Cały internet chce, żebym przytyła. Idźcie sobie z tym jedzeniem!

Ten tekst dedykuję wszystkim głodomorom. Jestem jedną z was. Jestem specyficznym głodomorem, takim co uwielbia jeść, ale nie lubi gotować. Czyli: pani podano, więc pani zje. A zjeść pani potrafi dużo i często.

Moja miłość do jedzenia objawiła się z całą mocą w 11 kilogramach, które swojego czasu nazbyt stroiły moją figurę. No nie ma co ukrywać byłam puchata. Nie miałam jeszcze nadwagi, ale nieuchronnie zbliżałam się w tym kierunku. Los jednak był dla mnie łaskawy i pozwolił mi na pozbycie się nadprogramowego bagażu. Nie to, że jakoś specjalnie przeszkadzała mi tamta figura, schudłam z innych przyczyn. Dziwnie to brzmi, ale tak było. Byłam puchata, ale nie robiłam z tego tragedii - jak to się mówi więcej ciała do kochania.

Pyszna pizza

Ale do rzeczy. Lubię jeść!

Jedzenie sprawia mi przyjemność, jedzenie mnie uszczęśliwia. Mam kilka swoich ulubionych potraw, które mogę jeść na okrągło. Jeżeli o to chodzi, to jestem monotematyczna. Do czasu wynalezienia Fejsbuka i Instagrama moje życie było prostsze. Nie miałam dookoła siebie tyle pokus jedzeniowych. Hamowałam się w rzucaniu się na lodówkę i szafkę ze słodyczami. Teraz jest źle. Social media chcą mnie utyć.

Podobno robienie zdjęć jedzenia jest modne. Nie do końca rozumiem na czym miałaby ta moda polegać, ale nie kwestionuję trendów. Miliony użytkowników nie mogą się mylić...

Ja jednak za tą moda nie podążam, ale i tak padłam jej ofiarą! Otóż non stop moim oczom ukazuje się kotlet czy inna pizza zawsze wtedy, gdy jestem mega głodna! Mam wrażenie, że moi znajomi wyczuwają mój głodek i dlatego robią mi takiego psikusa. A masz babo jedna! Jęcz z zazdrości. Siedzą te potwory po drugiej stronie komputera i się cieszą. Nażarte brzuszki, które torturują moje zmysły.

Bo ja mam tak, że od razu wyobrażam sobie zapach i smak tego przykładowego kotleta. A jakby tego było mało, to on zazwyczaj jest tak ładnie podany. Przyozdobiony górą ziemniaków, które kocham nad życie, polany sosikiem i do tego uśmiecha się do mnie jakaś surówka. Wszystko to się tak pięknie komponuje, wszystko poza moim burczeniem w brzuszku. Moje kiszki zaczynają grać marsz Chopina i dają mi do zrozumienia, że jak nie zjem teraz, to natychmiast umrę.

Omnomnom

Powiedzmy sobie szczerze, w ciągu dnia jeszcze mogę podnieść swoje cztery litery i udać się do lodówki, wygrzebać jakieś resztki lub jak człowiek udać się do knajpy. Ale największa zgroza przychodzi po godzinie 19. Otwiera się wtedy puszka Pandory. Te moje wstręciuchy zaczynają wrzucać zdjęcia hamburgerów, pierogów, kotletów albo owoców morza. Do tego trzaskają zdjęcia ciast, tortów i innych deserów, a ja jak pies Pawłowa zaczynam się ślinić. To jest po prostu podłe! Ja tutaj próbuję być konsekwentna w niejedzeniu po 19, a tu takie zasadzki.

Nie jestem osobą z silną wolą. Więc co się dzieje? Jak widzę te fotki, idę żreć. Tak po prostu. I w tym momencie jedzenie nie sprawia mi już takiej przyjemności. Bo mam do siebie pretensje, że znowu dałam się tak łatwo podejść i że jak będę tak podjadać wieczorem to szybko otłuszczą mi się biodra, a tyłek znowu nie będzie mieścił się w spodnie. Podziękuję od razu za wszystkie rady dotyczące odpowiedzialnego żywienia, sportów i medytacji. Ja po prostu wylewam swoje gorzkie żale do internetów, bo jestem przekonana, że takich osób jak ja jest więcej. To my głodomory, które non stop są narażone na pokusę...

Omnomnom

Uważam, że powinniśmy założyć jakąś fundację pokrzywdzonych przez zdjęcia jedzenia. W U.S.A. to pewnie można by z tym pójść nawet do sądu i wygrać miliony monet za straty moralne. Moja wyobraźnia pracuje dalej i widzę już okładkę w superaku "Pozwała fejsbuka za to, że przytyła od patrzenia na zdjęcia jedzenia udostępniane przez jej znajomych". Zapraszano by mnie do telewizji śniadaniowej na wywiady w stylu : "czy gdyby nie miała pani fejsbuka to by pani nie jadła?", ja bym tam mądrzyła się, że jadłabym, ale z głową i porządnie, ale te szatańskie socjotechniki internetów spowodowały, że urosłam do rozmiaru Godzilli.

A teraz powiedzcie mi aniołeczki, czy dobrze mówię używając liczby mnogiej, czy jestem jedyną głodną osobą, która przeklina social media za jedzeniowe fotki. I jeszcze jedno, największe jedzeniowe trollice to red. Połajewska i red. Węcławek. Cholerne babska (kocham Was).

P.S. No super po prostu ekstra. Kończę pisać tekst i jestem wiadomo - GŁODNA, a Domi akurat wrzuciła swój artykuł o gotowaniu...

Ser panierowany

Ser panierowany. Najlepsze na imprezy, podobno na afterparty po Oscarach były hitem. No to #haps!A tu przepis: http://bit.ly/1W8i1ro

Posted by Haps on Friday, March 4, 2016
Więcej o: