Więcej szkody niż pożytku - wszystkie mity wsadź między... bajki

Pogromczyni mitów dziś ze mnie wyszła i postanowiła zbawić świat. Jest tyle bzdurnych teorii na temat miłości, związków i seksu... Niektóre nas bawią, inne głęboko w nas siedzą. Czasem coś jest dla nas tak prawdziwe, że nie jesteśmy w stanie przekierować naszego myślenia na inny tor i strasznie się męczymy. A przecież seks ma być przyjemny! Co nam wmawiają, a w co wierzyć nie należy?

Magda Danaj Kobietę po seksie trzeba przytulać

Cytując za wujkiem Guglem - w top10 błędów popełnianych przez facetów w związku z seksem króluje mit, że faceci się straszni, bo po akcie miłosnym nie głaszczą przez godzinę i nie mówią o serduszkach, a przecież my kobiety tego strrrrraszliwie potrzebujemy. Hmmm... Niektóre z nas może rzeczywiście tego bardzo potrzebują, ja akurat niewiele znam przykładów na poparcie tej tezy. Nie jestem zwolenniczką wyrzucania partnera za drzwi w minutę po ostatnim orgazmicznym tchnieniu (swoją drogą o tej praktyce należy napisać szerzej!), ale nie popadajmy w przesadę w drugą stronę! Oczywiście, miło jest się przytulić i współodczuć przyjemnie wyczerpanie zbliżeniem, ale nie ma co robić dramatu z sytuacji, gdy nie odczuwa się takiej potrzeby. Możliwe, że częściej nie odczuwa jej facet (zwyczajnie już śpi, na przykład), ale proszę, litości - są i kobiety, które mają naturalną chęć na prysznic, zimne piwo lub powrót do lektury, którą szybki numerek akurat przyjemnie przerwał.

Jeśli wiemy, że nasz życiowy partner, z którym planujemy szczęście wieczne chcę się przytulać - znajdźmy kompromisowe rozwiązanie, trochę z siebie dajmy, ale i trochę dla siebie weźmy. Przytulmy się na moment, rozczulmy nawet, jeśli trzeba, ale bądźmy sobą i nie dajmy z siebie zrobić maszyny do przytulania. A skoro już o maszynach mowa...

Moja była to uwielbiała, więc wszystkie kobiety także padną z wrażenia

Nie zeszły wszystkie panie z jednej linii produkcyjnej. Różnią się nie tylko rozmiarem biustu i kolorem włosów, ale też tym co lubią. I panowie podobnie. To, że partnerka lubi gryzienie w szyję i wytrysk na łono niekoniecznie musi oznaczać, że kolejna partnerka także jest rozmiłowana w tożsamych igraszkach. Nie ma oczywiście przeciwwskazań, by sprawdzone chwyty stosować, ale nie z uporem maniaka i bez intencji czytania niewerbalnych odpowiedzi na te działalności. Na ogół dość szybko można wyczuć, czy takie gryzienie jest fajne czy nie, albo czy coś, co robimy w ogóle prowadzi do czegokolwiek innego niż zniecierpliwienie. Nie jesteśmy maszynami, widać po nas, co przeżywamy. I podobny błąd: ja coś lubię, on niekoniecznie. Mogę być masowana godzinami i cholernie mnie to podnieca, więc... masuję mojego partnera jak nawiedzona, bo przecież to takie hot! A nie, a on nie lubi, albo w najlepszym wypadku mu to obojętne zupełnie. Tyle, że widząc nasz zapał nie chce nam zrobić przykrości... Bo przecież w łóżku liczy się przede wszystkim to, by drugiej osobie było dobrze, prawda?

Skup się na przyjemności partnera, twoja przyjemność przyjdzie sama

Bzdura! Bądź w łóżku egoistką, to tylko z korzyścią dla was obojga. To ty znasz swoje ciało, jego rytm i potrzeby. Kieruj więc sytuacją tak, by było tak, jak lubisz. Chodzi przecież o to, byście wzajemnie odkryli, co was kręci i podnieca. Więc słuchaj i jego, patrz czego on oczekuje. Ale nie rób wbrew sobie, tylko po to by go zadowolić, bo może się zdarzyć, że on zakłada, że to uwielbiasz i stanie się to waszą rutyną, a tego nie chcemy! Spotkałam się z teoriami, że kobiecie jest dobrze, gdy mężczyźnie jest dobrze. Bo ona czerpie pozaorgazmiczną przyjemność ze stosunku, w sensie emocjonalną. Może ze trzy razy tak poczerpie, bo jest cudowna i empatyczna. Potem chce orgazmu, sorry.

Seks MUSI trwać długo

Ile trwa bara bara to kwestia indywidualna, nie należy na pewno ze stoperem sprawdzać, czy idzie nam lepiej czy gorzej niż miesiąc temu. Są sytuacje, gdy jest czas i natchnienie, płatki róż, schłodzone wino i afrodyzjaki - cały weekend można się stosunkowo dobrze bawić. I świetnie. Gra wstępna trwa godzinę, dwie, przerywana podnieconymi i podniecającymi jękami: już weź no go tam wreszcie włóż... Bywa jednak, że nachodzi nas chęć na szybkie dymanko na framudze (Mamy dwie minuty, bo zaraz przyjdą rodzice!) lub okoliczności przyrody zmusiły nas do rezygnacji z seksu przez ostatnie tygodnie, więc nie ma takiej siły w kosmosie, która taki stosunek, z zachowaniem zdrowia psychicznego partnera, przedłużałaby o kwadranse. Nauczmy się czerpać z tego frajdę, zamiast widzieć w tym problem.

Oczywiście (!) chwali się absolutnie idea pracowania nad tym, by przyjemność przedłużać, odwlekać, sączyć ją sobie i się nią nakręcać. Ale jeśli nam nie idzie, nie róbmy z tego problemu, dopóki to naprawdę nie jest problem.

Magda Danaj

Nie fantazjuj o innych, to grzech

Żeby była jasność - nie zalecam odbywania stosunków i myślenia w tym czasie o kimś zupełnie innym. Jeśli problem (tak, to jest pewien problem, hę) się powtarza to radziłabym sięgnąć po lupę i pochylić się w skupieniu nad swoim związkiem, jako że może się okazać, że skrycie kochamy sąsiada i po naszym małżeństwie nie pozostał już nawet kurz... Jeśli jednak okazjonalnie (proszę sobie to zdefiniować indywidualnie i rozsądnie) zdarza się projekcja koitalna z udziałem jakiegoś ciacha, do którego jednak nie żywimy na jawie żadnych specjalnych uczuć (trochę się tylko pocimy na myśl, że mógłby nas wziąć w obroty, phi - li i jedynie), to nie popadajmy w histerię. Oczywiście piękne historie o tym, że intensywność przeżyć erotycznych można utrzymywać na najwyższym (i jednakim!) poziomie od pierwszej do siódmej dekady wspólnego pożycia nas niezwykle wzruszają. Podobają nam się też ubrania, w które są ubrani aktorzy w tych filmach i ich salony z kominkiem o trzystu metrach kwadratowych. W prawdziwym życiu jednak bywa, że napięcie lekko krzepnie i doprawdy, nie ma absolutnie nic złego w podgrzewaniu seksu jakąś przyjemną projekcją. Tylko może nie krzyczmy innego imienia...

Klęknij przed nim, to ci się oświadczy

Ideę głębokiego gardła opisałam już swego czasu, nie poruszyłam jednak wątku mitycznego, który aż tu się prosi. Otóż: facet uwielbia cię dominować, traktować jak ścierę i szmatę, sprowadzić do poziomu parteru i z tego miejsca kazać ci ssać z zachwytem. Niewątpliwie taki rodzaj urozmaicenia lodowych przyjemności może być przyjemny, ale proszę! Po co stać na środku pokoju ze swoją kobietą na czworakach obok, gdy można się znaleźć z tą sytuacją w miejscach wygodniejszych - ot, takich, gdzie nie bolą kolana od twardej podłogi? No i jeszcze ta wizja wpychania przyrodzenia aż po żołądek!? Czasem można zrobić wjazd głębiej, ale nie jestem taka pewna, czy faceta zachwyci widok womitującej kochanki i, tym samym, co gorsze - zaniechanie działań?

