Oda do koca, czyli jak sobie radzę z jesiennymi nastrojami

Jesień-sresień. Nie, że nie lubię. Pięknie wyglądają parki i lasy przez te kilka dni (noo dobra, w tym roku jakoś aura była łaskawsza i nawet przez kilka tygodni), można się fajnie ubrać - baaardzo cenię sobie szaliki i swetrzyska do kolan. Ale o miłości czy nienawiści do jesieni już było i ja nie o tym chciałam. Chciałam wykrzyczeć światu wielką nieskończoną miłość do mojego fioletowego koca...

Chciałam spytać, co robić, gdy jedyny świat, który mnie interesuje to ten podkocowo-łóżkowy. Co może mnie z niego wyrwać? Nic? A co mnie w nim trzyma? No właśnie...

Niby pięknie, ale nie wychodzęNiby pięknie, ale nie wychodzę

Ha! Wcale nie będzie o tym, jak się zmotywować do wylezienia spod koca. Ja pod nim zamierzam doczekać pięknej mroźnej zimy, bo akurat na siarczysty mróz i skrzypiący śnieg lubię sobie wychynąć z ciepełka. Na krótko, a potem znów do łóżka! I pod tym kocem, z lekko bolącym karkiem (nie jest łatwo opierać się o ścianę w pozycji leżącej przez kilka godzin i nie zdrętwieć na odcinku szyjnym kręgosłupa!) będę się oddawać różnym grzesznym przyjemnościom.

Po pierwsze: jedzenie. Śniadanie do łóżka? Poproszę! Ale może być też obiad. I kolacja. Żeby cała operacja "Posiłek" przebiegła bezpiecznie, strategicznym narzędziem jest taca, spora, taka, dzięki której potem nie trzeba się jak królewna na ziarnku grochu wiercić nerwowo z powodu wpijającego się w tyłek okrucha. Mężczyźni idealni (mam jednego na wyłączność) wiedzą, że przyjemność warto dawkować i budować napięcie: uwielbiam słyszeć dochodzące z kuchni dźwięki pracującego pełną parą ekspresu do kawy. I potem zaczynam czuć zapach świeżo zmielonej kawy. A potem zjawia się on i piękna, piętrowa kawusia... (fragment usunięty z powodu blokady rodzicielskiej).

Pyszności z dostawą do miejsca: Pod KocykiemPyszności z dostawą do miejsca: Pod Kocykiem

Virginia pisała coś o posiadaniu swojego pokoju, ja nie muszę mieć od razu całego pomieszczenia dla siebie. Wystarczy mi, że mam swoją przestrzeń pod kocem. Kanapa. Najlepiej łóżko. W domu koce są dwa, żeby nie było niesnasek. W zasięgu ręki - kilka rzeczy. Po pierwsze, najważniejsze - laptop. I straszna sieć. Można tam znaleźć wszystko. Do poczytania i do pooglądania. Dopiero od niedawna używam zdrowej dla komputera podstawki chroniącej przed przegrzaniem. Komputer może i zdrowszy, ja niekoniecznie. Wcześniej przynajmniej fale gorąca bijące od niego uderzały bezpośrednio we mnie, co skłaniało mnie do przerwy (bo mi się nogi przegrzeją!). Dziś dzieli nas podstawka, jedynym więc bodźcem, który może mnie oderwać od wgapiania się w kolejny odcinek serialu lub inną Bardzo Ważna Stronę W Internecie jest rozsądek. A on pod koc ze mną nie włazi... Czasem namawia do wyjścia gdzieś, ale co - poszłabym do kina, ale wówczas musiałabym odgrzebać się z koca. W kocu głupio. Choć dziś moda pozwala na wiele, a są nawet bonusy, bo mogą mnie uznać za niezłą hipsterkę i trafię do jakiegoś lajfstajlowego czasopisma jako mod(n)a z ulicy. Nie idę jednak, bo zimno i pada, albo po prostu, otwarcie pasuję, jeśli chodzi o społeczne życie.

Sprawca zamieszaniaSprawca zamieszania

Oglądam sobie jeden odcinek, któregoś z moich aktualnie ulubionych seriali. I on się tak kończy, że muszę obejrzeć jeszcze jeden. I potem - lawina. Dobrze, że niektóre seriale oglądam na bieżąco, dzięki temu bywa, że na jednym odcinku muszę kończyć... Ale oglądam ich tyle, że nie jest to problemem, hahahaa, złoooo.

Carrie jest trochę zestresowana (nie ma kocyka?)Carrie jest trochę zestresowana (nie ma kocyka?)

Pisałam już o niekończącej się historii surfowania po sieci do wczesnych godzin porannych. I o tym, jak kradnie to życie w realu. Cóż mogę dodać na swoje usprawiedliwienie, że i tak to robię? Koc jest realny! I taki miły w dotyku... Poza tym większość treści, które odnajduję buszując w necie jest niezwykle inspirująca. Oglądam, czytam i postanawiam ileż ciekawych rzeczy zrobię! Kiedyś.

Ja, koc, kulturalne (eghm!) przyjemności - tak wygląda moja idealna niedziela. Wyrzuty sumienia budzą się i wypełzają spod koca po mniej więcej sześciu godzinach. Myślę sobie wtedy, że mam przecież tyle bliskich osób, dla których nie mam czasu przez cały tydzień, przekładam ich na weekend, a w weekend mówię (spod koca), że koniecznie widzimy się w nadchodzącym tygodniu, jeśli tylko praca pozwoli i w ogóle...

Patrzą na mnie z wyrzutemPatrzą na mnie z wyrzutem

I patrzę sobie co jakiś czas na moją stertę książek do przeczytania "na już". To jest sterta szczególna, podręczna, wyselekcjonowana. Z poziomu dostosowanego dla wygody leżącego w pachnącej pościeli, w zasięgu ręki. I ona mnie kłuje w oczy, trochę zawstydza. Co jakiś czas, więc, by nie czuć się AŻ tak źle, sięgam sobie po książkę. Bo to jest przecież prawdziwie kulturalna rozrywka, a nie ogłupiające seriale. Ehh...

Pod kocem jest bezpiecznie. Niebezpieczne jest spożycie, wiadomo.

Pod kocem jest bezpiecznie. Niebezpieczne jest spożycie, wiadomo.

Pocieszam się, że po jesieni i zimie przychodzi czas na życie bez koca. Wtedy już tak nie korci, by zalec. Głupio jakoś w parku leżeć z laptopem. Więc do parku to już z książką. I z ludźmi!

Pozdro szejset spod koca!

Więcej o: