Polskie morze kontratakuje. Propozycje dla tych, co nie lubią nadmiaru atrakcji

Mój tekst o tym, że w sezonie urlopowym Bałtyk wolę u sąsiadów - w Szwecji, Estonii czy na Łotwie - wywołał małą burzę. Oprócz oskarżeń o brak patriotyzmu (!) pojawiły się głosy, że nad naszym morzem wciąż można znaleźć także fajne, ciche miejsca, wolne od plastiku i tandety. Oto stworzony wspólnie z Wami mini-przewodnik po alternatywnym Wybrzeżu.

Większość potrzebuje po prostu rozrywki, bo wreszcie nie musi gonić między domem a pracą, nie musi gotować i martwić się o kanapki. Obiad w ośrodku, przekąska od pana plażowego. Większość chce mieć ten kontener na plaży, chce mieć tam imprezy, chce móc pić piwo do woli, bo wreszcie nie trzeba się martwić tym porannym szumem w głowie. Większość chce sobie przywieźć fajną pamiątkę z wyjazdu, może nawet śmieszna koszulkę. Większość. A co, jeśli nie? Podpowiadacie, że nie trzeba lecieć po spokój aż do Estonii. I dobrze.

Mój stronniczy wpis o zachwycie kurortami sąsiadów, zwłaszcza z tych dalszych Republik Nadbałtyckich wziął się z wypadkowej pragnienia spokoju, tęsknoty za dziką przyrodą i z sentymentów. "Obce" wybrzeże Bałtyku urzekło mnie tym, że w sezonie przypomina moje ukochane zachodniopomorskie rejony poza sezonem. Nikt nie wpadł tam jeszcze na pomysł, żeby rozstawić wielkie reklamy telefonii komórkowej łopoczące zachęcająco na wietrze. Po drodze na plażę mijam kępy storczyków, a pusta droga przypominała mi dzieciństwo w Łukęcinie. Jeśli chcieliśmy kupić dzieciom dmuchaną piłkę, musieliśmy się udać do zwykłego supermarketu ze zwykłymi, zbliżonymi do polskich dyskontów cenami i tam kupić takową.

 

foch.plSentymentalna podróż nad polskie morze? Niech będzie!

 

Nie zatrzymam czasu, ludzie chcą tego i to dostają. Nie zmuszam nikogo z Was do wypoczynku gdzie indziej, ja znalazłam swoje alternatywy dla "atrakcji, które zadowolą nawet wybrednych". Dla tego, co poza sezonem znajduję pod Świnoujściem, na drodze od Gosani po Wisełkę. Dla tego co najlepiej wspominam ze wszystkich wyjazdów w okolice Rewala i Trzęsacza. Znalazłam lek na tęsknotę za Ustroniem Morskim z lat 80. i na smutek po Pogorzelicy, która już w latach 90. tak przegięła z nadmiarem badziewka i smażeniny, że do dziś mi smutno. I jeszcze ten Rednex z kaset i te Smerfne Hity puszczane przez sprzedawców - wszystko to wbiło się w moją pamięć klinem.

Ale przecież to dziś oblig, to element folkloru. Część ludzi właśnie po to jedzie nad morze. "Doświadczyć" tej specyficznie pojmowanej "przaśności", konkursów jedzenia kiełbas bez pomocy rąk, wyścigu w kisielu, jedzenia pierogów na czas. To jest zabawa. To są wakacje. To jest definicja zdystansowania się do własnej osoby. Nie chodzi o lepszość czy gorszość, ja po prostu muszę mieć inaczej, to znaczy w ostatnich latach skoczyła mi potrzeba wypoczywania z dala od tego zdystansowanego i zabawnego towarzystwa.

"Ale z Ciebie patriotka!" napisał mi kolega. Mój patriotyzm przybierać zaczyna jakąś - sama się sobie dziwię - radykalnie ekologiczną formę. Patriotyzm to chęć oglądania morza samego w sobie, bez dodatków, oglądania miejsc takich, jakimi są na co dzień, a nie przystrojonych tak, żeby wyglądały jak tamto miejsce skąd ci wszyscy ludzie przyjechali, tylko, że bardziej fajnie i wesoło (szyldy pisane comic sans!). Życie zmusza do wyjazdów w sezonie, więc trudno "Czy tam w ogóle są ludzie", no tam, gdzie jadę? Mało. Im mniej tym lepiej.

