Zezowate szczęście i brak prześwitu między udami czyli co wstrząsnęło światem mody

"Kolejna szkarada na okładce", "wygląda głupio", "modelki mają być piękne, a nie szpetne", "czekam aż z bliźniąt syjamskich zrobią tap madl", "uczyńmy jeszcze atuty z garbatości, z krzywych zębów, z wad postawy, z otyłości". Internet, jak zwykle, nie zawodzi w dziedzinie krytyki, chamstwa i negatywnych emocji.

Ok, Moffy wygląda nienormatywnie. I co z tego? Jest śliczną dziewczyną! Piękniejszą od wielu innych. Dzięki zezowi zapada w pamięć, co w przypadku modelki jest atutem. Trafiła na okładkę przypadkiem, za poleceniem dziewczyny fotografa. Przyciągnęła uwagę i ponoć interesuje się nią (według niektórych źródeł już podpisano umowę) agencja, która "odkryła" Kate Moss. Moffy kolejną Moss raczej nie będzie, bo czasy supermodelek dawno minęły, ale być może zostawi jakąś ryskę na modowym monolicie.

Tak samo jak "tłusta świnia" ośmielająca przebić się do mainstreamu, czyli modelka plus size Robyn Lawley. Adresatka wielu obrzydliwych komentarzy w internecie. Ich powodem było to zdjęcie, na którym uda modelki stykają się.

W czym problem, skoro się ładnie stykają?W czym problem, skoro się ładnie stykają?

Na facebookowej stronie inspirującej do odchudzania została obrzucona setkami epitetów. Nie wiem, skąd w internetowych komentatorach tak wielka potrzeba wmówienia tej dziewczynie, że nie powinna czuć się dobrze w swoim ciele. Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie potrzebują wylewać swoje złości i frustracje w komentarzach. Co sprawia, że chce im się czepiać i wbijać szpile? Nie wiem.

Wyraz nowej obsesji "przerwy między udami", jakiej poddają się dziewczyny, uderzył w modelkę zatrudnianą przez największych projektantów. Na szczęście - rozsądną i wykorzystującą swoją pozycję, by powiedzieć głośno, że pora skończyć z terroryzowaniem kobiet nierealnymi wyznacznikami piękna i atrakcyjności.

Apetyczne i piękneApetyczne i piękne

Na marginesie - sprawa "przerwy" nie jest nowa. Ja pierwszy raz usłyszałam o owej przerwie jakoś koło roku 1988. Koleżanka ze szkoły muzycznej przyniosła z zajęć baletowych informację, że dziewczynka MUSI MIEĆ między nogami trzy "prześwity": między kostką a łydką, łydką a kolanami i, właśnie, między udami. Jeżeli owych prześwitów nie ma, to jest tłusta i niezgrabna. Można bagatelizować znaczenie takich korytarzowych opowieści, ale fakt, że zapamiętałam sobie ten wyznacznik atrakcyjności na całe życie chyba o czymś świadczy. Fakt, ze koleżanka latami walczyła z anoreksją i w końcu przegrała - dwa lata temu nie wytrzymało jej serce - chyba też.

A od roku 1988 wiele się zmieniło, głównie na gorsze, głównie za sprawą internetu. Powstały blogi poświęcone przerwie między udami modelki Cary Delevingne.

"Przerwa" ma własny hashtag na Twitterze, a setki tysięcy zdjęć niestykających się ud na Instagramie mają inspirować dziewczyny do głodzenia się i dążenia do czegoś, co dla większości jest nieosiągalne z powodu budowy szkieletu.

Wariactwo, nieprawdaż? Witamy w internecie.

To takie smutne miejsce, gdzie dzieją się przerażające rzeczy, a ludzie mówią rzeczy, jakich nigdy nie powiedzieliby innym na żywo. To trochę jak z jeżdżeniem samochodem - wyobraź sobie, że straszne przekleństwa ciskane pod adresem kogoś, kto właśnie zajechał ci drogę mówisz w twarz komuś, kto przypadkiem potrącił cię w biurowej windzie. Że na przykład pani Kasi z kadr wrzeszczysz prosto w nos "obyś zdechła". Takie ćwiczenie na wyobraźnię.

Wracając do przerwy. Jeśli ktoś uważa, że szaleństwo chudości napędzane jest artykułami (tak, takimi jak ten) to najwyraźniej dawno, lub nigdy, nie widział, co robią sobie nastolatki w internecie.

I nie należy z tego miejsca rzucać dobrych rad typu "och, przeczytałyby lepiej jakąś książkę", bo byłoby to dodawanie do krytyki ciała kolejnej - intelektu. Sprowadzanie obsesji wyglądu do pustogłowego narcyzmu jest wielkim uproszczeniem. Najmądrzejsze kobiety ulegają presji. A mężczyźni? Cóż, jest taki żart z bardzo długą brodą: "Czym się różni kobieta od mężczyzny?" - "Łysa i gruba kobieta nie wejdzie do baru przekonana, że jest boginią". Coś w tym jest. W wersji mniej rubasznej wygląda to tak: tydzień temu asystowałam w zakupach chłopakowi. Między innymi donosząc do przymierzalni spodnie, różniące się o jakieś sześć rozmiarów. Bo jedne lepiej wyglądają dopasowane a inne - luźne. Po prostu. Dziewczyna na tym samym miejscu już by pewnie miała doła, że nie mieści się w swój zwyczajowy rozmiar i w związku z tym jest strasznym grubasem. A on, kiedy podzieliłam się owym spostrzeżeniem, spojrzał na mnie jak na kosmitkę i powiedział "dlaczego miałaby się przejmować tym, że jakiś biedny Chińczyk uszył za małe spodnie?". I takiego podejścia wszystkie powinnyśmy się uczyć.