Spychologia stosowana drogą do pracowniczej nirwany

Spychologia to brzydkie słowo. Źle się kojarzy z nieróbstwem i umywaniem rąk a la Piłat. Dlatego, żeby tej paskudnej czynności nadać nowoczesny wymiar proponuję nazwać to transferem zadań (przy czym w pojęciu ?zadań? umieszczam też problemy). Ponadto na potrzeby tej notki zamiast przymiotników leniwy i niekompetentny użyję asertywny i zaradny.

Transferu zadań można dokonać na kilka sposobów. Generalnie rozpatrujemy dwa wymiary: czas i przestrzeń. Spychanie w czasie to nic innego jak klasyczne odwlekanie (inspirowane przepisami KPA o przedłużeniu rozpatrywania sprawy ze względu na jej zawiły charakter - w końcu problem zawsze może się jeszcze bardziej skomplikować, zwłaszcza, gdy ktoś jest ambitny i ma wnikliwego szefa). Najbardziej hardkorową odmianą jest tzw. "zamiatanie pod dywan" - czyli w warunkach biurowych schowanie teczki na dno zmurszałej szafy, z nadzieją, że temat się rozmyje, a kierownik nie będzie o tym pamiętał, bo i tak ma wiele spraw na głowie. Mi się włos na głowie jeży, ale niestety znam takie przypadki, gdy dokumenty przeleżały gdzieś pod stertą innych kwitów, bo komuś się zapomniało, a potem był na urlopie i w ogóle już nie wiedział co z tym zrobić.

 

foch.plTrudne sprawy muszą się uleżeć

 

Druga odmiana transferu zadań dotyczy przestrzeni. I tu możemy zaobserwować popularny sposób czyli podaj dalej. Zasada jest banalna: obarczyć innego nieszczęśnika problemem, najczęściej wygląda to tak, że dzwoni telefon, szeroko pojęty petent lub kolega z innego działu wyłuszcza problem. Słuchasz uważnie i po dziesięciu minutach, używając asertywnego tonu mówisz, że to temat spoza twojego zakresu zadań i przełączasz do koleżanki z Wydziału Absurdalnych Pomysłów (a co, niech dziewczyna ma coś do roboty). Wielu zaradnych pracowników biurowych przez lata nauczyło się asertywności (w sekrecie wyznam, że Działy Deprawacji Nieskalanych Dusz organizują nawet specjalne szkolenia o tej tematyce, w celu podniesienia kwalifikacji personelu). Jeśli jesteś odpowiednio zmotywowana w tym kierunku, to praktycznie w każdej sytuacji otrzymania nowego zadania strzelasz jak radziecki snajper podczas obrony Stalingradu listą prac herkulesa, które przydzielił ci uprzednio kierownik. Jednocześnie sugerujesz, że w TYM pokoju są też inne osoby, nie tak dramatycznie obciążone pracą. Kierownik się wycofuje a ty masz święty spokój (i mentalny nóż w plecach wbity przez koleżankę, która nie jest tak asertywna).

Odmianą tego sposobu jest awans na koordynatora. Opisując trzech kolegów jako rzetelnych, zdolnych i godnych zaufania dowiodłaś, że jesteś uprzejma i znasz się na ludziach. Niewątpliwie zaimponowałaś tym szefowi, więc bez zbędnych skrupułów prosisz go, by umożliwił ci współpracę z tymi kolegami. Z racji tego, że wyszłaś z inicjatywą oferujesz, że podejmiesz się trudnej i niewdzięcznej roli koordynatora zespołu. W razie porażki zwalasz winę na zespół nieudaczników. W przeciwnym wypadku - wiadomo, kto był siłą napędową i matką tego sukcesu.

Wrócę jeszcze na chwilę do kwestii porażek. Ideowym celem transferu zadań jest przesunięcie odpowiedzialności na inną osobą lub grupę osób, zwłaszcza, gdy chodzi o wyznaczenie winnego. Dlatego urzędnicy wszelkiej maści tak bardzo potrzebują "dupokrytek" - czyli dokumentów jednoznacznie potwierdzających źródło danej decyzji, po to by w odpowiednim momencie zepchnąć odpowiedzialność właśnie na autora genialnego pomysłu. Dodajmy, że autorem jest inny urzędnik, który w sytuacji podbramkowej również wyciągnie swoją dupokrytkę. I tak dążymy do nieskończoności.

"Piłka parzy" to sposób transferu zadań przewidziany dla spraw wyjątkowo trudnych i nieprzyjemnych. Mówisz wprost, że tego się nie podejmiesz, gdyż właśnie jutro musisz wziąć urlop, lub coś tak czujesz, że się rozchorujesz. Kierownik nie ma wyjścia, szuka innego kozła ofiarnego. Im bardziej zaradna jesteś, tym szybciej pozbędziesz się śmierdzącego tematu.

Jest jeszcze inny sposób, który gwarantuje dozgonne, bezstresowe spędzanie czasu za biurkiem. Pracę wykonujesz niedbale i baaaardzo powoli w stylu strajku włoskiego. W wyniku tej w szczególny sposób pojętej zaradności po kilku nieudanych podejściach szef rezygnuje z powierzania ci zadań, ponieważ i tak ich nie wykonasz w terminie, lub wykonasz je poniżej wszelkich standardów. Metoda zazwyczaj stosowana przez osoby w wieku ochronnym lub chronionych przez szerokie plecy wuja z partii. W sumie to nie jest taki spektakularny przykład spychologii, bo szef już nawet nie zaproponuje ci zadania, ale w sposób trwały możesz doświadczyć wykluczenia z obowiązków, a więc efektownie dokonać transferu pracy na rzecz swoich kolegów.

A teraz policz spychacze w swoim otoczeniu.

Wasza (zawalona robotą) Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku