Ta podstępna dziwka - tarczyca. Cz.2.: Jak z nią wygrać?

Zrób coś. To nie twoja wina, że wyglądasz jak spuchnięty wieloryb, że jesteś chora, nieszczęśliwa, że twoje życie obsysa, że wstydzisz się wyjść do ludzi, że źle spisz, źle wstajesz i źle oddychasz. To nie twoja wina, że wybuchasz płaczem, awanturą, pretensjami, złością. To choroba i łatwo można zniwelować jej objawy. To nie wymaga wielkiego wysiłku. Proszę, rusz się.

Wpadłam w stupor.

Początkowo miałam zamiar zilustrować niniejszy tekst opisanym w poprzedniej części  zdjęciem. Zamiar zmieniłam, moja próżność nie ma granic i wiecie co, zwyczajnie nie stać mnie na to, żeby COŚ TAKIEGO pokazać. Ale zachowałam to zdjęcie i oglądam je często. Ku przestrodze i ku pamięci.

Aleksandra nie pokazała zdjęcia, ale swoim zdjęciem przed/po podzieliła się nasza znajoma - MajaAleksandra nie pokazała zdjęcia, ale swoim przed/po podzieliła się nasza znajoma - Maja

W stuporze trwałam jeszcze dwa miesiące. Przez te dwa miesiące robiło się coraz gorzej. Do objawów doszedł uporczywy nocny kaszel i również nocne pocenie się bez umiaru. Palce popuchły mi tak, że nie mogłam zdjąć obrączki i pierścionka. Łydki nie mieściły się w cholewkach butów. Nadal biegałam, nadal mocno pilnowałam tego, co jadłam. Z bezsensownej agresji popadałam w bezsensowną (choć właściwie uzasadnioną tym, co w lustrze) rozpacz. Coraz częściej słyszałam: "Weź ty sobie może zbadaj tarczycę, coś jest nie tak". Niezmiennie odpowiadałam: "Nie, nie, to moja wina, za dużo jem, za mało się ruszam, zestarzałam się, tak musi być". We wrześniu pierwszy raz zaprowadziłam bliźniaki do przedszkola, wracając wstąpiłam na umówioną wizytę.

- Dzień dobry panie doktorze.

- Dzień dobry. Ostra niedoczynność tarczycy, co?

- Nie wiem.

- Ale ja wiem, widzę. Proszę, te i te badania. Widzimy się za tydzień.

Poszłam, zrobiłam. Po tygodniu telefon: - Dzień dobry, mam tu pani wyniki, są bardzo niepokojące, zapraszamy do nas, możliwie szybko.

Często dostajecie takie telefony? To był mój pierwszy. Zawsze sądziłam, że wydobycie wyników to dość obwarowana restrykcjami sprawa. Pognałam, odebrałam, obejrzałam, nic mi to nie mówiło, wjechałam na kolejną wizytę. Pan doktor obejrzał to, co przyniosłam.

- Pani mówi, że pani biega?

- Tak, kilka razy w tygodniu. Po 5 - 6 km.

- Gratulacje, mało kto w takim stanie umie się zdobyć na jakiekolwiek ćwiczenia fizyczne. Pani poziom TSH przekracza normę 11 razy.

- Nic nie rozumiem.

- Wytłumaczę.

Wytłumaczył, wypisał receptę, wstałam.

- Chciałam jeszcze o coś spytać.

- Słucham.

Zarzuciłam brazylijską telenowelą:

- Czy to jest możliwe, żeby było, jak przedtem? Żebym normalnie wyglądała?

- Lepiej, proszę pani. Lepiej.

Nie powiedziałam: "O, ty arogancie". Wyszłam. Za progiem, pozostając w duchu brazylijskiej telenoweli - rozpłakałam się rzewnie. Bo ktoś mi wyjaśnił, że to wszystko nie moja wina. Tycie, włosy, skóra, apatia, humory, zaniki pamięci, senność. Bo ktoś mi powiedział: "Spokojnie, coś z tym zrobimy, gwarantuję". Bo okazało się, że - ponownie wybaczcie tani patos - nie muszę kończyć życia w wieku 37 lat, a przysięgam, myślałam, że została mi tylko wegetacja w ciele potwora. A uwierzcie mi, jak się jest próżną, płytką flirciarą, genetyczną kokietką, zachłanną na życie i emocje, to dosyć kiepska perspektywa.

Najpierw obudziły się włosy. Po dwóch miesiącach okazało się, że między starymi, długimi pasmami mam nowe, krótkie pasemka, pokrywające łyse placki.

Potem było już tak, jak powinno być. Wykupiłam, zaczęłam brać. Po miesiącu kolejne wyniki, kolejna wizyta, korekta dawki. Po następnym miesiącu - powtórka. Po kolejnym - zmiana leku (z Euthyroxu na Novothyral - lek nowszej generacji, niekiedy daje lepsze efekty, bywa lepiej tolerowany). Na kolejnej wizycie aprobata wyników i sześć miesięcy do następnego spotkania.

Najpierw obudziły się włosy. Pewnego dnia, po trzech tygodniach od pierwszej tabletki umyłam jak co rano, zostawiłam, zajęłam się czymś, w trakcie czochrając kłaki w przypływach wkurwiku, czy innych emocji (nie wiedzieć kiedy przestało mi być wszystko jedno). Po dwóch godzinach spojrzałam w lustro. Wokół nadal nalanej, tłustawej twarzy miałam z powrotem swoje naturalne loki. Skręt wrócił. Tak jak odszedł, z dnia na dzień. Po dwóch miesiącach okazało się, że rosną jak wściekłe, odrastają jak szalone, że między starymi, długimi pasmami mam nowe, krótkie pasemka, pokrywające łyse placki.

Gładka, napięta, mocna skóra. Mocne paznokcie. Rzęsy, brwi. "Byłaś u kosmetyczki? Wyspałaś się?". Nie, leczę się. W końcu.

Potem, jakoś po miesiącu zniknęły worki spod oczu, obrzęk nosa, policzków, twarzy. Szyja odzyskała kształt. Przypomniałam sobie, jak wyglądają moje obojczyki. Mogłam zsunąć pierścionki. Mam zezwolenie na patos? To proszę - miałam wrażenie, że po odrobinie, po troszku odwraca się zły czar. Spałam dobrze, twardo i bez kaszlu, oraz osiem godzin, nie potrzebowałam więcej. Zaczęłam się złościć, cieszyć, śmiać, denerwować, pasjonować, zaczęło mi zależeć, zaczęło mi znowu smakować życie.

Za duże buty, kupowane przez ostatni rok. Za duża bielizna. Kolejne ciuchy przywracane z banicji, znów pasujące. Gładka, napięta, mocna skóra. Mocne paznokcie. Rzęsy, brwi. "Byłaś u kosmetyczki? Wyspałaś się?". Nie, leczę się. W końcu.

Jestem zajebiście szczęśliwa, mam moje życie z powrotem. Cena za to - jedna tabletka co rano.

Rzuciłam dietę. Trochę z lenistwa, trochę ze świadomej ciekawości, co się stanie, czy TO odwróci się samym leczeniem. Nadal biegam, bo uzależniłam się od tego, ale nie odmawiam sobie niczego. Słodyczy, makaronu, ziemniaczka, wina, mięska. Chudnę. Bardzo powoli, po trochu, ale chudnę. Grzechy obżarstwa odbijają się na wadze, można je łatwo zniwelować rozsądkiem i dyscypliną. Jeszcze nie jest jak przed. Ale już wiem, że może być.

Jestem zajebiście szczęśliwa, mam moje życie z powrotem. Cena za to - jedna tabletka co rano, zaraz po obudzeniu, na czczo. Przy obecnym stanie wiedzy medycznej - do końca życia. Wiecie co, mam to w dupie. To bardzo niska cena.

Krótki przewodnik: objawy, diagnostyka, leczenie

Zaznaczam, że kieruję się tu wiedzą i opiniami mojego lekarza, bo mu ufam i widzę, że to, co zaleca - działa.

Co cię powinno zastanowić:

1) Nagłe (nieuzasadnione zmianą diety, czy trybu życia) przybieranie na wadze, mimo braku apetytu, obrzęki, puchnięcie.

2) Apatia, senność, zmienne nastroje, objawy podobne do depresji, brak energii.

3) Uczucie nieustannego zimna, w każdych warunkach.

4) Problemy z pamięcią.

5) Radykalna zmiana wyglądu, problemy z włosami, paznokciami, skórą, zmiana rysów twarzy.

6) Bóle stawów, obniżona odporność.

7) Uporczywy kaszel.

Pamiętaj, że nie musisz mieć wszystkich objawów. Mnie ominęło wieczne zimno i bóle stawów, mimo, że choroba była już mocno zaawansowana.

Badania, które zaleci dobry lekarz:

1) usg tarczycy

2) badanie TSH

3) badanie FT4

4) badanie FT3

5) badanie anty - TPO

Dobry lekarz będzie umiał zinterpretować otrzymane wyniki, weźmie pod uwagę fakt, że kiedyś normy bywały zawyżone, nie zlekceważy objawów, nawet wtedy, kiedy wyniki będą w granicach normy. Jednym służy lekka nadczynność, innym nie przeszkadza niewielka niedoczynność. Jesteś indywidualnym przypadkiem i tak należy cię traktować.

Czego możesz spodziewać się na początku leczenia:

1) Totalnej jazdy hormonalnej. Dla mnie - porównywalnej z początkiem ciąży, lub początkiem brania tabletek antykoncepcyjnych. Zmienne nastroje, bicie serca, osłabienie, napady zimna i ciepła na przemian, telepawka, panika. Przetrwaj to. Jeżeli zrobi się naprawdę słabo - pędź do lekarza.

2) Po miesiącu - dwóch powinno się uspokoić.

Co musisz:

1) Brać leki regularnie. Narzuć sobie reżim podobny do tego, który uznajesz przy antykoncepcji. Podobnie, jak tam - jedna zapomniana tabletka to już problem.

2) Badać się regularnie. I łykaj te cholerne prochy, nie odpuszczaj sobie, bo nie chcesz się zmierzyć z konsekwencjami, uwierz mi. Pomyśl, mogło być gorzej. Zaczynasz dzień od tabletki, raz na jakiś czas musisz się przebadać i koniec. To nic strasznego.

!!! Jeżeli nadal jest źle, jeżeli utrzymują się wszystkie wredne objawy, tyjesz, nie chudniesz, śpisz, nie żyjesz - masz źle dobraną dawkę/ złego lekarza.

Zmień to. Nie trać czasu na kogoś, kto cię nie słucha i lekceważy. Wiem, że to kosztuje nieludzkie pieniądze, ale - jeżeli nie da się inaczej - idź prywatnie. Nie kupuj kiecki, butów, wina, omijaj taksówki, kradnij książki, ale oszczędź na tę wizytę. Warto.

!!! Przy niedoczynności tarczycy, Hashimoto - może okazać się koniecznym jechanie na suplementach.

Ja biorę preparat na włosy i paznokcie (teraz pomaga, przed rozpoczęciem leczenia - nie), selen, chrom, magnez i cynk. Czasem zapominam, czasem nie kupię. Ale z tym jest lepiej, niż bez tego. Sprawdź, czego ci brakuje. To nie są duże pieniądze, to są warte sporej kasy efekty.

Proszę, rusz się. Będziesz mieć swoje życie z powrotem. Znowu będzie dobrze.

Zrób coś. To nie twoja wina, że wyglądasz jak spuchnięty wieloryb, że jesteś chora, nieszczęśliwa, że twoje życie obsysa, że wstydzisz się wyjść do ludzi, że źle spisz, źle wstajesz i źle oddychasz. To nie twoja wina, że wybuchasz płaczem, awanturą, pretensjami, złością. To choroba i łatwo można zniwelować jej objawy. To nie wymaga wielkiego wysiłku.

Proszę, rusz się. Będziesz mieć swoje życie z powrotem. Znowu będzie dobrze. Wiem, że nic ci się nie chce, że chcesz tylko spać w ciemnej norze i żeby się wszyscy od ciebie odwalili. Naprawdę cię rozumiem. Byłam tam, nadal jestem - jedną nogą, zawsze będę. I mówię ci - zrób coś z tym. To ci się opłaci. Szkoda życia na rezygnację.