W co się bawić (nie tylko) z dziećmi? Na przykład w robienie instrumentów!

Zastanawiałam się, od czego zacząć, żeby was nie spłoszyć. Wiem, że wiele z Was niespecjalnie ma czas, cierpliwość, zapał i talent do majsterkowania. Mam też świadomość, że nie wszyscy mają na wyposażeniu dzieci. Dlatego na samym początku powiem jedno - żeby pobawić się w to, co zaraz wam zaproponuję, wystarczą trzy rzeczy: ciekawość świata, kilka przedmiotów uznawanych za odpady do recyklingu i... poczucie humoru.

Serio, serio. Zawsze patrzyłam z dystansem na wszystkie te postrzelone i rozentuzjazmowane pańcie, które zachwalały zalety samochodów robionych z butelek po płynie do płukania tkanin. Sami przytaszczyliśmy kiedyś do domu stertę jakichś koszmarnych, polepionych pokrak, stworzonych z kartoników i rolek po papierze toaletowym. Zabawa była głównie przy tworzeniu tego badziewka oraz występowała wyłącznie po stronie dzieci. Ja zgrzytałam zębami, bo bluzy raz poplamione farbami, pozostały upaćkane na zawsze (tak, tak, fartuszek-sruszek, zmywalne-sralne). Potem już tylko kurz, smutek i nostalgia. Dlatego decyzja o udziale w warsztatach wykonywania instrumentów z udziałem zespołu Małe Instrumenty, wymagała ode mnie dużej odwagi cywilnej.

Po pierwsze - nie byłam do końca pewna, czy to są zajęcia dla dzieci, moich dzieci, wiecie, żywe srebro, kindersztuba to takie dziwne przekleństwo na "k", znamy wiele innych na tę sama literę. Po drugie - a co jeśli znów oznacza to targanie do domu jakiejś masy śmieciowej, której potem sentymentalny człowiek, zwany matką, nie wyrzuci przez kolejnych pięć lat? No nic, raz kozie śmierć. Pewnego sobotniego poranka spakowałam więc swoje małe wilcze stadko w autobus i pojechałam na te warsztaty. Warsztaty jednakowoż dla dorosłych. Poważne sprawy, instrumenty nie takie małe, wiertarki, imadła, prąd i zgrzytanie. Na sali kilku muzyków, których płyty mam na półce i lubię ich słuchać  - z tego miejsca pozdrawiam Bartka Kalinkę.

Olga kontra małe instrumenty oraz fajni muzycyOlga kontra małe instrumenty oraz fajni muzycy

Brawo, Węcławkowa, znów się wkopałaś. Na szczęście płytko. Genialni prowadzący, czyli chłopaki z Małych Instrumentów, pokazali, że nawet dziecko może zrobić samo instrument. Jaki? Na przykład Diabła Leśnego. Co jest potrzebne, by go wykonać? Plastikowy kubek albo jednorazowa miska (taka, jakie dostajecie biorąc zupę na wynos) żyłka i okrągły, niezbyt długi drewniany kołek. W dnie plastikowego pojemnika robicie dziurę, małą - taką, żeby przewlec żyłkę. Na końcu żyłki robicie supełek, żeby bydlę nie czmychnęło, na drugim końcu żyłki robicie pętelkę, taką, żeby dało się włożyć kołek i nim przekręcać... A potem napinacie żyłkę i kręcicie kołkiem. Co słychać? Rechot leśnego diabła. I to ma być instrument?! A jakże, możecie na nim też grać we dwoje - jedno napina żyłkę i turkocze, a drugie w przerwach na niej brzdąka. Co więcej, kilka dni temu widzieliśmy z Emilem, jak Małe Instrumenty wykorzystują Diabła Leśnego, by udawał trzeszczący syntezator!

Piszemy o diable, a na zdjęciu robimy flet z rurki PCVPiszemy o diable, a na zdjęciu robimy flet z rurki PCV

Jeszcze prostsze są instrumenty wykorzystujące balony - bęben balonowy i balonowy bas. Do pierwszego potrzebna jest rura albo tuba kartonowa, na którą naciąga się balonik i mocuje się go tak, żeby nie spadł. Czym? Czym tam chcecie. Bas balonowy wymaga balonu nadmuchanego i przywiązanego doń sznurka. Po napięciu macie struny i coś, co można nazwać pudłem rezonansowym. Tadaaaam! Warsztaty z Małymi Instrumentami nauczyły nas, że można zrobić nieskończenie wiele różnych dziwnych instrumentów z absolutnie wszystkiego, co znajdziecie w domu albo wokół niego. Wspólnie z muzykami przygotowaliśmy pięknie brzmiące skrzypce gwoździowe, przetestowaliśmy też jeden z moich ulubionych instrumentów - skrzypce kopułkowe, wykonane ze starych, zepsutych dzwonków rowerowych i dzwonków do drzwi (tych metalowych kopułek - stąd nazwa).

Warsztaty odbyły się w dniu premiery książki i płyty "Samoróbka" (TU MOŻNA SOBIE ZAMÓWIĆ, bo ta książka, to także samoróbka i samowydawka). I to jest dopiero coś! To w zasadzie mały podręcznik domowej rewolty muzycznej. Rzecz jest przepięknie wydana, w dodatku spełnia kilka funkcji, ot choćby sama w sobie jest instrumentem muzycznym. W środku zaś autor, założyciel zespołu Małe Instrumenty, Paweł Romańczuk, w sposób bardzo miły i przystępny opowiada, jak skonstruować sobie małą lub też wielką orkiestrę.

Książka Książka "Samoróbka" dowodem: Małe Instrumenty są wielkie!

Są przepisy na instrumenty banalnie proste, jak wspomniane wyżej balonowe brzdąkadła, a dla dorosłych oczekujących większych wyzwań znajdzie się tu kilka zaawansowanych konstrukcji. Pierwsza część albumu to przepiękna galeria zdjęć wszystkich małoinstrumentowych "samoróbek". Aby udowodnić Wam, że na tych wszystkich plastikowych butelkach, gwoździach, prętach od lodówki i innych takich kalimbach z blaszek znalezionych na ulicy, można zagrać coś ładnego - jest i płyta. Płyta pełna pięknych, autorskich utworów, które potrafią działać na wyobraźnię. Jeśli więc wcale, a wcale nie zamierzacie nic ciąć, piłować, sznurować, albo, co gorsza, lutować i przybijać, ale zwyczajnie chcecie popatrzeć i posłuchać - też się da. A nasza domowa orkiestra co jakiś czas się powiększa o kolejny drobiazg. Własne recyklingowe instrumenty mają zaś tę zaletę, że są tanie w wykonaniu, dostarczają frajdy przy robieniu i przy graniu, uszkodzone łatwo naprawić, a jak się doszczętnie zniszczą... cóż, nie żal ich wyrzucić i zrobić nowe. Oczywiście mamy też w domu całą serię innych grających zabawek, nie gardzimy i tym. Jeśli chcecie, następnym razem opowiem wam, które z nich lubimy, polecamy i dlaczego właśnie te.

Na deser zdjęcie z ostatniego występu Małych Instrumentów, na którym byłam z EmilemNa deser zdjęcie z ostatniego występu Małych Instrumentów, na którym byłam z Emilem

Więcej o: