Balejaż. Modny czy niemodny? Proponuję referendum narodowe!

"Zdarza się, że na szkoleniach fryzjerskich jestem zmuszany do uczenia, jak zrobić balejaż! Boże, co za blamaż" - wyznał mi, przewracając teatralnie oczami, znajomy stylista fryzur. Zrozumiałam wtedy, że co jak co, ale tego ?czegoś? na głowie mieć nie będę. Chyba że zapragnę być w stylistycznej awangardzie lub ktoś mnie wreszcie przekona, że można dobrze w balejażu wyglądać.

TRENDY BOSACKA  Bildnummer: 52342532  Datum: 31.08.2007  Copyright: imago/imagebroker    Junge br?nette Frau mit Str?hnchen, Personen , Highlight; 2007, Model released, Symbolfoto, Indoor, Frau, Frauen, Studioaufnahme, Br?nette, braunhaarige, Str?hne, Str?hnen; , quer, Kbdig, Portr?t

 

Nie żeby balejaż źle mi się jakoś kojarzył. Pamiętam wszak dobrze, że w połowie lat 80-tych moja prywatna mama, balejaż z dumą nosiła. I nie była wtedy osobą wprowadzającą ten trend, tylko jedną z wielu kobiet z głową okraszoną pasemkami w różnych kolorach. Od rubinu, poprzez brąz, nawet do siwego. Sama nazwa tego zabiegu wydawała mi się wówczas co najmniej frapująca. Zagraniczna, a wtedy w latach 80. był to synonim słowa - najlepsza na świecie.

Gorszy od balejażu jest wyłącznie, utrwalony lakierem na lat sto, kok ślubny z powczepianymi namiastkami pereł.

Niestety, z racji młodego wówczas wieku, nie miałam pozwolenia na tego rodzaju zabiegi u siebie. Jedyne co udało mi się zrobić (po kryjomu naturalnie), to jaśniejsze pasemka wodą utlenioną. Na grzywce w kształcie tzw. alfa określanego też mianem łyżwy. Wydawało mi się nawet przez chwilę, że przypominam Sandrę, która była wtedy moją idolką.

Temat balejażu wrócił niespodziewanie po ok. 30 latach. Podczas oglądania zdjęć znajomych, których zazwyczaj chowam na Facebooku, bo mają albo głupie wpisy, albo nudne, albo po prostu w gruncie rzeczy za bardzo to ich nie lubię. Ofiarą padła wybalejażowana blondynka, której głowa mieniła się niemal wszystkimi kolorami. Wzbudziła sporo emocji.

Balejaż ma swoich popleczników wśród kobiet wyznających teorię, że różne kolory włosów dodają fryzurze objętości.

Moje zdanie jest w kwestii balejażu mocne i jednoznaczne: balejaż pasuje jak ulał wyłącznie do sukienki z satyny i bolerka na wesele w niezbyt dużym mieście. Gorszy od balejażu jest wyłącznie, utrwalony lakierem na lat sto, kok ślubny z powczepianymi namiastkami pereł lub fryzura z nastroszoną górą a podgolonym karczkiem. Nie, nie jestem fryzjerską nazistką. Co jest lepsze? Cokolwiek. Tyle że po mojej stronie nie stoją wszyscy.

Balejaż ma swoich popleczników wśród kobiet wyznających teorię, że różne kolory włosów dodają fryzurze objętości - optycznie rzecz jasna. Bronią go głównie blondynki, które mają zazwyczaj delikatniejsze włosy. Koronnym argumentem jest jednak wiara w to, że dobrze wykonany balejaż, rozumiany jako delikatne pasemka, może wyglądać bardzo dobrze.

I ten argument jest nie do obalenia przeze mnie. Dlaczego? Dlatego, że trudno mi odnieść się do czegoś, czego nigdy nie widziałam. To, co zazwyczaj spotykam, przypomina regularne paski czasem wręcz plamy kolorystyczne. Blond, wypłowiały blond, żółtko, stare żółtko, zjełczałe masło, szary, siwy. I nie widzę żadnej analogii do "refleksów jakie tworzy słońce w twoich włosach". To cytat z ust broniących balejażu. Ale może racji nie mam ja. Może rzeczywiście balejaż upiększa. Rzucam rękawicę i czekam na dowody!