Ile waży dobre samopoczucie, czyli o względności chudości

"Chyba utyłaś ostatnio" - powiedziała moja mama. "O, jak ty schudłaś" - pół godziny później zauważyła moja szwagierka. Rzecz w tym, że nie utyłam. I nie schudłam. Jaki z tego wniosek? Bylejaki: nie przejmuj się tym, co inni mówią o twoim wyglądzie. Ważniejsze: ja ty się ze sobą czujesz.

Czasem jest tak, że wystarczy strategicznie umiejscowione pół kilo na plusie by gorzej wyglądać i gorzej się czuć ze sobą. Innym razem przytyłaś pięć kilo ale wyglądasz cudownie, oczy ci się śmieją i z radością kupujesz sobie śliczną sukienkę w większym rozmiarze. Też mi mecyje.

Te dwa zdjęcia dzieli... piętnaście minutTe dwa zdjęcia dzieli... piętnaście minut (http://instagram.com/melvfitness)

Oczywiście, lepiej nie przegapić tej cienkiej czerwonej linii za którą pięć kilo zmienia się w piętnaście i już nie jest tak różowo. Nie należy też ignorować niepokojących sygnałów, takich jak "tycie z niczego" o czym pisała Aleksandra w swoim tekście o chorobie tarczycy. Podobnie pewnie jest z niekontrolowanym chudnięciem, choć prawie każda znana mi dziewczyna cieszy się gdy jej niespodziewanie ubędzie centymetrów, kilogramów, fałdek i innych takich. Po prostu zawsze warto o siebie dbać dobrze się odżywiać, ćwiczyć, robić badania kontrolne - bla, bla, bla.

Generalnie wiemy, kiedy chudniemy, kiedy tyjemy (po ciuchach widać), ale mimo to dajemy sobą manipulować. Strasznie jesteśmy podatne na wpływ otoczenia, niestety. Z jednej strony ciągła presja medialna i obrazy doskonałych ciał bez skazy w filmie, reklamie, prasie, internetach. Oszaleć od tego można niewątpliwie. Zwłaszcza, gdy człowiek zerknie na swe, coraz liczniejsze z wiekiem, niedoskonałości. Nic dziwnego, że Ewa Chodakowska jest gwiazdą skoro daje nadzieję na kaloryfer na brzuchu i brazylijskie pośladki. Jakby był trening na pozbywanie się kurzych łapek i cellulitu to też pewnie miałby branie.

Drugie pole manipulacji, to przyjmowanie na wiarę cudzych opinii. Tych przyjacielskich "chyba ci się trochę utyło" (chyba tobie, krowo) i tych zupełnie przypadkowych typu: pan spojrzał na twój brzuch i ustąpił miejsca w autobusie (żeby cię świerzb zeżarł, dziadu jeden). A my od razu panika, zero cukru, brzuszki, bieganie i inne cuda. Choć znam i przypadek odwrotny, gdy dziewczyna zdecydowała się na ostry reżim dietetyczno-ćwiczebny po tym jak usłyszała od przyjaciółki, że świetnie wygląda i chyba schudła ostatnio... Niby nikomu nie zaszkodzi trochę się poruszać i ograniczyć żarcie (choć rzucanie się na główkę w głodówki i fitnesy może się skończyć źle), ale serio: tak ci źle ze sobą? Źle wyglądasz? Źle się czujesz? Jeszcze pięć minut temu czułaś się dobrze, więc czemu dajesz się robić jak dziecko?

Tutaj też, jak we wszystkim - same jesteśmy swoimi najgorszymi wrogami. I jeśli otoczenia nam nie dowala, to dowalimy sobie same, przy pomocy własnej głowy. Patrzę na swoje stare zdjęcia i nie mogę uwierzyć jaka kiedyś byłam chuda! Przy czym przekonanie o straszliwej tuszy towarzyszy mi od zarania dziejów. I nawet wtedy kiedy byłam niemal przezroczysta też wmawiałam sobie i światu, że jestem GRUBA (serio, chuda zdziro?).

Dlatego teraz naprawdę mam wywalone ile ważę i czy nie powinnam mniej. Żrę lody Magnum, gdy przyjdzie mi na to ochota a na myśl o diecie syczę: "apage!". Owszem, chętnie sobie poćwiczę z jakąś Mel B czy inną internetową instruktorką, która kusi płaskim brzuchem (mój nigdy nie stanowił powodu do dumy, a po drugiej ciąży to już szkoda gadać). Ale jeśli efekty nie będę spektakularne (coś mi mówi, że nie będą), to raczej zainwestuję w dobrze skrojoną czarną sukienkę oraz piękną szminkę w kolorze czerwonym. Bo one na pewno poprawią mi humor i sprawią że będę się czuć jak królowa.

To zawsze jest kwestia podejściaTo zawsze jest kwestia podejścia

 

A świat tak naprawdę nie widzi, czy masz dwa centymetry mniej, czy więcej w talii. Ale widzi twój uśmiech. I tak się dziwnie składa, że odpowiada tym samym.

P.S. Och rednaczu, mądrzysz się bo schudłaś dwa kilo bez wysiłku i od tak sobie, jedząc pyszne rzeczy i leżąc na kocyku nad wodą. Baby - nie ogarniesz rozumem!