Przegląd tygodnia - zupa na gwoździu, czyli co oni powiedzieli [Odcinek dziesiąty]

Idźcie mi w cholerę z takim tygodniem, idźcie i nie wracajcie. Siły wyższe, przywołuję was do porządku. Doprawdy, zrezygnuję z subskrypcji kolejnych tygodni, jeżeli nadal będzie to tak wyglądało. Mądrzy ludzie umierają, a głupi ujadają. Coś gdzieś poszło źle.

Palmę w kategorii "co oni powiedzieli" wygrywa Wielkie (ok - Spore) Mzimu polskiego Kościoła Katolickiego, ulałam już jadu, bezsilnej złości i oburzenia, nie będę się więc powtarzać, odnotowuję na potrzeby zestawienia. Czy stosowne będą życzenia, aby smażyli się w piekle? No.

Jak wspominałam - ten tydzień ssie, jak dobry odkurzacz. W ciągu kilku dni świat stał się uboższy o dwóch moich idoli dzieciństwa i młodości, oraz reżysera, którego filmy niejedną głowę zryły na zawsze. Przyznam, że spłakałam się jak bóbr, kiedy przeczytałam RedNaczowe:

Do widzenia Joanno, musisz już iść.

choć przecież sama głosiłam, że żałoba po tej akurat autorce powinna być na wesoło i z fantazją. Może później. Jeszcze nie dziś. Dobrze?

Ledwie strzepnęłam z rzęs niestosowne łzy - okazało się, że odszedł kolejny autor moich młodych lat, ten, który zapewniał doskonale męską równowagę dla tych wszystkich Ań z Zielonego Wzgórza. Miałam "Klub włóczykijów" na półce z ukochanymi książkami i zaczytałam kiepskie, klejone wydanie na śmierć.

- Młodzieńcze - jęknął - milczałem dotąd. Gdybym wsiadł do PKS-u byłbym na miejscu już trzy godziny temu, w dodatku z całą głową, ale milczałem cierpliwie. Milczałem, choć już po pierwszym kilometrze zacząłem podejrzewać, że zaproszono mnie do tej jazdy, by wypróbować, czy moja głowa nadaje się do prostowania dachu karoserii. Nic nie mówiłem, kiedy zamiast do Pułtuska wywiózł nas pan dwa razy do Płońska i jeden raz do Przasnysza. Milczałem i popychałem ten straszny wehikuł, gdy wysiadł akumulator, i nic nil mówiłem, gdy kazał mi pan kręcić korbą podnośnika... Ale jeśli, co jest możliwe, znów się okaże, że jesteśmy w Płońsku, uduszę pana.

Dziękuję, panie Edmundzie. Będzie Pana brakowało.

Smutnej trójki dopełniła wiadomość o śmierci Patrice Chéreau. Nic nie powiem, wrzucę tu tylko oglądane zawsze z dreszczem:

Mężczyzn lubię, wielbię i wolę, ale wtedy kochałam się trochę w Isabelle Adjani. Zdarza się najgrzeczniejszym.

Nie wiem, co Wam zapodać wesołego. Hej, może to: Downton Abbey wróciło. Heavens! Lady Mary wygląda tak, że Morticia Addams umarłaby z zazdrości - czarno, blado, ponuro. Zawyłam z radości, kiedy Mary rzekła:

Have fun in London.

do lady Edith Długonosej, a te życzenia dobrej zabawy brzmiały tak, jakby z łomotem zamykało się wieko trumny, chapeau bas. O, przepraszam, miało być zabawnie. W kwestii eleganckiego sarkazmu zawsze możemy liczyć na babcię Violet:

Babcia Violet NiezawodnaBabcia Violet Niezawodna

Może niesłusznie, lecz znalazłam zabawną również tę wiadomość:

Czas wprowadzić zasady i system kar stosowany w konfliktach.

mówi Francios Seneshaud z Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża.

W tej kwestii zatłukł mnie komentarz Rafała "Pandy" Dąbrowskiego:

A jak bede gral w theme hospital to dostane kase z nfztu?

Widzę niszę, serio.

Jest mi źle i idę w muzykę. Bardzo zawsze wzruszam się, kiedy słyszę:

Dzień dobry, kocham cię, już posmarowałem tobą chleb.

Przyznam jednak, że od dziś te słowa maja dla mnie całkiem nowy wymiar. Autorze obrazka, nie wiem, kim jesteś, lecz chcę ci wysłać flaszkę whisky. Kłaniam się nisko.

Zdechłam.Zdechłam.

Skąpo i smutno w tym tygodniu. Nie mam dziś wiele do powiedzenia. Może tylko: październiku, ty dziwko, proszę, bądź dobry.

Codziena trasa. Codzienna trasa.

Więcej o: