Pięć płyt z piosenkami dla dzieci, od których uszy Wam nie zwiędną

Przyszedł ten straszny moment, gdy Redaktor Rączkowska poprosiła mnie o polecenie płyt dla dzieci, bo sama już ma nieco dość Misia i Margolci. Normalna sprawa, choćby nie wiem jak bardzo lubiło się płytę z piosenkami, że "żyrafa fa fa fa fa, wysoka jest jak szafa" to czasem przychodzi chęć na zmianę repertuaru. Biedna Rączka zapewne nie zdawała sobie sprawy, jak wielką puszkę jakże złowrogiej Pandory otworzyła tą prośbą. No ale cóż, słowo się rzekło, mleko rozlane, demony wypełznięte, jedźmy więc, nikt nie woła...

Na początek jednak proszę Was, wstrzymajcie konie, tak, kochamy wszyscy Akademię Pana Kleksa - po pierwsze za teksty, po drugie za muzyczną różnorodność. Andrzej Korzyński przemycił tutaj sporo funku, synthpop i elektronikę, polecam wsłuchać się w ścieżkę dźwiękową do Pana Kleksa w Kosmosie. Pracował nad nią też Bohdan Mazurek, jeden z ciekawszych i moich ulubionych kompozytorów związanych ze Studiem Eksperymentalnym Polskiego Radia - jest jednym z tych ludzi, którzy kształtowali nasze, a może nawet bardziej naszych rodziców, wyobrażenie o tym jak brzmi kosmos, przyszłość, komputery i inne takie wynalazki.

Wracając do dzieci - jest zestaw płyt kanonicznych, płyt, które sami przerabialiśmy jako młodzi słuchacze - obok Akademii Pana Kleksa zaliczam tu choćby Fasolki, Małe Wu Wu i inne piosenki Pana Tik Taka. Rzeczy zgrabnie napisane i dobrze wykonane. Gdy przyszedł na świat mój syn ogarnęła mnie lekka zgroza, zwłaszcza, gdy zostałam uszczęśliwiona pierwszym pakietem "nowych" płyt z "nową" muzyka dla dzieci. Takiego zalewu tandetnego gówna już dawno nie doświadczyłam. Głupie teksty, słaba kompozycja, beznadziejna aranżacja, a wszystko okraszone infantylnym nazewnictwem i słabą grafiką. Za to zaraźliwe - wreszcie prosty rytm i zagrana na tanim syntezatorze melodia potrafią wgryźć się w mózg niczym robak, ale o muzycznych robakach i o tym, jak sobie z nimi radzić opowiem innym razem, pozwolicie? Dziękuję. Przez kolejne lata sprawdzałam więc najpierw na sobie kolejne wydawnictwa, filtrując dzieciom co lepsze kąski. I tak zebrał się zestaw albumów, które ja toleruję, może nawet lubię, albo wręcz cenię. Teraz zaprezentuję zaś wybór ledwie pięciu takich krążków. Uwaga! Będzie jedna nowa nowość!

Ilustracja z książeczki do albumu Ewy Bem Ilustracja z książeczki do albumu Ewy Bem "Ten najpiękniejszy świat"

1. Ania Broda "A ja nie chcę spać!"

Nazwisko nieprzypadkowe, Ania jest z Kapeli Brodów. A Brody to bardzo muzykalne bestie, Ania zaś jest przypadkiem szczególnym, jest takim dobrym duchem, twórczo niespokojnym. Jej płyta "A ja nie chcę spać" to, jak sama nazwa wskazuje, żadne tam kołysanki, miłe nutki dla uszka maluszka. To pełnokrwista muzyka, do brykania, spacerowania i słuchania w dzień. Jeśli chodzi o lirykę - mamy zgrabny wybór piosenek napisanych przez Dorotę Gellner, Danutę Wawiłow i jej córkę Natalię (tu kolejny klan mistrzów, bo syn też rządzi artystycznie - pozdrawiam z tego miejsca fanów Kostji Usenki i jego zespołu Super Girl & Romantic Boys), wreszcie trzech panów: Witka Brody, Teofila Lenartowicza i Włodzimierza Słobodnika. Wiecie co Wam powiem? Dzieci te teksty bardzo lubią, a mnie niektóre z nich po prostu chwytają za gardło i nie chcą puścić... Choćby takie "Szybko zbudź się". Posłuchajcie sami i zastanówcie się, czy to aby nie o Was i czy ten pośpiech zawsze jest konieczny. Całość jest zaśpiewana bez dramatycznej emfazy, dziubdziania, i innych treli. Muzycznie zaś mamy skromny, acz bardzo efektowny zestaw: wiolonczelę, skrzypce, fortepian, drumlę i różne perkusjonalia. Dźwięk jest głęboki i frapujący. Czasem coś burknie, czasem zaskrzeczy. Jeśli nie jesteście pewni czy to jest coś, co możecie tolerować pod własną strzechą, zajrzyjcie na stronę domową Ani - tam jest kilka utworów do przesłuchania w całości.

2. Ewa Bem "Ten najpiękniejszy świat"

Przyznam szczerze - miałam poważne wątpliwości czy pisać o tej płycie. W internetach jest niemal niedostępna, bywa za to w sklepikach stacjonarnych (sama nabyłam drugi egzemplarz w ubiegłym roku w sklepie Polskiego Radia), z drugiej strony jednak warto. Po pierwsze, aby pokazać producentom, że czas wznowić ten album, po drugie, by powiedzieć Wam o nim. Ta płyta z książeczką, to bardzo to urocze wydawnictwo (łapki w górę kto lubi Kabaret Starszych Panów?). Na papierze mamy teksty piosenek autorstwa miedzy innymi Wojciecha Młynarskiego, Ludwika Górskiego, Lucyny Krzemienieckiej. Do tego dochodzą proste, barwne ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej i muzyka, uważajcie - napisana przez Jerzego Wasowskiego, a wykonana przez cenionych i rozchwytywanych instrumentalistów. Nie wierzycie? To słuchajcie: Andrzej Jagodziński, Mariusz Bogdanowicz... w zasadzie kogokolwiek z listy muzyków biorących udział w nagraniach byście sobie nie zguglali (bo ja nie jestem z tych, co się fochują z powodu nieznajomości tego czy tamtego, błagam) okaże się być "niebylekim". Całość ma taki fajny, cieplutki retro klimat. Są piosenki o harcerzach i misiach, o znakach drogowych i o tym, jak "mamusia myśli, że gdy dorośniesz artystką będziesz sławną". Co ciekawe mój własny syn zakochał się w tych utworach, kiedy więc wrzucam płytę do odtwarzacza, przed oczyma stają mi obrazki takie nieco dramatyczne, jak do późnych godzin nocnych jestem przez niego zadręczana nie o puszczanie tej płyty, ale (o zgrozo!) o wykonywanie tych piosenek. Tak, znam je na pamięć do dziś, tak, tak, strasznie fałszuję, ale lubię piać pod niebiosa. Och i ten swing.

3. Kaja i Janusz Prusinowscy "Kołysała mama smoka"

I znów ta sama historia, ja tu chcę polecić Wam album, który znamy i kochamy I WTEM! Nakład wyczerpany. Jest za to druga część. I dobrze, bo powiem wam, że dla dzieciaków to jest fantastyczny wstęp do poznawania rodzinnego folkloru. Janusz Prusinowski jest jednym z ludzi odpowiedzialnych za renesans polskiej muzyki ludowej, nagrał wiele fantastycznych płyt, zgarnął za nie najróżniejsze laury, wyróżnienia. Tu dzieciom gra na lirze korbowej, a to jest niesamowity instrument - tak pod względem brzmienia, jak i konstrukcji. W instrumentarium znalazły się też cymbały, drumla, fisharmonia i inne cudeńka. Są utwory w których pobrzdękują talerzyki, albo skrzypią drzwi - mamy więc całe bogactwo dźwięków. Jeśli jednak myślicie, że dzieci przy tym łomocie nie są w stanie zasnąć, grubo się mylicie. Sama zaczęłam zgrzytać zębami słysząc niektóre z utworów, tymczasem mój syn padł jak kawka i co najlepsze - potem żaden z domowych hałasów nie ruszał go szczególnie. Żeby już nie przedłużać, bo jestem starą gadułą - Kaja Prusinowska pięknie śpiewa, a teksty, które państwo P. wybrali sobie do umuzykalnienia to wiersze Joanny Papuzińskiej.

4. Teatr Pinokio "Piosenki do grania na nosie"

To propozycja dobra dla starszaków - wydawca sugeruje bowiem, że "Piosenki do grania na nosie" przeznaczone są dla dzieci w wieku 7-10 lat. My zaczęliśmy jednak nieco wcześniej, może dlatego, że mamy w domu Emila. Dokładnie takiego, jak ten z książek Astrid Lindgren. I nasz Emil docenił te "niegrzeczne" piosenki, mało tego zaśmiewał się przy nich, czasem przeżywał, lubił też wracać raz po raz do całości. Skąd zaś ten cudzysłów przy niegrzeczności? Otóż ja uważam, że one nie są wcale niegrzeczne, one są prawdziwe. Nie wszystkie i nie dla każdego, ale przemawiają do dziecięcych łepetyn pełnych szalonych pomysłów. Uwaga! To także cudowne ćwiczenia z ironii stosowanej, bo mamy tu teksty o tym, że dzieci łatwo się ścierają przy myciu, o kindersztubie, znaczy o jej nadmiernym stosowaniu. Muzycznie - trochę rocka i nieco jazzu. A teledysk powstał do takiej piosenki - przestraszanki, czyli do numeru "Kamfora".

5. Dorota Miśkiewicz i Kwadrofonik "Lutosławski Tuwim. Piosenki (nie tylko) dla dzieci"

Jest oto obiecywana nowość, płyta, która swą premierę ma właśnie TERAZ! (12 listopada). Wiersze dla dzieci autorstwa Juliana Tuwima zna wielu rodziców, ich rodziców, a może nawet rodziców rodziców ich rodziców (tak, to ten moment, w którym chcę zepsuć wasze mózgi). Wiersze to wdzięczne i dźwięczne, pan Tuwim bowiem genialnie wykorzystywał rytm i brzmienie słów. Dorosłe utwory ilustrowali więc muzycznie Szymanowski i Górecki, a te dziecięce na warsztat brał Lutosławski. Teraz to, co ci dwaj wspólnie wyczarowali postanowili nieco odświeżyć muzycy z fantastycznego kwartetu Kwadrofonik, a głosem niekiedy mocno teatralnym opatrzyła Dorota Miśkiewicz. Wyszło tak, że dwoje moich dzieci wysłuchało całości, coś sobie pod nosem pośpiewali, trochę podskakiwali i nawet nie zaczęli się bić. Mnie, starego zrzędliwego dziada urzekła najbardziej warstwa muzyczna, dźwiękowa opowieść, którą artyści tak pięknie kreślą w każdym utworze. Powiem Wam jeszcze jedno - jeśli będziecie mieli kiedykolwiek okazję zabrać dzieciaki na koncert Kwadrofonika i Doroty z tym repertuarem - zróbcie to, przekonacie się wtedy wszyscy, że muzyką współczesną można się bawić. Uffff... Ledwie zaczęłam, a tu już trzeba kończyć, co się internety przepełnią. Następnym razem opowiem Wam o tym, jak robiliśmy z dziećmi instrumenty muzyczne przy wsparciu zespołu Małe Instrumenty. Też będzie fajnie.