Kinematografio oszukałaś mnie - wstrząsający tekst o elektrowstrząsach

Miałam pisać tekst o zmianie postaw i o wpływaniu na myśli i uczucia. Ale jak usiadłam przed monitorem, to wszystkie myśli mi uciekły. Właściwie to może nie uciekły, ale zostały wyparte przez myślenie o terapii elektrowstrząsami... (Na końcu tekstu okaże się jednak, że to jest o zmianie postaw. Zmianie mojego postrzegania pewnych rzeczy).

Brzmi to dziwnie - wiem, więc postaram się wyjaśnić. Wśród moich zainteresowań znajduje się miejsce na psychologię społeczną, psychiatrię i seksuologię. Nie jestem psychologiem, nie jestem również lekarzem, ale lubię poczytać o tych tematach, obejrzeć jakiś dokument i po prostu zgłębiać wiedzę. Czasami mam naprawdę mocne zderzenie z tym, co mi się wydawało, a tym, co jest naukowo udowodnione.

I tak właśnie czytając "50 wielkich mitów psychologii popularnej" natknęłam się na tekst o elektrowstrząsach. Tytuł rozdziału - "Terapia elektrowstrząsami to metoda brutalna i niebezpieczna dla organizmu". Przeczytałam tytuł i zdziwiłam się mocno - no ale jak to?, przecież elektrowstrząsy są niebezpieczne. Czytałam i oglądałam "Lot nad kukułczym gniazdem", widziałam "Piękny umysł" no i tam przecież było, że to zło gorsze od samego szatana. Nie ukrywam, że z jakąś taką złością usiadłam do czytania tego rozdziału. Złość wynikała z tego, że skoro to jest MIT to znaczy, że przez cały ten czas żyłam w błędnym przekonaniu i pewnie żyłabym dalej, gdybym nie sięgnęła do książki.

Kadr z filmu

Elektrowstrząsy są jedną z najbardziej brutalnych i barbarzyńskich technik stosowanych w psychiatrii - TAK MYŚLI SPORA CZĘŚĆ SPOŁECZEŃSTWA. Niektórzy ludzie uważają nawet, że elektrowstrząsy zmieniają pacjenta w coś podobnego do zombie. Jak się okazuje ten bardzo krytyczny stosunek do ETC (electroconvulsive therapy) miał wpływ również na decyzje związane z polityką.

Autorzy podają przykład senatora Thomas Eagletona, który kandydował w roku 1972 na stanowisko wiceprezydenta u boku George'a McGoverna. Jak to w polityce bywa - jakaś "uprzejma" osoba poinformowała opinię publiczną, że senator kilka lat wcześniej leczył się na depresję właśnie przy pomocy ETC. Jak możecie się domyślać, pan Eagleton musiał wycofać swoją kandydaturę.

Jak się okazuje, najbardziej nieprzychylny stosunek do elektrowstrząsów mają osoby, które mają na ten temat najmniejszą wiedzę - czyli np. JA. Od zawsze miałam wizję gwałtownych drgawek, połamanych zębów, ślinotoku itd. Naoglądałam się filmów, to mam za swoje. ETC stosuje się nie po to, żeby "uspokoić" nadpobudliwych pacjentów, ale po to, żeby pobudzić działanie mózgu na przykład przy głębokiej depresji lub schizofrenii. Pacjent otrzymuje znieczulenie ogólne, następnie środek wywołujący zwiotczenie mięśni i często, ale nie zawsze, środek powstrzymujący wydzielanie śliny. Niestety, żeby nie było tak kolorowo, są na świecie jeszcze państwa, w których lekarze nie podają w/w środków. Przykładem jest tu Irak.

ETC jest metodą kontrowersyjną i sami naukowcy nie są jednomyślni co do tego, jaki jest ich mechanizm terapeutyczny. Wszystko wskazuje jednak na to, że ETC naprawdę pomagają przy leczeniu depresji głębokiej. Pomagają, ale nie zastępują pełnej terapii. A może inaczej - są one środkiem ostatecznym przy leczeniu tej choroby.

Wcześniej napisałam, że terapia jest bezpieczniejsza, co nie oznacza, że jest w 100% bezpieczna. Nie ma chyba w medycynie w ogóle takiego pojęcia jak 100% bezpieczeństwa. Wg. badań śmiertelność podczas tego zabiegu jest około dziesięciokrotnie mniejsza niż w trakcie porodu. Czy po zabiegu są powikłania? Owszem, bywają, ale zazwyczaj w ciągu pół roku od terapii ustępują.

Mnie osobiście to przekonuje i rozwiewa mit, który miałam do tego czasu w głowie. Na deser podam jeszcze informacje o pani Kitty Dukakis, która jest żoną byłego kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pani Dukakis chorowała na depresję kliniczną i niestety wszystkie inne metody leczenia nie przynosiły pożądanych skutków. Kobieta była już tak zdesperowana, że poddała się terapii ostatecznej, terapii, która jak się okazało przywróciła ją do świata żywych. O swoich doświadczeniach z chorobą i z ETC pani Dukakis podzieliła się w książce pt:. "Wstrząs: uzdrawiająca moc terapii elektrowstrząsami". Pani Kitty poszła nawet o krok dalej i zdecydowała się opowiedzieć o swojej walce z chorobą i o ETC przed kamerami TV.

Kitty z mężemKitty z mężem

To, co nasunęło mi się na myśl i co zostało wytłumaczone przez autorów 50 mitów, dlaczego mamy takie negatywne wyobrażenie o ETC?

Autorzy powiedzieli wprost - tutaj bardzo dużą, ale NEGATYWNĄ, rolę odegrała kinematografia. W ciągu 53 lat w samym kinie amerykańskim motyw ETC był wykorzystany dwadzieścia dwa razy, w tym w dwóch filmach, które zostały nagrodzone Oscarami. Pierwszy to już wspomniany przez mnie wcześniej "Lot nad kukułczym gniazdem", a drugi to film z 1980r. "Zwyczajni ludzie". We wszystkich dwudziestu dwóch filmach terapia została przedstawiona w sposób bardzo negatywny.

najgorsza scena ever

Osobiście jak myślę o "Locie", to mam przed oczami scenę, jak Jack Nicholson jest skrępowany, przytrzymywany przez sanitariuszy, a siostra Ratched trzyma mu głowę. Pacjent w ustach ma zacisk i zwija się z bólu. Co ciekawe, większość filmów, o których jest mowa przedstawiała pacjentów jako osoby agresywne i antyspołeczne. ETC miało być karą za bunt i nieposłuszeństwo. Mając dostęp do takich filmów nie jest dziwne, że miałam spaczony obraz terapii. Ja święcie wierzyłam, że to tylko pogarsza stan pacjenta i może uczynić go warzywem. Czy czytałam do tej pory coś, co by przeczyło tej teorii? Nie, nie czytałam. Więc pretensję mogę mieć tylko do siebie, że tak łatwo uległam stereotypowi.

Reasumując, wniosek, który mi się tutaj nasuwa to to, że kultura masowa ma olbrzymi wpływ na kształtowanie stereotypów. Ten wniosek nie jest żadnym odkryciem na miarę Nobla, ale pozwolił mi na zrozumienie tego, że to co wydawało mi się prawdą niekoniecznie nią jest. I wiecie co - obejrzę sobie raz jeszcze "Lot nad kukułczym gniazdem" i bardzo jestem ciekawa, jak teraz odbiorę ten film. Czy nadal będę uznawała go za wybitne dzieło, cholera nie wiem. Nic już nie wiem. Muszę po prostu go obejrzeć.

Powiem szczerze, pisałam ten tekst pod wpływem silnych emocji. Chodzi mi o to, że jeżeli przed wiele lat miałam jedną objawioną prawdę, to zmiana postawy i myślenie o terapii elektrowstrząsami są dla mnie trudne. Przyznawanie się do własnych porażek nie jest tym, co człowiek lubi najbardziej. Tak więc dla wszystkich, którzy uważają, że są dalecy od "uprawiania" stereotypizacji i są tacy och i ach, powiem Wam - mylicie się. Każdy z nas temu ulega. Jeden po prostu bardziej, a drugi mniej.

Więcej o: