Pół życia zwolnienia z WF: jak to się stało, że biegam? Cz. 2

Dlaczego jednak przeprosiłam się z bieganiem? Za chwilę chyba zrozumiecie mnie lepiej.

Dość szybko zrozumiałam, że trapery w krótkim czasie doprowadzą mnie do grobu, a chodniki na Ochocie dokończą dzieła. Wygrzebałam z szafy jakieś wiekowe buty, na oko sportowe i przeniosłam się z zabawą do pobliskiego parku, choć ostrzegano mnie, że moje zakrwawione ciało znajdzie wkrótce niewinny przechodzień, jak w skandynawskich kryminałach. Rzeczywistość jak zwykle okazała się nie tak zabawna, jak obiecywano. W parku, w ziołowo pachnącym dymie snują się zwykle łagodnie nastawieni młodzi ludzie, którzy butelki po piwie co najmniej ustawiają obok przepełnionych koszy.

Bzykająca się parka nastolatków, którą zdybałam przy kamiennych schodach, nawet mnie nie zauważyła, a ja teraz pilnuję, żeby wiosną i latem jednak biegać z daleka od gęstych krzaków. Przyznaję, że zużyte środki antykoncepcyjne rzadko walają się bezpośrednio po ścieżce, ale po co mam stresować młodzież, która dopiero odkrywa uroki życia. Co do agresorów, to nikt nie przestraszył mnie tak, jak ziom w joggingu, na którego natknęłam się ciemną nocą, wybiegając zza zakrętu, już i tak zestrachana sugestywną grozą audiobooka "Gra o Tron". Wrzasnęłam jak banshee, facet złapał się za serce i zatoczył, nie wiem, co było dalej bo zwiałam. Miałam tego dnia wyjątkowo dobry czas.

 

Zainwestowałam w sprzęt...Zainwestowałam w sprzęt...

 

Moje życie biegającej nabrało zupełnie nowej jakości, kiedy - jakoś po roku - mężczyzna, za którego wyszłam ujrzał (oni są bardzo spostrzegawczy, wiecie) moje wiekowe buty - te, które zastąpiły traperki.

- Co to jest?? - zapytał ze zgrozą?

- Już chowam, sorry - odrzekłam gorliwie, bo kiedy w mężczyźnie budzi się demon porządku, należy położyć uszy po sobie i nie płoszyć.

- ALE JA SIĘ PYTAM, CO TO JEST?!

- No... Moje buty do biegania.

- To są buty do biegania?!

- A co? (nie są to szpilki louboutiny, poznałabym na pewno)

- To są buty do trekkingu, ofiaro...

Po czym zostałam zabrana na zakupy. Odkrycie, że buty do biegania są jakoś o połowę lżejsze, niż te, którymi się dotąd kontentowałam na trochę odebrało mi mowę i nie było mnie stać nawet na "phi".

Jeżeli chodzi o resztę outfitu - preferuję styl a'la Rocky - najstarsze, najbardziej wyciągnięte dresy, najbrutalniej nadgryziona zębem czasu koszulka, włosy spięte różową gumką córki. Nie uznaję również profesjonalnej bielizny do biegania - serio, biegam w koronkach i jest mi z tym naprawdę dobrze (a górą obleśny dres, prawda). Przez jakiś czas używałam pulsometru, ale teraz leży w szufladzie - nauczyłam się i bez tego rozpoznawać (właściwie bez pudła), czy tętno jest w zamierzonych widełkach. Zainwestowałam natomiast w czołówkę, ponieważ lubię biegać po nocy, a nie chciałabym wybić sobie zębów potknąwszy się o ciało mniej szczęśliwego biegacza. Poza tym miło jest napotkać na przykład psa, w którego oczach za sprawą mojej czołówki odbija się cała groza powieści Stephena Kinga. Kupiłam też mocowany na ramieniu futerał na telefon, bo trzymanie sprzętu za dekoltem okazało się na dłuższą metę niedogodne. I tak, używam appek do biegania, bardzo mnie to motywuje, zwłaszcza, kiedy porównuję początkowe wydyszane w godzinę dwa kilometry z obecnymi sześcioma - siedmioma.

 

RunKeeperPrzywiązalam się do RunKeepera

 

Nie biegam w maratonach, nie biegam w towarzystwie, to się nie zmieniło i chyba się nie zmieni. Lubię być sama z moją zadyszką, kłuciem w boku i wkurwem do wybiegania.

Dlaczego przeprosiłam się z bieganiem? Bo nie wymaga to horrendalnych nakładów finansowych, bo wystarczy, że wyjdę za próg i już mogę To Robić.

Bo łatwo się tego nauczyć (mnie nieocenione porady dawał Arvind Juneja i jego Fitback.pl. Chłopak ma tylko jedną wadę - jak cię zacznie zachęcać do działania, to nie odpuści, nawet kiedy masz ochotę używać dresu tylko jako stroju do picia wina na podłodze. Nie dociera do niego również argument DZIŚ MI SIĘ NIE CHCE (ale to ma chyba również swoje plusy).

Bo wprawdzie nudne, jak nowe sezony "2 Broke Girls", ale odkryłam audiobooki i łączę przyjemne z pożytecznym. Bo daje efekty. Bo uzależnia. Bo mogę być ubrana jak kloszard i nie przynosić wstydu fancy siłowni, oraz nikt się na mnie nie gapi. Bo - cytując Lady Dowager z Downton Abbey - jestem kobietą i mogę być tak przekorna, jak mi się podoba

Bo Agata Połajewska obiecała, że kiedy osiągnę pewien poziom - pożyczy mi swoją tiarę i - jadąc równo ze mną swoim drechowozem - puści z głośników na tę okazję zamontowanych na dachu "Eye of the tiger" oraz wywieszona z okna będzie zachęcać mnie przez tubę czymś w rodzaju "Move your ass, pussy!"

Nie mogę się doczekać.