Ruajal bejbi z serem, frytkami i kolą. Dumny Albionie, nie rób mi tego!

Miałam w ogóle nie pisać na ten temat, ignorować i nie dokładać cegiełki do ogólnego zgiełku. Ale trzymanie paszczy na kłódkę nigdy nie było moją najmocniejszą stroną, a jak myślę o "Royal Baby" to mi się po prostu ulewa.

Jeśli są wśród nas ludzie szczęśliwi, których temat omija i nie wiedzą o co chodzi - kochani, nie czytajcie dalej, bo po co sobie psuć wzrok i inne potrzebne do życia elementy człowieka. Uznajcie to za zakłócenia w eterze, idźcie na zieloną trawkę, napijcie się wody, uzupełnijcie tabelki w Excelu - cokolwiek byle nadal nie mieć styczności i pozostać nieskalanym mentalnie.

Bo mnie niestety skalało. Oczywiście, o tym, że William i Kate (moje ziomy, więc tak po imieniu się zwracam bezpośrednio. Jak wszyscy zresztą) będą mieli dziecko wiedziałam od dawna. Ta ważna informacja obiegała świat przynajmniej kilka razy ("Kate zaszła", "Kate rzyga", "Kate ma brzuszek" ojejciu). Więc czytając wiadomości ze świata - wiecie, te istotne wieści o tym, gdzie wojna, gdzie kryzys, wyciek ropy i kto zaszedł w ciążę - siłą rzeczy się dowiedziałam.

Rzecz jasna narodziny królewskiego potomka to jest fakt godzien podania do wiadomości ogółu (ale wystarczyłoby go podać raz, jak dla mnie, najlepiej już po narodzinach. Mazel tov), a brytyjska rodzina królewska jest nie tylko dobrem (ponad)narodowym, ale i popkulturowym mitem więc należało się spodziewać wszystkiego najgorszego w związku z ciążą ładnej i młodej Diany bis. Ale serio, serio, serio za chwilę poproszę o taką ładną torebeczkę na takie ładne wymiociny, bo mi się zbiorniki retencyjne przepełniły.

http://lydialeith.bigcartel.com/product/royal-baby-sick-bag-pinkhttp://lydialeith.bigcartel.com/product/royal-baby-sick-bag-pink

I co mi, delikatnemu kwiatuszkowi, się tak nie podoba, że marszczę swój arystokratyczny nosek i odwracam się ze wstrętem? Co ja? Pierwsza naiwna, urodzona wczoraj? Czy już demencja sprawia, że nie pamiętam medialnych cyrków z okazji królewskich wesel i pogrzebów? Że kwitnie sprzedaż gadżetów, że powstają okolicznościowe songi, że prasa tzw. kolorowa oraz wszelkie media plotkarskie krztuszą się i dławią, a internet spływa memami?

http://cdn.meme.li/instances/300x300/31305416.jpg

Było do przewidzenia prawda? Choć może fakt, że wszystkie polskie telewizje wysyłają swoich korespondentów, by ci (mać!) nadawali na żywo spod królewskiego szpitala, czy już zaczęły się królewskie skurcze i jak duże jest to kurewskie (och, łatwo się pomylić w tych literkach, wybaczcie) rozwarcie - tak, ten fakt sprawia że odrobinę się zapieniam. Bo mam wrażenie, że brakuje u nas pieniędzy na wszystko a głupota jest wciąż uparcie subsydiowana. I wszystko mi jedno czy z pieniędzy państwowych, czy prywatnych pozostaje to tak samo rażącą niesprawiedliwością.

Ale nie, jest coś jeszcze. Ja tu widzę okrutne bachanalia takie z rozszarpywaniem niemowląt i pożeraniem ich na surowo. Kiedy słyszę "royal baby" widzę je od razu w zestawie z kolą i frytkami, spływające krwią czy tam innym keczupikiem. Podane w medialnym fast foodzie, zjedzone i wydalone bez przerywania snu. I nie będę utyskiwać na "upadek kultury" bo nie w tym rzecz i nie takie kultury już upadały. Po prostu nie lubię hambuksów z dzieciny. Wolę klasycznego ćwierćfunciaka z serem.