Kobieta nie może myśleć jak facet!

Kobieta to kobieta, facet to facet. Proste. A że już z bajek możemy się dowiedzieć, jak projektuje się nasze oczekiwania i oczekiwania względem nas, to rośniemy sobie w przekonaniu, że aby sukces prokreacyjny był i związek piękny też był, potrzebny jest schemat, w którym to samiec walczy o samicę, a samica siedzi i pachnie. Samica nie może mieć dzikiej chęci na poruchanie i wybrać się w tym celu do zaprzyjaźnionego kolegi lub nawet "na obcego" do baru. Bo jeśli tak robi to jest z niej straszne kurwiszcze i zło. Nogi ma trzymać zwarte, dobrze porachować randki, zanim je rozsunie. Nie może myśleć jak facet. A już na pewno nie może jak facet zaliczyć i zniknąć. Nie wypada.

Masturbacja to zło

Trochę nie wierzę, że to piszę, ale wiem, że czasem warto zapuścić się na wycieczkę w rejony, gdzie umysły funkcjonują inaczej niż mój. I tam właśnie, w tych egzotycznych krainach można spotkać stworzenia, które wciąż jeszcze uważają, że masturbacja jest złem, od którego oczodoły sinieją, ręce się trzęsą, na twarz wypełzają pryszcze. Jesteśmy już i tak krok dalej, bo coraz więcej "opiniotwórczych" czasopism dla porządnych pań pisze o tym, że warto poznać swoje ciało (lusterko i oglądamy cipeczkę!), gdzieś tam między wierszami pojawia się to, co ja pragnę wykrzyczeć: masturbujcie się do woli i jeszcze jeden raz więcej. To robi dobrze na wiele sposobów, a i dzięki temu łatwiej nam potem w parze robić sobie dobrze razem. Ćwiczenia w podgrupie, by w grupie szło lepiej. I nie ma co ciosać kołków partnerowi, którego się przyłapie na oglądaniu cycków z niemieckim akcentem. Lepiej się przysiąść i podpatrzeć, bo z pornosów też można zaczerpnąć inspirację. Ale nie myśl, że ...

Filmy porno cię czegoś nauczą

Złota myśl na początek: to co się dzieje w niektórych pornosach nie dzieje się w świecie normalnych ludzi. Tak, mówię to ja, niezwykle otwarta i liberalna w kwestii robienia dobrze. Tak sobie myślę, poprawcie mnie, jeśli się mylę - niewiele z nas czerpałoby przyjemność z tego, że kilku panów o wielkich prąciach symultanicznie używałoby każdego możliwego otworu w naszym ciele. Te panie w filmach na ogół też nie są w pełni szczęśliwe, co widać po ich twarzach, ale kamera raczej się koncentruje na innych rejonach... Czerpanie wiedzy na temat długości (też stosunku) z produkcji tego typu może skutkować niezłą schizą i, myślę, że i tak bywa - nawet niechęcią do wyjścia poza całowanie.

Jeżeli z tych filmów chcesz, droga panno, nauczyć się fachowego seksu oralnego - zarzuć ten plan. Chyba że marzą ci się długie godziny... mdłości.

Rozmiar ma znaczenie

Oczywiście, że ma. Jeżeli kupujesz buty. Wmawianie przez uczynne koleżanki, że maluszek się nie liczy, jest szkodliwe i idiotyczne. Rozmiar może mieć znaczenie tylko wtedy, gdy naprawdę mocno odbiega od normy. Co więcej - z doświadczenia kobiet, które chętnie się nim dzielą wynika, że to raczej większy rozmiar sprawia problemy, wbrew ogólnie panującemu przekonaniu. James Bond nie posługiwał się armatą, a zgrabnym rewolwerem. Warto o tym pamiętać.

Radość z seksu zapewnia wiele czynników, a zacząć należy od luzu i chęci na czerpanie owej przyjemności. Nadmierne skupianie się na szczegółach nikomu jeszcze nie pomogło - przynajmniej w tej kwestii. O rozmiarze myśl w obuwniczym, w łóżku - wyłącznie o przyjemności.

Więcej o: