Internet i komórki porządnie poprzestawiały mi w głowie

Lista zaburzeń wywołanych przez internet i nowe technologie systematycznie się wydłuża. A ja z satysfakcją stwierdzam, że załapałam się już chyba na większość z nich. FOMO, HPVS, nomofobia - to te, które odczuwam najsilniej. I wcale nie mam zamiaru się z nich leczyć.

Jadę pociągiem. Na smartfonie przeglądam Facebooka. Znajomi zameldowali się w naszym ulubionym klubie. W głowie gonitwa myśli - czy wyjazd na weekend za miasto to na pewno był dobry pomysł? Postanawiam mieć silną wolę i przestać rozważać drobiazgi. Chowam telefon do kieszeni. Po chwili znów go wyjmuję, bo poczułam wibrację. Musiało przyjąć nowe powiadomienie. Sprawdzam - nic, fałszywy alarm. Za to pada mi bateria. Zostały 2%, co przy energożerności obecnych urządzeń i moim intensywnym korzystaniu ze smartfona oznacza jakieś 20 minut zanim telefon całkiem się nie wyłączy. Czas zacząć wpadać w panikę.

Joanna Sosnowska

Tak mogłaby wyglądać historia, w której zawarte są wspomniane przeze mnie zaburzenia. Zacznę od mojego ulubionego, czyli od HPSV - syndromu fantomowych wibracji. Dopóki nie dowiedziałam się, że przyznaje się do niego nawet 68% ankietowanych myślałam, że cierpię na jakieś poważne urojenia. Teraz okazuje się, że chociaż owszem, mówimy o rodzaju urojeń, to bynajmniej nie są one poważne. O co chodzi? O to, że ludzie odczuwają wibracje telefonu komórkowego, którego nie mają przy sobie. To uznane medycznie zjawisko, którego przyczyn dopiero się zaczynamy domyślać. Hipotez na wyjaśnienie tego zjawiska jest kilka (np. stres, teoria lustrzanych neuronów). Oprócz tego, że czuję wyimaginowane wibracje realnego telefonu, to zdarza mi się też czasem słyszeć nieistniejące dźwięki przychodzących maili lub - częściej - wiadomości na Facebooku. Teraz już wiem, że wszystko ze mną w porządku. To tylko mój mózg stara się jak najszybciej dostosować do otaczającej go rzeczywistości, w której telefon, wydawane przez niego dźwięki i wibracje pełnią bardzo ważną rolę.

No i mam też FOMO - fear of missing out, czyli strach przed tym, że ominie mnie coś istotnego. Może to być ważny temat związany z pracą, może też być istotne dla mnie spotkanie towarzyskie. Objawia się - między innymi - kompulsywnym sprawdzaniem powiadomień. A tych jest coraz więcej. Dopóki na biurku nie leżał non stop telefon, powiadomienia wyskakiwały tylko w miarę bezgłośnie w przeglądarce. Teraz ze wszystkich stron jestem atakowana notyfikacjami wizualnymi i słuchowymi. Które z nich jest ważne? Zignorowania którego będę żałować przez długie miesiące? Nie dowiem się, dopóki nie kliknę. No to klikam. Psycholog Izabela Dziugieł z Przystani Psychologicznej tłumaczyła mi kiedyś:

"Do głównych objawów należą zwiększony, odczuwany stres czyli: poddenerwowanie, podirytowanie. Innym ważnym są braki w koncentracji i uwadze, poczucie przytłoczenia wielością bodźców. Występuje również prokrastynacja czyli patologiczna tendencja do przekładania rzeczy na później, w FOMO związana z podejmowaniem aktywności takich jak sprawdzanie maila, powiadomień na profilach społecznościowych, SMS-ów itp., jak również uczestniczenie w wydarzeniach, na które tak naprawdę nie mieliśmy ochoty, no ale przecież "może tam się zdarzyć coś wyjątkowego" więc idę, co w efekcie przynosi zaniedbywanie zadań, z których mieliśmy się wywiązać".

Czyli po raz kolejny mój mózg płata mi psikusa, bo nie jest w stanie prawidłowo ogarnąć i odfiltrować wszystkich atakujących go cyfrowych bodźców.

Nomofobia też jest nową chorobą cywilizacyjną. Nazwa tego zaburzenia jest skrótem od "no mobile phobia", co można przetłumaczyć jako lęk przed utratą telefonu lub niemożnością skorzystania z niego. Z badań wynika, że wśród młodych ludzi (do 24 roku życia) aż 77% osób przyznaje się do uczucia niepokoju, gdy ich komórka odmawia posłuszeństwa (lub gdy zostanie zapomniana w domu), wśród osób 25-34 do nomofobii przyznaje się 64% osób.

Na szczęście nie jestem gapą, więc telefonu nigdy nie zapominam. Ale nomofobia dopada mnie, gdy wyładuje się bateria, gdy nie mam zasięgu, a nawet gdy mój smartfon znajduje się w słabym zasięgu mobilnego internetu (Edge, bądź przeklęty!). Nie ma w tym nic dziwnego - w końcu smartfon to brama do naszego cyfrowego życia. Służy mi jako aparat, odtwarzacz muzyki, nawigacja, narzędzie komunikacji, brama do Google'a, portfel. To moje najbardziej intymne urządzenie. Nie chcę rozstawać się z telefonem i z własnej woli nigdy tego nie robię. Niepokój, który ogarnia co najmniej 60% z nas gdy telefon jest niedostępny z przyczyn losowych, jest więc całkowicie zrozumiały.

Technologia jest jak narkotyk, z tym, że nie znamy jeszcze jego efektów ubocznych - mówił Charlie Brooker, producent genialnego serialu Black Mirror. Część z was może zarzucić mi, że jestem uzależniona od internetu i smartfona. I pewnie będziecie mieć rację. Ale wymienione powyżej zaburzenia wszystkie są chorobami współczesnej cywilizacji. Bez wstydu przyznaję się, że mam je wszystkie.

A wy - łączycie się ze mną w którymś z zaburzeń?

Joanna Sosnowska

Więcej o: