Komu to przeszkadzało, czyli o panienkach z dobrego domu

Ja to się zawsze podłożę, nieprawdaż. Zwolennicy kobiet opisanych, czyli pokornych, cierpliwych i skromnych ruszyli na mnie pod sztandarem: "I wielka szkoda, że taka nie jesteś, bo to jest dobre, słuszne i amen". Ich przeciwnicy pisali o wolności i życiu bez gierek. A wydawało się, że to taki mało kontrowersyjny temat. To może poruszę następny z tej serii?

Żyję bowiem od dekad w cieniu zjawiska określanego jako "panienka z dobrego domu". Z punktu widzę tu pole do nieporozumień, więc od razu zaznaczam - to nie jest tekst o tym, czy panienką z dobrego domu jestem, czy nie. To tekst o zjawisku. I moim do zjawiska stosunku.

Definiować - tak ogólnie obowiązująco -  pojęcia chyba nie ma co, bo każdy ma swoje kryteria. Ja również mam swoje i na nich się opieram. Dobry dom to dla mnie taki, w którym pewien poziom wyrobienia intelektualnego łączono z pewnym poziomem manier i kultury. Dla kogoś innego dobry dom będzie tym, w którym się kochano wzajemnie i zawsze jadano wspólne posiłki. Dla innego będzie to dom, gdzie nigdy nie brakowało pieniędzy i tyle.

Panienka z dobrego domu. Choć dziwnego.Panienka z dobrego domu. Choć dziwnego.

Mam wrażenie, że każda panienka z dobrego domu miała w życiu okres, w którym się przeciwko swojemu pochodzeniu i korzeniom ostro buntowała (pozdrawiam red. nacz.). Można się buntować poprzez fryzurę ("w dupie mam te warkoczyki"), poprzez upodobania ("jak jeszcze raz usłyszę V koncert fortepianowy Beethovena, to będę wymiotować, BEHEMOT FOREVA!"), lekturę ("Remarque - Srarque, w ogóle nie będę czytać i co mi zrobicie"), negowanie dobrych manier ("otóż położę tę serwetkę, gdzie mi się spodoba"), no ile egzemplarzy - tyle sposobów, sami widzieliście. I pewnie zobaczycie jeszcze raz, kiedy dojrzeje Wasze potomstwo, mwahahahhaha.

Porządna, stara szkoła. Porządna, stara szkoła.

Otóż właśnie. Czy pragnę panienki i kawalera z dobrego domu w wersji komiksowej? Nie, skąd, w końcu chcę mieć szczęśliwe dzieci. Ale właściwie co złego jest w tym, że kiedy młoda dama siada - trzyma kolana razem (i w tym, że wie kiedy, z kim i jak przestać je razem trzymać)? Co złego w tym, że młody człowiek odruchowo otwiera młodej damie drzwi do pomieszczenia i do auta oraz wie, jak wybrać wino? I w sumie kiedy myślę o Bridget Jones ("nie będę w domu zachowywać się jak fleja, mam sobie wyobrażać, że ktoś mnie obserwuje"), to - mimo, iż myślę o niej ubrana w domowy worek i z włosem w nieładzie - żałuję jednak, że wpojone mi zasady złamałam, wyprowadziwszy się na swoje. Nie, nie, spokojnie, nie wzdycham po nocach do bycia modelem żony z lat 50 - tej, co odkurzacz użytkuje odziana w szpilki i świeżo odprasowaną sukienkę (a cały dzień łyka valium i zapija ginem, wiadomo), lecz przyznaję, że coś było w tej wdrażanej od małego samodyscyplinie. Że mężczyzna ma zawsze czyste buty,  kobieta nie chodzi z oczkiem w pończosze i poodpryskiwanym lakierem na paznokciach, a jeżeli już chodzi, to możliwie krótko. Że ryb na ogół nie jada się nożem, a klasykę czyta i zna.

Dobre maniery, podręcznik dla mężczyznDobre maniery, podręcznik dla mężczyzn

Ja wiem, ja naprawdę rozumiem. Są w życiu takie sytuacje, kiedy nie można powiedzieć tylko "ojejku", kiedy mus rzucić krwistym mięsem. Żałuję tylko, że sama sobie katalog tych sytuacji mocno rozszerzyłam i dałam przyzwolenie. Komu przeszkadzał świat, w którym kobieta umiała nosić halkę i wyrazić wzburzenie bez używania wulgaryzmów? Właśnie, już się widzę w halce, prędzej jednak zacznę mówić "motylanoga". Czy było takie złe to, że albo dbasz sama, żeby pod łóżkiem nie było kurzu, albo zarabiasz tyle, żeby nająć do tego fachowca, którym to fachowcem umiejętnie zarządzasz? Zresztą nie ma co spłycać zagadnienia i sprowadzać go do nieużywania brzydkich wyrazów i zawsze odprasowanej bluzki. Panienka z dobrego domu wyrasta na damę, a damę poznasz nawet, kiedy odziana w brudny dresik kopie w ogrodzie i przemawia grubym słowem do szczególnie uporczywego chwasta. Nie musi ścinać róż, ocieniona szerokim rondem słomkowego kapelusza, nie. Widać w niej jednak pochodzenie i kindersztubę, nie myli Moneta z Manetem, z reguły trzyma się prosto i umie ładnie nakryć stół.

Postawa jest ważnaPostawa jest ważna

Rozpoznaję takie osoby po pięciu minutach bezpośredniego - a czasem i pośredniego - kontaktu i szczerze podziwiam. Z pewnych rzeczy nie warto wyrastać i jakkolwiek bunt jest dobry, zdrowy i normalny - do pewnych rzeczy warto czasem wrócić. Naprawdę, jest spory wachlarz możliwość między zatęchłą konserwą minionych epok, a dobrą tradycją i dobrym zwyczajem. Co postaram się wpoić. Wkrótce.

Więcej o: