Nowoczesna technologia w służbie cudzołóstwa, czyli jak dowiedziałam się o istnieniu aplikacji do organizowania niezobowiązującego seksu

Było to mniej więcej tak: na wyjeździe z kilkoma dziennikarzami, po godzinach, zapytałam jednego z kolegów cóż tak się śmieje nad swoim telefonem - i wtem! Rozmowa o problemie wszechobecnej w Neapolu mafii ustąpiła miejsca oglądaniu zdjęć zupełnie nieznanych mi panów, kompletnie nagich i w niedwuznacznych pozach. Tak, zbliżenia na detale też były. I geolokalizacja ("o, ten jest w knajpie dwie przecznice od nas, niezły!?)

W ten sposób dowiedziałam się o istnieniu Grindr - aplikacji na smartfony i iPady, geolokalizującej gejów i biseksualistów w pobliżu. Na przypadkowy seks. Albo, dla wrażliwych uszu: na niezobowiązujące spotkania nowych znajomych o podobnych zainteresowaniach.

Grindr

Grindr

W tym miejscu zapewne wielu czytelnikom przyjdzie na myśl homofobiczna uwaga, że tak, jasne, geje to nic tylko przypadkowy seks i obrzydlistwo. Otóż nie! Apka ma bliźniaczy odpowiednik - Blendr - korzystający z tej samej technologii i w ramach sieci społecznych kojarzący ludzi heteroseksualnych, znajdujących się w pobliżu. Blendr (jest też polska wersja) przedstawiono światu na festiwalu SXSW w marcu 2011 roku pod niewinnie brzmiącą nazwą "Project Amicus". Taaa, Amicus, jasne.

Jak dowiedziałam się o istnieniu tej aplikacji? Otóż, od koleżanki z Paryża, która opowiedziała mi załamana o tym, jak zerwała z chłopakiem, po odkryciu, że on nie wyskakuje tak niespodziewanie z domu, bo zapomniał kupić soczewki kontaktowe albo przypiąć rower. Nie, korzystał właśnie z Blendra i kiedy w pobliżu ich domu "oznaczyła się" atrakcyjna dziewczyna zainteresowana szybkim seksem - znikał. Chłopak do tego stopnia był uzależniony, że potrafił w drodze na spotkanie biznesowe wpaść na piętnaście minut do blendrowej "koleżanki". Coś wam to przypomina? Film "Wstyd"? Słusznie.

W Blendr i Grindr chodzi też o kojarzenie ludzi na randki, bądź poznawanie przyjaciół. Seks to tylko jedna z opcji. To, jak ludzie ich używają - to już ich bajka.

BlendrBlendr

A, jest też Pink Cupid - aplikacja dla lesbijek i biseksualistek poszukujących partnerki.

Dla mniej mobilnych i preferujących seks z ludźmi, których znają, jest na Facebooku Bang With Friends - to aplikacja dla tych, którzy chcą "puknąć" znajomych z "fejsa" ale nie mają śmiałości (?)  tak bezpośrednio. Czy coś w tym guście. Nie rozumiem do końca jak to działa, a instalować mi się nie chciało.

Nowoczesna technologia służy nie tylko poszukującym ale już aktywnym cudzołożnikom i cudzołożnicom. Dla nich stworzono aplikacje do zarządzania zdradą. Niegdyś, zdradzanie męża lub żony wymagało inwencji, koordynacji, umiejętności i nerwów ze stali. Dziś wystarczy dobra apka, by mieć choć trochę tych nerwów z głowy.

Jak CATE (od Call And Text Eraser app ), reklamowana wiele mówiącym hasłem "miłość jest ślepa i nich tak zostanie" - to aplikacja ukrywająca smsy i połączenia telefoniczne. Informacje można usunąć jednym kliknięciem, a jeśli małżonek przyłapie zdradzającego na pisaniu - wystarczy potrząsnąć telefonem, wówczas aplikacja się "ukrywa".

Jest TigerText usuwająca wysłane przez użytkownika wiadomości po jakimś czasie - dzięki niej nie trzeba się obawiać pozostawiania śladów romansu na czyimś telefonie. Jest stworzona z myślą o biznesmenach Vaulty Stocks, która wygląda jak apka monitorująca giełdę, a w rzeczywistości służy do ukrywania zdjęć. I wiele innych, ukrywających wstydliwe połączenia, wiadomości, kontakty a nawet - robiących zdjęcia osobie, grzebiącej w twoim telefonie.

Cóż, każdemu według potrzeb. W tym miejscu powinnam napisać, że nie oceniam, ale nie - oceniam. Jednak tę ocenę pozostawiam sobie.

A na koniec przydatna (?) instrukcja obsługi.

Prosta instrukcja, prosta przyjemność?Prosta instrukcja, prosta przyjemność?

Miłego weekendu!