Towarzystwo ludzi wystarcza nam na kwaterach. Mojej rodzinie trudno jest wysiedzieć dwa tygodnie w jednym miejscu i cały dzień tkwić na plaży. Zazwyczaj dwie-trzy godziny porannego plażowania po pierwszym śniadaniu i wieczorny wypad przed snem, żeby jeszcze z dziećmi nacieszyć się spokojem i szumem fal - wystarczy. Przez dwa ostatnie lata kiedy jeździliśmy już z dwójką małych dzieci wyglądało to podobnie. Po drugim siadaniu szliśmy po prostu w świat. Czy to były stare chaty rybackie na końcu drogi, skąd trzeba było potem wracać 30 km autostopem, czy to był park narodowy, w którym można się zagubić i odkryć tajemnicze wojskowe ruiny, czy cmentarz z grobem wilkołaka. Trzy, cztery dni i pakujemy plecaki, zwijamy wózek, wsiadamy do autokaru i jedziemy dalej.

Nowe miejsce, nowa plaża, nowy dom, nowe atrakcje. Nie zamierzam nikogo zmuszać i przekonywać, że takie wakacje są najlepsze na świecie. Dla nas są. Po prostu i już. Bo zawsze umieramy z ciekawości, nie mogąc się doczekać co jest za następnym zakrętem, jak wygląda wnętrze tej latarni morskiej, albo co też takiego znaleźć można na cmentarzysku łodzi w środku lasu poza stadem komarów oczywiście. I dlatego tym odludkom, dziwakom, wariatom i zapaleńcom, którzy lubią mieć podobnie, a mają dzieci i muszą jeździć w sezonie, polecam właśnie te miejsca, które polecam.

Wy dokładacie swoje, mówicie, że tam nie ma tego, na co narzekałam - hałasu, smrodu, nadmiaru ludzi i tandety. I to jest super, dlatego poniżej prezentuję Waszą listę. Korzystajcie z niej rozsądnie ;) My też zamierzamy, bo na dobrą sprawę za wieloma z tych miejsc też już nam tęskno zwłaszcza tymi w okolicach polskiej Sahary.

Piaski - mapy na Mierzei Wiślanej najczęściej pokazują, że drogi prowadzą do Nowej Karczmy, jeszcze dalej za nią są Piaski. Po nich już tylko lasy i oczywiście granica z Rosją. Efekt? Taki nasz mały koniec świata. Z jednej strony Zalew Wiślany, z drugiej Bałtyk.

Skowronki - to kusząca propozycja. Niby blisko znanych i popularnych miejsc, bo i Krynica Morska obok i do Kątów Rybackich rzut beretem, a jednak spokojniej i bardziej kameralnie.

Piaski i SkowronkiPiaski i Skowronki

Mikoszewo - jeden z komentatorów (Siedem Jarzębin - pozdrawiamy!) w przypływie ułańskiej fantazji obiecał postawić mi tam wyjazd wakacyjny. Spokojnie, damy radę. Miasteczko u ujścia przekopu Wisły przyciąga nas zwłaszcza możliwością odwiedzin w rezerwacie.

Mikoszewo

Białogóra - idealna dla rodzin z dziećmi, biały piasek, spacery plażą, trasy rowerowe.

Kopalino, Lubiatowo i Słajszewko - w sąsiedztwie Białogóry, dalej od plaży, kwatery na najwyższym poziomie, elegancko, czysto , niedrogo i serdecznie.

Cztery fantastyczne miejscówkiCztery fantastyczne miejscówki

Smołdziński Las - położony genialnie, bo niemal dwa kroki od Słowińskiego Parku Narodowego, jednego z najbardziej zaskakujących rezerwatów w tej części kraju.

Piękne morze i do jeziora też nie bardzo daleko...Piękne morze i do jeziora też nie bardzo daleko...

Jarosławiec - taka cicha woda, niby z dala od głównych szlaków, a jednak aquapark dla turystów jest. I SPA,  i inne atrakcje. Ale zachwalaliście też, że mimo wszystko spokój i czysto.

Dąbkowice - lepiej już być nie mogło. Nie dość, że morze, to jeszcze dwa jeziora: Bukowo i dalsze Jamno. Czyli jak nie mamy ochoty na morskie fale to w tył zwrot i hajda na mniejsze akweny.

Jarosławiec Dąbkowice

No i znany wszystkim Puck - to miasto, ale bardzo zgrabnie i gustownie odrestaurowane. Komentator o pseudonimie Piotruś Pan kupił nas określeniem "nad Pucyfikiem"! Od razu powiało przygodą!

PuckŚlicznie odnowiony Puck

Więcej o: