"Jedz jak człowiek!" - co to właściwie dziś oznacza?

"Powinnaś napisać o dobrym zachowaniu przy stole" - powiedziała kiedyś K. z odrazą patrząc na stolik obok. A zaiste, działy tam się rzeczy straszliwe. Przypomniałam sobie o tej sytuacji, gdy wczoraj wpadła mi w ręce dawno zapomniana książka.

Jedz jak człowiek

 

Uprzedzając złośliwości - nie mamy w zwyczaju przyglądać się ludziom przy innych stolikach, ten jednakże był wyjątkowy. Uwagę zwracało bowiem głównie nie to, co było widać, ale to, co wpadało do każdego obecnego w restauracji ucha. Zafundowano nam koncert mlaskania, chrząkania, rzężenia, cmoktania, zasysania, chrumkania i wszelkich pokrewnych dźwięków. Ludzie przy sąsiednich stolikach zamarli ze zgrozy, a oczy ich za uszami podążyły, aby ujrzeć jegomościa w wieku lat trzydziestu paru, oddającego się konsumpcji hamburgera. Pozwolę sobie nie dokonywać nazbyt dokładnego opisu czynności wykonywanych przez uroczego pana, acz nie odmówię sobie wyrażenia nadziei, iż chemii niemieckiej używa, a koszule zmienia często. Mankiet jego koszuli desperacko wołał o pomoc, mrugając oczkiem z guziczka. Zakończenie posiłku można sobie wyobrazić dość łatwo - towarzyszył mu odgłos zarezerwowany dla budek z piwem.

Cała ta historyjka przypomniała mi się wczoraj, bo w moje ręce wpadła urocza i pięknie napisana książka Ireny Gumowskiej "ABC dobrego wychowania". Ten podręcznik savoir vivre, napisany w latach pięćdziesiątych, dostarczył mi wyjątkowej rozrywki, a jednocześnie sprowokował do rozmyślań o tym, co dziś wypada, a czego robić definitywnie nie wolno. Bo sprawa jest skomplikowana. Podstawy wydają się proste, a jednak sprawiają wiele trudności. Być może teraz modnie jest mieć w głębi zadka etykietę, sama nie wiem.

Z przykrością obserwuję takie rzeczy, jak niechlujne odkładanie sztućców po posiłku, wsadzanie sobie płóciennej serwety za kołnierzyk, a papierowych serwetek w... rękawy. Serio, widziałam ostatnio coś takiego i troszkę mi mowę odjęło. Z tymi serwetkami to w ogóle problem, najgorszą jednak rzeczą jaką widziałam, było odłożenie ubrudzonej buraczkami serwetki na krzesło. To już nawet nie jest brak wychowania, tylko brak myślenia. Niektórym z kolei przeszkadza telefon położony na wspólnym stole w trakcie posiłku - o tych wrednych smartfonach pisała już Rączka. Podobno tu wątpliwości nie ma, można telefon położyć na stole na nieformalnym spotkaniu towarzyskim, można także na biznesowym. Przyznam szczerze, że nie mam pewności co do tego drugiego. Zawsze wydawało mi się, że przy omawianiu jakichkolwiek ważnych spraw należy skupić się na jednym rozmówcy.

Poprawne zachowanie przy stole to naprawdę szeroki temat, spróbuję zatem skoncentrować się na tym, co razi straszliwie mnie i odpytanych znajomych, a także na sprawach mocno dyskusyjnych. I od takiej sprawy zacząć chyba warto, choć akurat tej informacji w książeczce pani Gumowskiej nie znalazłam - a szkoda. Chodzi mianowicie o słynne "SMACZNEGO". Przyznam, że tego zwrotu nie lubię i wiem, że nie jestem w tym odosobniona, ale jest on nadal w powszechnym użyciu. Warto jednak ostrzec, że wrażliwe gospodynie, zapoznane z podręcznikami etykiety, mogą się srodze obrazić za takie życzenia przy stole. Ciężko jednak złościć się na kogoś, kto zwrotu tego używa w przeświadczeniu, że to miłe i eleganckie. Za niegrzeczne uważam zwracanie komuś uwagi na fakt, że tak się nie mówi. Bo eleganckie nie jest, jest natomiast wybaczalne - poza jedną sytuacją, której nienawidzę i mam ochotę zareagować gwałtownie. Czule uwielbiam bowiem tych, którzy mówią mi "smacznego" w chwili, gdy z lubością wsunęłam właśnie kęs do ust i to, czym pragnę zająć mój język, to stanowczo nie jest mówienie. Głupi uśmiech z naładowaną paszczą też nie wchodzi w grę, wychodzę więc na gbura z gromem w oczach. Jeszcze czulej uwielbiam tych, którzy przy tej okazji przystają aby porozmawiać. Jedyne, o czym wtedy myślę, to użycie trzymanego w ręce widelca bardzo niezgodnie z przeznaczeniem. Ale tu już wchodzimy w temat równie ważny, czyli korzystanie ze sztućców.

'ABC dobrego wychowania''ABC dobrego wychowania'

Wiem, że żyjemy w czasach fast food i można odzwyczaić się od sytuacji, w której wymagana jest elegancka forma zachowania się, ale jestem jednak zdumiona tym, jak wiele osób sztućcami posługuje się jak orężem służącym do brutalnego ataku na wroga. O wkładaniu jedzenia do ust za pomocą noża nie chcę zbyt dużo wspominać, bo wtedy zawsze trochę mi słabo. Podobnie rozedrgana jestem też wtedy, gdy ktoś trzyma w ustach wykałaczkę i, co gorsza, obraca ją językiem. Brrrrrrrr. No ale ja przecież nie o tym, tylko o tych potwornych narzędziach.

Sztućce do ryb, to temat niewyczerpany. Na dalszy plan zepchnę chwilowo opcję tradycyjnej zastawy, w której istniał specjalny, tępy nóż do ryb, gdyż dziś dyskusja toczy się głównie wokół użycia noża w ogóle. Przyznam, że jedzenie ryb dwoma widelcami wydaje mi się dziś nieeleganckie, ale wiem też, że wiele osób nadal uważa to za obowiązujący sposób. Przyznaję, że przyjęłam styl zgniłego Zachodu i większość potraw jadam nożem i widelcem, poza kilkoma wyjątkami - na przykład tymi, wymagającymi specjalistycznego sprzętu (szczypce do ślimaków mam nawet w domu, bo lubię kolekcjonować rzeczy wyglądające jak narzędzia tortur). Ciekawa jestem bardzo, jakie Wy macie podejście do sprawy.

W kwestii sztućców padało też często pytanie o sushi. Nieumiejętne atakowanie pałeczkami smakowitych drobiażdżków może skończyć się śmiercią głodową, zatem wypada wiedzieć, czy można użyć widelca i noża. Wypada również wiedzieć, kiedy jeść ten wspaniały aromatyczny imbir i kilka innych rzeczy, jednak podobno akurat w suszarniach wiele się wybacza. Nie wiem czy to prawda, ale na życzenie spróbuję się dowiedzieć. Jak na razie w kwestii takich gaf powołam się na opinię Adama Jarczyńskiego z Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety, który stwierdził, że "w związku z tym Godzilla nie wyjdzie z morza i nikomu krzywda się nie stanie.".

Omnomnom

Podobny problem mam też z tym, iż ostatnio usłyszałam, że moje ukochane hamburgery powinno się jeść wyłącznie za pomocą rąk, a już zwłaszcza w "burgerowniach". Jest to dla mnie wiadomość tragiczna, gdyż jestem przyzwyczajona do czystych ubrań i czystej twarzy. Hamburgery w restauracji, takiej ze stolikiem - nie w budce czy barze, jem zawsze sztućcami i bardzo nie chciałabym z tego rezygnować. Jednak skoro moda jest nowa, to mało jeszcze informacji o obowiązujących zasadach. Jakieś rady?

Ciekawa jestem waszego zdania na temat reguł obowiązujących przy stole - czy jest coś, co Was szczególnie wkurza? A może też się nad czymś zastanawiacie? Dajcie nam znać, bo poradnik z lat pięćdziesiątych, choć uroczy, kilku problemów nie rozwiąże, może zatem poszukamy specjalisty. No i ciekawa jestem też, czy uważacie, że współczesnej damie nie wypada jeść na ulicy. Pani Gumowska była w tej kwestii dość zdecydowana - tylko lody!