Smartfony to samo zło - zabijają moje życie towarzyskie

Jesteśmy uzależnieni. Wszyscy, tak myślę, a przynajmniej poważna większość. Od tych naszych cudeniek, tych podręcznych komputerków, w których w każdym momencie można coś sprawdzić, zalogować się na fejsie, pstryknąć zdjęcie, otagować kogoś, wstawić hashtagi (czy co tam się z tym robi). Nasze telefony najmniej służą nam już do telefonowania. Najwięcej - do przeszkadzania w prawdziwym życiu.

aj-lowju

Idziemy ze znajomymi na kolację. Telefony, ponieważ są najważniejsze, w większości leżą na stole, po prawej stronie, tuż obok talerza i tej ważniejszej dłoni. Nie, nikt nie czeka na ważny telefon, nikomu nie umiera w szpitalu matka, do nikogo nie zadzwonią chociażby w sprawie pracy. Ale telefon musi być. Bo na nim ciągle coś tam miga, system cały czas podsyła Niesamowicie Ważne Informacje z Fejsa/Instagramu/Pinteresta/Foursquare/Gmaila/(tu wpisz sobie co chcesz) - nie podejrzewam, że współkolacjowicze są takimi burakami, żeby chwalić się ajpodem czy szajsungiem, nawet tym najnowszym.

Niesamowicie Ważne Informacje dlatego są takie ważne, że Natychmiast, Już, Nał trzeba je sprawdzić. Nie, od tego nie zależy niczyje życie. Umówmy się - właściwie nic od tego nie zależy albo bardzo niewiele. Ale z jakiegoś powodu musimy się ciągle apdejtować. Może chcemy zostać uznani za Niesamowicie Ważną Personę, która ma milion spraw na głowie i NAPRAWDĘ, naprawdę nie może się odłączyć? A może chcemy wyglądać na osobę Niesamowicie Popularną, od rana do nocy zasypywaną tysiącami znakomitych propozycji towarzyskich/zawodowych? A może chcemy pokazać, że gardzimy resztą towarzystwa (tylko w jakim celu jeszcze tam siedzimy?). Powodów może być tysiąc, a przynajmniej tyle, ile ludzi przy stole. W każdym razie rozmowa się nie klei, bo jak się ma kleić, skoro każdy rozproszony, z nosem w swoim małym ekraniku? Każdy chciałby drugiemu pokazać, co tam u niego na fejsie.

Wino z koleżankami - bez zdjęcia na Instagramie się nie liczy?Wino z koleżankami - bez zdjęcia na Instagramie się nie liczy?

Umawiam się z koleżanką na kawę. Kawa jak kawa, chodzi o to, żeby się spotkać i omówić sprawy. Przybiega, rzuca torbę, łapie smartfona i bach - najpierw się lokalizuje. Potem mnie taguje. Potem robi zdjęcie kawy i ubogaca je Bardzo Inteligentną i Zabawną Sentencją (wrzuca na fejsa). A potem rzecz jasna musi sprawdzać, kto to polubił, a komu jeszcze chciało się odpisać. Smartfon leży obok nas, nie pozwala porozmawiać, bo ciągle coś tam mruga, ciągle czegoś od nas chce.

Jestem pewna, że dzieci w szkole zamiast słuchać lekcji, buszują w internecie pod stołem. To samo robią przecież pracownicy korporacji na nudnych zebraniach. Powoli w środkach transportu miejskiego smartfon zaczyna wygrywać z książką i gazetą. Powoli nasz mięsień przy kciuku staje się najsilniejszym mięśniem naszego ciała, a w mózgu króluje Wybitny Pierdolnik, wymuszony ciągłą aktywnością na zbyt wielu polach.

Po co rozmawiać, mamy przecież do tego aplikacjePo co rozmawiać, mamy przecież do tego aplikacje

Żeby nie było - nie jestem wcale lepsza. Albo nie byłam. Bo teraz mam plan - zakaz wyciągania smartfona w czasie spotkań towarzyskich. Dla mnie i dla współtowarzyszy. W czasie rodzinnych obiadków, weekendowych spacerów, ploteczek z koleżankami. Robienie zdjęć jeszcze zniosę, ale już fejsa - kategorycznie NIE! Jeżeli jestem tak nudna, że na spotkaniu ze mną trzeba ratować się fejsem czy innym Instagramem, to bardzo proszę mi o tym powiedzieć. Muszę sobie również zakazać wyciągania smartfona na placu zabaw, gdzie z nudów cierpię przeogromnie (mamo, babę, mamo zupka, mamo buju buju, o piłka). Ale jeśli chcę czegoś nauczyć swoje dziecko, to lepiej byłoby się opanować. Tylko co zrobić z tym starszym, które do smartfona jest już przyspawane tak, że nie wyobraża sobie życia bez niego? Wyłączyć internet? Żeby mnie zabił we śnie?