Odchudzanie, śmierć i dziewczyna. A co Ty łykasz?

Siedzę i gapię się na tekst o dziewczynie, którą zabiły "tabletki odchudzające". Czytam kolejny raz, ale od czytania stupor wcale nie maleje, przeciwnie, pogłębia się w czarną studnię.

Środek jest dostępny w internecie. Oferują go anonimowi sprzedawcy. przesyłka kurierem, płaci się przy odbiorze

Coś ty sobie myślała, dziewczyno?

Czy może, jak u Natalii: "lato już za chwilę, a ja nadal gruba"? I chciałaś coś zrobić, koniecznie, zaraz, już? To pierwsze, co przychodzi mi na myśl, bo to jestem w stanie zrozumieć. Ale czarna dziura dostarcza dalszych wizji, których nie potrafię ogarnąć - ani wiarą, ani logiką. Wiedziała, co bierze? Myślała, że może się jej uda, może trochę żołądek będzie bolał, ale schudnie (z czego?), a to przecież najważniejsze? Czy to było na zasadzie "wszystko jest ryzykiem, biegając też można skręcić kark"?

A może ta gorsza opcja, ta bardziej przerażająca: "Internetowe fora kulturystyczne są pełne informacji i ostrzeżeń o działaniu DNP. Użytkownicy wymieniają się też radami, jak tę substancję stosować". Może stosunek "ostrzeżeń" do "informacji" był taki, jak Polaków czytających ze zrozumieniem do tych pozostałych? Może w głowie zostało jej jedynie "po tym się chudnie, rewelka spala tłuszczyk, po tygodniu znikła mi oponka na brzuniu, supcio, goronco polecam, propsy i buziaczki"?

W mózgu mi się mieli: "zdrowa, szczupła, dwudziestoletnia dziewczyna", natrętna fraza bez końca. Czy zdrowa, szczupła, dwudziestoletnia dziewczyna łykając syf, "używany w przemyśle chemicznym (do produkcji barwników czy herbicydów)" zakładała, że za chwilę - dosłownie - ugotuje sobie własny organizm? Czy miała wkalkulowane ryzyko? Czy ktoś ją oszukał ("anonimowy nadawca") sprzedając jej chemię? Czy, czy, czy?

Oczywiście, wiem, co się za chwilę rozpęta, pewnie już się rozpętało. Fala: głupich nie sieją, selekcja naturalna, będzie mniej debili na świecie, sama chciała, dobrze jej tak, rodziny tylko szkoda. Czekam, aż ktoś mi wytknie, że skoro panny od Fibaka uważam za świadome własnych działań i odmawiam im statusu ofiar - to dlaczego rozwodzę się nad tym przypadkiem, wszak dwudziestolatka raczej nie myślała, że łyka witaminę C, co za różnica.

Ot, moje prawo, że od jednych newsów burzy mi się krew i czernieje podniebienie, a inne kwituję wzruszeniem ramion. Moja wybiórcza wrażliwość, moje skrzywione pojmowanie, moje kryteria i priorytety. I nie, zamykanie forów "dla kulturystów", czy - z innej beczki - tych typu hyperreal.info to według mnie żadne rozwiązanie. Rozwiązaniem jest wiedza i informacja. Zawsze. Serio, gonimy dilera wystającego pod podstawówką, jednocześnie pozwalając funkcjonować sprzedawcom takich pyszności, jak dinitrofenol?

Po natknięciu się na ten tekst wrzuciłam go sobie na Facebooka. Bez żadnego komentarza, bo komentarz zamarł mi w gardle. Licząc jednak, że dyskusja rozwinie się beze mnie. I słusznie, jak się okazało:

- Słabo mi

- Praga, c'nie?

- Ale ciekawe, wcześniej ofiar nie było? To co ona z tymi tabletkami robiła?

- Tematów ponurych z tego njusa to worek, piszcie, może komuś ręka zadrży nim kliknie "kup teraz"

- Dramat. Zastanawiam się, jak trzeba być zdesperowanym.

- To przede wszystkim zbliżające się wakacje. Wiecie, plaża, bikini, takie historie.

- Tasiemce, detergenty, wybielacz, łykanie wacików - można to mnożyć. A na głupocie się zarabia.

- Ludzie mają też głębokie przekonanie, że jak coś można kupić, to to nie może zaszkodzić. No bo tyle pozytywów na allegro. Przecież nikt nie napisał, że umarł. Ojej.

- Pigułki na wszystko, bo łatwiej.

- Ale żeby nie kojarzyć, że z organizmem dzieje się coś złego? Głupota.

- Czasem nie głupota może, a brak żelaznej psychiki i młodość? ja mogę sobie wyznawać zasadę "nie można być zbyt chudym i zbyt bogatym", ale ja mam swoje lata i nie tracę zmysłów nosząc rozmiar powyżej 36, jak się ma lat 20 i mniej, to trudniej zrozumieć, że na rurkach wiszących na kościach miednicy świat się nie kończy, szczególnie jeśli obok nie ma kogoś kto wytłumaczy? (przyznam, że ten komentarz wyraża wszystko, co myślę)

- Podramatyzowałam? jeszcze jest wiara, że droższy i mniej dostępny specyfik lepiej leczy;)

- Ja sobie pozwolę pozostać przy głupocie.

- To też. Zresztą, przecież nie wpadła na ten pomysł sama.

Jakoś bardzo mi nieprzyjemnie w środku po tym artykule. A tak w ogóle, to ja też coś łykam. Konkretnie to Therm Line przed każdym bieganiem. Prawie od roku, choć czasem zapominam. Przeczytałam o specyfiku na forum dla kulturystów, haha, takie to zabawne. Nie, nie robi mi to nic złego, owszem - robi dobre, zapowiadane w ulotce, oczywiście w rozsądnych granicach. Czy myślę, że przekroczyłam linię bezpieczeństwa? Ależ skąd. Czy myślę, że łatwo ją przekroczyć? Nie wiem.

Więcej o: