Zabiegi kosmetyczne na jesień, czyli projekt Wenus. Bez futra!

Moje redakcyjne, umiłowane koleżanki na hasło ?jesień? reagują niestety różnie. Ja ten czas uwielbiam, bo to idealny moment na profesjonalne zabiegi kosmetyczne. Nie pomylę się jeśli powiem, że najlepszy.

Buńczucznie zakładam, że mało wśród nas kosmetycznych dziewic, które nigdy nie przekroczyły bram salonów piękności. Nie muszę zatem po raz setny pisać o tym, że skóra po lecie jest przesuszona. I że powrót do klimatyzowanych pomieszczeń, to definicja samego zła. A o tym, że wreszcie słońce jest mniej groźne i zagrożenie wystąpienia przebarwień po zabiegu jest mniejsze, pisać muszę? Nie muszę? Uff, wspaniale, dziękuję bardzo.

Od czego zaczniemy jesienną renowację i transformację w Wenus (bez futra)? Oto mój zupełnie subiektywny wybór kosmetycznych jesiennych atrakcji.

1. Mikrodermabrazja

Niektóre salony nazywają ją szumnie: totalną odnową skóry. Poleca się ten zabieg, twierdząc, że jest odmładzający (ma pobudzać produkcję kolagenu), bezboleśnie usuwa stary naskórek i czyni skórę promienistą i gładką.

Rzeczywiście mikrodermabrazja jest bezbolesnym, choć mechanicznym peelingiem. Polega na tym, że głowica pokryta diamentami (brzmi luksusowo, nieprawdaż?) delikatnie ściera warstwę naskórka. Spod niej na światło dzienne wychodzi świeży, różowiutki naskórek. Bajecznie? Well. Oprócz nowego naskórka pojawiają się też wszelkie "zabrudzenia". Jeśli masz cerę z tendencją do występowania zmian trądzikowych, możesz spodziewać się, że wkrótce po zabiegu, na twarzy znów pojawią się drobne krostki. Znikną oczywiście za chwilę, ale jest więcej niż prawdopodobne, że będą próbowały dać o sobie znać. Nie jest to więc peeling, na który warto się zdecydować tuż przed wielkim wyjściem. Lepszy - pod tym kątem - jest peeling kawitacyjny, który można wykonać niezależnie od pory roku. Po nim nie występują żadne efekty uboczne.

Czy skóra po mikrodermabrazji jest promienista i wypoczęta? Tak, ale na to trzeba poczekać co najmniej kilka dni. W moim przypadku skóra tuż po zabiegu była przede wszystkim zaczerwieniona, a potem dla odmiany zaczęła się lekko łuszczyć. Reasumując - polecam ten zabieg dla osób, których skóra nie jest przesadnie delikatna. To bardzo dobry wstęp do zabiegów nawilżających skórę. Każda maseczka po mikrodermabrazji działa lepiej. Składniki odżywcze nie muszą już bowiem pokonywać warstwy starego naskórka.

Uwaga - po mikrodermabrazji warto stosować kremy z filtrem. Tak na wszelki wypadek. Owszem, to jest dmuchanie na zimne, ale lepsze to niż walka z przebarwieniami.

2. Złuszczanie kwasami

Zasada działania tego zabiegu jest zbliżona do mikrodermabrazji. Chodzi między innymi o pozbycie się szarego, wyschniętego naskórka. Skóra po kwasach jest rozjaśniona, zmarszczki są mniej widoczne i też jest to dobry wstęp do zabiegów nawilżających skórę. Kwasom również przypisuje się moc pobudzania skóry do zwiększonej produkcji kolagenu. Ale na tym podobieństwa się kończą. Czas na różnice. Zabieg z użyciem kwasu to proces. W zależności od skóry zabiegów jest zazwyczaj od trzech do pięciu, czasem nawet sześciu. Koszt jest oczywiście adekwatnie wyższy. Czy zatem efekt jest lepszy? To ten moment, kiedy czuję się jak polityk, bo odrzec mogę jedynie: trudno o jednoznaczną odpowiedź.

Kwas migdałowy jest bardzo delikatny. Takie też daje efekty - delikatnego odświeżenia. Za to można go stosować niezależnie od pory roku. Pisałam już o nim wcześniej. Z umiarkowanym zachwytem. Jeśli oczekujesz bardziej widocznych efektów i masz też większe potrzeby (martwią cię przebarwienia czy niezbyt głębokie blizny po trądziku), zostaw kwas migdałowy, wybierz kwas glikolowy. Jest silniejszy i daje bardziej widoczne efekty. Czy usuwa wszystkie przebarwienia? Nie zawsze. Walka z przebarwieniami jest po prostu bardzo trudna i nie chodzi tutaj jedynie o moc środka, który ma te przebarwienia likwidować. Obiecuję, że się tym się jeszcze zajmę.

Pewne jest to, że kwas glikolowy uczyni przebarwienia przynajmniej mniej widocznymi. Podobnie zadziała też na blizny potrądzikowe. Kwas glikolowy sprawi też, że skóra będzie jaśniejsza, ale również bardzo wrażliwa na działanie promieni słonecznych - tak, znów radzę kremy z wysokim filtrem.

Radzę też (Boże, zaczynam prawić jak ciocia dobra rada, fuu) wykonywać takie zabiegi u doświadczonych kosmetyczek. To ona bowiem powinna dobrać odpowiednie stężenie kwasu od 15% do 50%. Jeśli zna twoją skórę, wie jak reaguje na różne substancje, można mieć pewność, że się nie pomyli. To ważne, bo za słaby kwas nie zadziała = wyrzucone pieniądze. Zbyt silny może nie wypali dziur do kości, ale może wywołać to, co ma zniszczyć - czyli przebarwienia.

A co z kwasem pirogronowym? To zabieg dla niepracujących, albo piszących wiersze w domu. Po nałożeniu kwasu możesz poczuć lekkie pieczenie, uczucie gorąca, niekiedy igiełki. Bez euforii, ale także bez ronienia niepotrzebnych łez. Po zabiegu może być gorzej. Skóra zacznie się łuszczyć. Makijaż? Niewskazany. Drapanie tym bardziej. Z pewnością nie jest to zabieg, który możesz wykonać w przerwie na lunch. Przez kilka dni lepiej zaszyć się wśród krótkowidzów lub zakochanych na zabój.

Kiedy kwasów warto unikać? Przeciwwskazaniem do wykonywania zabiegów z ich użyciem jest czynny proces zapalny! - zagrzmię niczym z ambony. Ten mocno teatralny wtręt wynika stąd, że zdarzyło mi się już kiedyś zobaczyć buzię dziewczyny, która mimo zniechęcenia jej przez dermatologa, zdecydowała się na peeling z kwasem pirogronowym. Po chwilowej radości - bo skóra po złuszczeniu wyglądała świetnie - nastąpił zintensyfikowany nawrót kłopotów z cerą.

Sporo z was pisze również o tym, że kupuje kwasy w sieci i z powodzeniem stosuje je samodzielnie w domu. Wiem, że dzięki temu można sporo zaoszczędzić, bo kilka zabiegów w gabinecie z użyciem kwasów to spory wydatek. Wiem też, że spora część z was jest zadowolona z efektów. Mnie przed tym odstrasza brak znajomości sprawdzonych dostawców kwasów i lęk przed tym, że jednak mogę coś pomieszać w stężeniach. A każdy zabieg z kwasem - czy to migdałowym, czy glikolowym, czy pirogronowym czy TCA (trójchlorooctowy) jest obarczony ryzykiem. Poza tym w trakcie zabiegów warto stosować kremy odpowiednie do skóry po złuszczaniu kwasami. Tutaj mała rada - te najdroższe nie zawsze są najlepsze. Nie dajcie się nabrać. Pytajcie o skład.

3. Nawilżanie skóry

Po lecie to priorytet. To niepodważalny dogmat. Niezależnie od tego czy wybierzesz kwasy czy ekskluzywną diamentową głowicę - to wstęp do właściwej pielęgnacji skóry. To, na jaką maseczkę warto się zdecydować zależy od bardzo wielu czynników. Przede wszystkim jednak od wieku i stanu skóry.

Dużą popularnością i to zasłużoną cieszą się maseczki z dużą zawartością kwasu hialuronowego (wiąże wodę i bardzo nawilża). Jeśli jednak walczysz z efektem błyszczącej twarzy - sięgnij po taką maseczkę, która uspokoi działanie gruczołów wydzielających sebum. Użyłam słowa - uspokoi - celowo. Agresywne działania nie są wskazane. Wysuszanie przetłuszczającej się skóry nie jest łatwe. Wymaga doświadczenia i fachowości. Aby wytłumaczenie nie stało się epopeją, przechodzę do sedna. Nadmiernie przesuszona skóra będzie walczyć i produkować jeszcze większe ilości sebum. Podstępem ją trzeba, miła moja, podstępem.

Jeśli chcesz skórę ujędrnić i tak powinnaś zacząć od jej nawilżenia. Zasady pielęgnacji skóry są w gruncie rzeczy dość proste. Po pierwsze nawilżaj, a dopiero potem sięgaj po produkty ze składnikami dodatkowymi: z algami, kolagenem, witaminami, kawiorem i czym tam sobie tylko wymarzysz.

Chciałabym jeszcze was uczulić na coś ważnego. Jeśli jesteś u kosmetyczki - pytaj. Wiem, że spora część z was nie cierpi kiedy fryzjer czy kosmetyczka próbuje nawiązać z wami rozmowę. Szanuję to, choć sama mam inaczej. Spróbuję was namówić do zmiany postawy. Przede wszystkim dlatego, że powinnaś wiedzieć co i dlaczego ląduje na twojej twarzy. Jakie maseczka ma składniki? Jak działają? I dlaczego działają? Czego możesz się spodziewać po tym zabiegu? Skąd taka Niagara pytań? Bo jesteś do kroćset klientką i powinnaś wiedzieć za co płacisz! Teraz jestem wierna jednemu, no może dwóm gabinetom - ale swoje wypróbowałam i wiem, że bywa różnie.

4. Usuwanie narośli i brodawek

Jesień to idealny czas na pożegnania. Nucisz - "Ta ostatnia niedziela " a laser skutecznie usuwa wszelkiego typu brodawki, włókniaki i wszystko inne, co znajduje się na twoim ciele, a znajdować się tam nie powinno. Dlaczego lepiej wykonywać te zabiegi jesienią? Bo nie epatujesz plastrem, po którym możesz mieć niewielkie szwy, a co ważniejsze - nie grozi ci, że do ranki dostaną się jakiekolwiek zanieczyszczenia, bo wszystko będzie się spokojnie goić pod jesiennym, szykownym odzieniem.

5. Wielki finał, czyli jak zostać Wenus bez futra Rzecz o depilacji laserowej

Dlaczego warto się na ten zabieg zdecydować, była łaskawa wytłumaczyć Miss Olgu. Przy okazji zdradziła, jaka depilacja jest zwykłym drenażem twojego portfela i dlaczego brunetki mają lepiej. Ograniczę się zatem do dodania tylko kilka wskazówek technicznych.

O zabiegu możesz zacząć myśleć dopiero, gdy znikną ślady letniej opalenizny. Minimum to dwa tygodnie od pojawienia się opalenizny. Przed zabiegiem nie możesz też wyrywać włosków - nie jest więc wskazany depilator mechaniczny. Laser działa wszak na cebulki. Na kilka tygodni przed zrezygnuj z przyjmowania preparatów uczulających na światło - a więc na przykład antydepresyjnych tabletek z dziurawca czy odchudzających herbat ziołowych z dziurawcem. Nie stosuj także na skórę preparatów zawierających witaminy. Jeśli akurat zmagasz się z zakażeniem bakteryjnym, wirusowym czy grzybiczym, odczekaj, aż wszystko będzie za tobą. Blondynkom i osobom z jasną karnacją można polecić najnowszy rodzaj depilacji laserowej - Vectus. Nowa technologia gwarantuje jeszcze lepsze efekty, niż w przypadku tradycyjnej depilacji laserowej - jest także mniej bolesna, a zabieg przeprowadzany jest błyskawicznie. Agata przetestowała go na własnej skórze i już po pierwszym zabiegu jest bardzo zadowolona, a trzeba wspomnieć, że straszny z niej wrażliwiec.

Pamiętaj, że to kilka zabiegów! Przy pierwszym podejściu stracisz około 30% owłosienia, w które będzie celował laser. Depilacja laserowa to, podobnie jak kwasy, proces. Jeśli chcesz wystąpić na noworocznym party w oszałamiającej kreacji, nie czekaj zbyt długo. I nie mam na myśli jedynie depilacji.

Projekt Wenus - uważam za uroczyście otwarty.