że ich dużo tracę. Ja to widzę oczywiście inaczej. One są wszędzie, dosłownie wszędzie. Mam jasne podłogi, więc kudły wiją się po nich, jak dżdżownice po deszczu. Normalna pani domu pewnie by to odkurzała codziennie. Ale ja nie jestem przykładem perfekcji w tym temacie. Moim zdaniem mieszkanie jest do mieszkania, a nie do sprzątania.

Nie oznacza to, że jestem babą brudas, ale umówmy się, pedanteria jest mi słowem nieznanym. Jest tyle fajniejszych rzeczy w życiu niż codzienne bieganie z odkurzaczem, np. można poleżeć na kanapie. Czytałam kiedyś, że perfekcyjna pani domu myje wannę ubrana w szpilki. Znaczy programowa pani domu z TVN. Domyślam się, że jest to wizja producenta programu i pani Rozenek na co dzień jednak nie sprząta na obcasach. Przecież nóżki bolą i podłogi drewniane mogą się zniszczyć. No ale nie jest to rozprawka na temat programu, a o kudłach, więc wrócę do meritum.

Cienkie włosy mają tendencję do plątania się. Nie dość, że się plączą na wietrze, to jeszcze lepią się w strąki i w drugiej połowie dnia wyglądają, jak włosy dziewcząt z Woodstock w 1969 r. Dochodzi do tego aspekt grzywki. Może wyrażę to poprzez link, bo po co przeklinać w tekście.

Tak, wiem: są kosmetyki do układania włosów, są też prostownice, lokówki, karbownice, szczotki itd. itp. Ale mi się nie chce ich używać. Oczekuję, że moje włosy będą mi posłuszne! W końcu ja je hoduję, dbam o nie, dopieszczam je szamponami i odżywkami, więc powinny wykazać chociaż minimum zaangażowania. Ale nie, one zawsze się buntują, jak rozwydrzona nastolatka.

Moje kudły mają jedną zaletę - są lśniące. Nie jest to jednak ich własna zasługa - raz w tygodniu używam specjalnej maski. Koszt do 30 zł. a wystarczy spokojnie na rok.

foch.plWłosy grozy