Do słuchania wszędzie: trochę inne polskie piosenki na lato

Lato, słońce, wakacje i piękna eee...  piosenka?! No tak, w radiu znów grają jakieś Ugrupowanie Zdechłych Kotletów, w samochodzie obok ona tańczy dla niego, może nawet robi to na stalowej rurze fi sześć, ciężko było ją nieść. A wy chcecie czegoś nowego, innego, dziwnego, może nawet takiego do popłakania sobie, ale trochę się boicie. Być może nie ma czego. Mam nadzieję, że znajdę na to sposób.

foch

Na dziwne rozbawienie

Domowe Melodie. Bojaźń i drżenie mnie ogarnęły, gdy chciałam wam tu zalinkować najnowszy ich wideoklip, gdyż mam wrażenie, że to jest utwór dla tych, którzy już są w Domowych Melodiach zakochani. Utwór ów zwie się "BUŁA (z masłem)" i jest tak uroczo szalony, że na samo wspomnienie uśmiecham się jak Kot z Cheshire. Jeśli jednak sami nie jesteście pewni, czy ubawi was specyficzne poczucie humoru tego trio, czy urzeknie śpiew, któremu towarzyszą dźwięki pianina, kontrabasu i perkusjonaliów, to może najpierw posłuchajcie hitu uwielbianego i sprawdzonego. Niech was "Grażka" porwie i obezwładni

Na roztańczone uspokojenie

XXANAXX to ciekawy duet. Pani z talent show, pan z projektu grającego miejska muzykę elektroniczną, razem zaś podbijają świat własnym pomysłem na chillwave. Cóż to? To taka lekko nostalgiczna, odbijająca się echem, niekiedy kiczowata muzyka idealna na duszne popołudnia, albo wciąż jeszcze pulsujące ciepłem poprzedniego dnia poranki. Piosenka XXANAXXu może przewrotnie - zawiera wersy o kroplach deszczu na szybie i o niespełnionych nadziejach, ale zamiast totalnego ponuractwa wprowadza w stan rozkołysania i rozśpiewania. Ma refren potrafiący się przyczepić do słuchacza, ma też mnóstwo muzycznych ozdobników Wiecie, coś w rodzaju dźwiękowego brokatu który nieco rozświetla brudy i szumy w tle. Lubię wracać do tej piosenki.

Na leczenie obojętności

Mam nadzieję, że z autopsji znacie jak najmniej historii typu "rozmawiamy już tylko o wakacjach na wyspach i najlepszych w mieście restauracjach", oraz nie rzucacie do partnerów wyłącznie "trzeba kupić ci spodnie, stare się już wytarły, w wiadomościach mówili, że nadchodzą zmiany". A nawet jeśli to Beneficjenci Splendoru szukają już dla was antidotum - wspólny weekend za miastem, poszukiwanie takiego miejsca, gdzie można z siebie zdjąć Simlocka. Piosenka może nie jest najweselsza na świecie, życie nie jest wesołe. Lato na szczęście sprzyja odblokowywaniu się i stwarza wiele pretekstów do wypadów poza ciasne cztery ściany i duszne korytarze, puste rozmowy i kłamliwe gesty. Więc pozostaje posłuchać, pomyśleć, zanucić i uciec.

Na smutki pogodne

Nie poradzę, w tym roku moje serce skradła Rebeka. Przede wszystkim podziwiam Iwonę za wytrwałość i talent. To nie jest kolejna dziewczyna, która coś sobie śpiewa. Iwona komponuje, aranżuje, pisze teksty i dopiero na koniec "po prostu" dobrze je wykonuje. Bartosz Szczęsny, który jej towarzyszy w projekcie Rebeka uzupełnia zaś to wszystko. Dodaje, zmienia, proponuje, dogrywa, zgrywa, i ponoć czasem sprawia też, że jest bardziej piosenkowe i przystępne. Mnie w utworach z debiutanckiej "Hellady" najbardziej, obok bardzo dobrego brzmienia całości, podobał się ten niejednoznaczny emocjonalnie klimat utworów. No i wiadomo - ledwie posłuchałam takiej "Melancholii" i już pod nosem śpiewałam sznurując buty.

Na podskoki

Dobra, dosyć tego jojczenia, smucenia, nostalgii i metaforycznego cięcia żył dźwiękiem. Nie chcemy mieć siebie wzajemnie na sumieniu, więc czas na jakieś tańce. Dla mnie utwór Kixnare'a to jeden z przebojów półrocza. "Gucci Dough" pomógł nam przywołać wiosnę i przyznam, że nadal świetnie się sprawdza. Wszystko przez to, że autor tak fajnie posklejał dźwięki. Tu nawet jak się wreszcie po kolejnym przesłuchaniu człowiek przestaje bujać- ma co robić. Na przykład doceniać brzmienie tego syntezatora, czy tamtego uderzenia perkusji. Znaczy nie myślcie sobie, że to jest nie wiadomo jak wspaniała kompozycja. Po prostu zgrabna rzecz i cholernie trudno się potem uwolnić od tego "Little Gucci dough".

Na jeszcze więcej podskoków i śmiech

Bo to taka genialnie wręcz nadająca się do brykania w szalonych podskokach po pokoju piosenka. Ja jestem jak uśmiechnięty pies, ja znam te małe radości płynące z bycia w offlajnie, gdy "padła sieć". Parskam śmiechem autoironicznym przy wersach: "od razu zjem, nie muszę robić zdjęć", oraz "proponuję seks" - mężowi oczywiście. A wam proponuje się po prostu dobrze bawić. Bo DICK4DICK o fajne chłopaki i grać potrafią niezgorzej. Połączenie tej szalonej elektroniki i gitar powinno przez kilka chwil (mam nadzieję, że będą to nawet dłuższe chwile) efekt totalnego dopalenia, naenergetyzowania i w połączeniu z tekstem uwolni się fala endorfin, albo przynajmniej zniweluje efekt doła.

Więcej o: