Mam Żeromskiego za grafomana i co mi zrobicie? Na szczęście miał córkę...

Wieszcz narodu. Piewca miłości kochanej ojczyzny. Mistrz emocji. Herbu Jelita. Z syzyfowym wysiłkiem wtaczający głaz oświaty na stromą górę ludzkiej ignorancji. Żeromski dla mnie stworzył jedną rzecz porywającą i godną podziwu. Córkę.

 

 

Od czytania trzeba mnie było raczej odpędzać, niż zachęcać do. Wpis w dzienniczku: "Ola znów czytała na matematyce książkę. Proszę o zwrócenie córce uwagi."

Zalecenie okulisty: " - I niech ona nie czyta bez przerwy, najwyżej trzy godziny dziennie. - To co mam robić? - Możesz, dziecko, słuchać radia." - mój płacz było słychać aż w Policach. Nie istniał dla mnie problem lektury obowiązkowej, ponieważ wszystkie miałam przeczytane grubo przed terminem i z przyjemnością - nie pomijałam żadnego opisu przyrody w "Nad Niemnem" czy zachodu słońca w "Chłopach", jadłam łyżkami bo mi smakowało i tyle. Spokojnie, nie mamy tu do czynienia ze wspomnieniami małego geniuszka, świetnej uczennicy, chluby placówek, na moje dokonania w dziedzinach matematyki, fizyki, chemii, plastyki i historii Rewolucji Francuskiej lepiej spuścić zasłonę zażenowanego milczenia.

Lecz lektury żarłam, och jak żarłam. Trzeba było czegoś więcej niż dezaprobaty matematyczki i gróźb lekarza, żeby mnie do żarcia zniechęcić. Trzeba było Żeromskiego.

Wieszcza narodu. Piewcy miłości kochanej ojczyzny. Mistrza emocji. Herbu Jelita. Z syzyfowym wysiłkiem wtaczającego głaz oświaty na stromą górę ludzkiej ignorancji. Opisowo i kwieciście. Do bólu, do krwi pierwszej i ostatniej. Z przytupem, patosem, sztandarem w tle, ze emfazą, z marsem na czole i pieśnią w sercu. I nawet seks pomnikowo, górnie i chmurnie. Ojezu.

No, nie mogłam strawić. Próbowałam, oczywiście. Z dobrą wolą i zacięciem. Pierwszy raz w życiu, ze zdumieniem, niedowierzaniem i urazą zetknęłam się ze zjawiskiem NUDNEJ KSIĄŻKI. Nie wierzyłam. Próbowałam od nowa. To niemożliwe, żebym ja nie była w stanie czegoś przeczytać. To się nie dzieje.

Zaczęłam się okropnie wstydzić. Kryłam mój nowy problem głęboko w zbolałym i zaskoczonym serduszku. Nie powiedziałam nikomu, co myślę o walorach lektury. Nadszedł dzień sprawdzianu pisemnego z cholernego Żeromskiego. Byłam gdzieś w pierwszej ćwiartce "Przedwiośnia" i jasno czułam, że żywa z tego nie wyjdę. Udałam się do ostatecznej instancji:

- (cichutko) Mamo, ja nie mogę pójść na tę klasówkę.

- Dlaczego?

- (nieśmiało) Nie przeczytałam "Przedwiośnia".

- Dlaczego?

- BO TO NUDNE, JAK FLAKI Z OLEJEM, A ŻEROMSKI BYŁ GRAFOMANEEEEEM!

- też tak myślę. Dobrze, nie idź.

W ten sposób miałam z głowy grafomana, poglądu więcej nie ujawniałam, bo po co, dzieła omijałam szerokim łukiem, przełknęłam jakoś i wyparłam wiedzę, że wielbiony przeze mnie Wańkowicz wielbił z kolei Żeromskiego. Trudno, świetnie.

O Żeromskim z uczuciem moja Młoda KoleżankaO Żeromskim z uczuciem moja Młoda Koleżanka

 

 

Po latach okazało się jednak, iż Żeromski stworzył jedną rzecz doskonałą i godną podziwu. Córkę.

Zabijcie mnie, ale nawet z lufą przy głowie będę się upierać, że Monika Żeromska była o niebo lepszym pisarzem niż jej ojciec. Jako pisarz reprezentowała bowiem wszystko, czego tacie nie dostawało. Wiarygodność. Elegancką formę. Dystans do siebie i świata. Poczucie humoru. Zmysł obserwacji. Znajomość ludzkiej natury. Urok wreszcie, papa Żeromski z uroku był wyprany persilem do białego. W 95 stopniach. Z wirowaniem.

Żeromska pisze o tym, co zna najlepiej. O własnym życiu. Od wczesnego dzieciństwa, przez dorastanie, studia, małżeństwo, koszmar wojny, lata powojenne, podróże, nową miłość. Jest tych wspomnień kilka tomów i nie jest to lektura na raz, wracam do niej nieustannie. Jest w tym, co pisze tyle wdzięku, mądrości, plastyczności opisu (Żeromska malowała, choć moim zdaniem - nie była w tej dziedzinie geniuszem, cały jej talent poszedł w literaturę, niemniej - znać oko malarza w tekście). Piękna, mądra, ciepła kobieta opisuje piękne, mądre, ciekawe, choć niełatwe życie, radości, smutki, przyjaciół, zwierzęta, smaki i kolory. Podróżuje po całym świecie, spotyka fascynujących, okropnych, sławnych, kuriozalnych ludzi, nudnych, o których mówi interesująco, niezwykłych, których ożywia opisem. Stefan Żeromski, jak się okazuje, potrafi mnie wzruszyć - w opowieściach kochającej go bezkrytycznie córki nie ma egzaltowanego pisarza - jest najmilszy, mądry, dobry ojciec, który odchodzi za wcześnie, ale jest z nią całe życie. Bardzo bym chciała, żeby ten nieudolny opis Was nie zniechęcił, to są książki, których szkoda nie przeczytać, byłaby to wymierna, duża strata radości, przyjemności, okazji poznania czegoś niezwykłego i niepowtarzalnego.

Jest i bonus - wszystkie tomy wspomnień Moniki Żeromskiej wyszły też w formie audiobooków. Czyta je lektorka z mojej pierwszej piątki ulubionych, pani Blanka Kutyłowska piękny głos, piękna dykcja, śliczny, nieco staroświecki akcent, no po prostu pycha, gorąco polecam.

Więcej o: