Nader nieordynarny spożyły jad osoby nieżywe - żegnaj Joanno!

Wiadomość o śmierci Joanny Chmielewskiej napełniła nas zrozumiałym smutkiem. A potem jednak nastąpił foch, że jak stypa, to musi być na ponuro i bez alkoholu. Pani Joanna by tego nie pochwalała, na pewno. W końcu była autorką książek przy których człowiek konał ze śmiechu. A jej bohaterki nie należały do grona nudnych dam - co to, to nie!

- To przez nią poszłam na architekturę. I wszelkie praktyki załatwiałam sobie w "blaszakach" na budowie. - powiedziała Oka.

- A ja jeżdżąc do zamków nad Loarą ZAWSZE brałam szydełko. I uwielbiam przeliczać paliwo na wanny. - dodała Agata.

- Cała reszta uprzejmie proszę won. - rzuciła cytatem Aleksandra. No i się zaczęło.

Bo ukochanych cytatów z Chmielewskiej każda ma kilka-kilkanaście (zresztą Wy też sypnęliście nimi nieźle na naszym profilu na Facebooku). A jak pójdą w ruch te cytaty, to nie ma siły - zaraz jest zaśmiewanie się w głos i cały nastrój powagi szlag trafia. A w głowach rodzą się dzikie pomysły (Chodźmy w hołdzie na wyścigi. Tak! Koniecznie w blond perukach!) oraz nieokiełznana chęć ponownej lektury książek.

No bo doprawdy, frazkę miała ta Chmielewska zabójczą:

-Jak to jest możliwe, żeby przeszło godzinę leżał w waszym biurze trup i żeby nikt tego nie zauważył? - Chicho leżał, się nie rzucał w oczy... (Wszyscy jesteśmy podejrzani)

Szósta rano to jest godzina do niczego. Zbyt późna do udoju krów, a zbyt wczesna do udoju architektów. (Boczne drogi)

Ten facet - powiedziałam powoli i uroczyście - leżał u mnie pod szafą. Przeszło piętnaście lat... - Do tego stopnia nie sprzątasz?- zdziwiła się Alicja - Nie. Nie leżał PRZEZ piętnaście lat, tylko przeszło piętnaście lat TEMU. Ile czasu leżał, nie wiem, ale chyba co najmniej kwadrans. - No, przez kwadrans nie zamiatać, to dość zrozumiałe... (Szajka bez końca)

Dlaczego same nogi? - spytał. - A reszta kadłuba nie? (Wszystko czerwone)

Zza okna dobiegał mnie dziwny, denerwujący odgłos, powtarzający się rytmicznie. Brzmiało to, jakby pffff pffff , przy czym to pffff rozlegało się jak potężny ryk po całej dzielnicy. Naprzeciwko mnie, po drugiej stronie podwórza jakaś kobieta na balkonie nabierała wody w usta i imponującą fontanną pluła na kwiatki. Zdawałoby się, że balkon to jest element, który ma ograniczone wymiary. Jej balkon ze świeżo posadzonymi kwiatkami, wnosząc z czasu trwania tego plucia, ciągnął się we wszystkie strony w nieskończoność. Pomyślałam, że jednak zakaz posiadania broni palnej ma swój głęboki sens (Klin)

Pan podrapano na głowa i pani Biała Glista ja takoż proszę won! (Wszystko czerwone)

Oddaliłam się z triumfującym kwikiem w duszy. (Całe zdanie nieboszczyka)

Och, można to ciągnąć w nieskończoność. Pół "Lesia" przeleciałam z rozpędu, szukając odpowiedniego zdania, ale nie mogłam się zdecydować. Bo też smakowitych i obłędnie zawikłanych scen tam bez liku i trzeba by je przytaczać w całości, żeby dało się ich urodę w pełni ocenić. To już lepiej po prostu przeczytać książkę, co serdecznie polecam wszystkim, których ta radość jakimś cudem jeszcze ominęła. Będzie pani (pan) zadowolona.

- Ale tak nieżałobnie napiszesz, dobra? - zaniepokoiła się jeszcze  Aleksandra. No jakżebym śmiała inaczej! W końcu pani Joannie zawdzięczam same dobre i raczej wesołe rzeczy: dużo godziwej rozrywki, czytanie do białego rana, turlanie się ze śmiechu do spółki z przyjaciółką, upodobanie do efektownych bon-motów oraz pewien dziarski wzorzec kobiecości.

Kobiecości, która nie boi się rzucić kurwą, mrugnąć kpiącym oczkiem, zgrać do cna w kasynie, pójść w tango i potraktować klina klinem. A nade wszystko nie boi się samotności. Bo to jest kobiecość mocna, podparta babsko-babską przyjaźnią (tutaj ostatni wywiad z panią Chmielewską, w którym wzruszająco mówi o swojej przyjaźni z Alicją) i cudownie odporna na zawirowania uczuciowe. No prawie odporna. Odpornawa. Bo ileż z tych szalonych drak i szaleństw, i kryminalnych kabał, to jednak na podłożu romansowym? Kilka co najmniej z "Klinem" i jego świetną ekranizacją na czele.

I za to "Lekarstwo na miłość", którym leczyłam się nie raz, także jestem Pani Joannie wdzięczna. Za tę doskonałą rolę Kaliny Jędrusik, jedną z nielicznych tak dobrych w jej karierze. Za to "A właśnie, że będę niemoralna", które towarzyszyło mi w życiu jak wierny cień (a potem sufit oczywiście ZAWSZE spadał na głowę).

Do widzenia Joanno, musisz już iść.

Więcej o: